Jedno zdumienie dziennie..


 
Puchar - odtrutka. 

Tak zwany morski orzech kokosowy (Lodoicea seychellarum) przez wiele wieków był owiany tajemnicą. Nieznane było jego pochodzenie ani występowanie, po prostu czasem pojawiał się na brzegu morskim wyrzucony falą, jakby z innego świata. Nawet w Indiach nie znano jego pochodzenia, choć tam najczęściej udawało się go zdobyć (nb. pod względem botanicznym nie jest to owoc, ale pojedyncze olbrzymie nasionko). Pewnie dlatego uważano, że ma on niezwykłe właściwości. W dawnych czasach wierzono, że jakikolwiek płyn wypity z pucharu zrobionego z orzecha morskiego traci swoją moc trucicielską, a na dodatek odmładza konsumenta. Ponieważ królobójstwo przy pomocy trucizn było swego czasu bardzo pospolite, każdy król chciał posiadać taki puchar, niejako dla samoobrony, coś w rodzaju królewskiego sprzętu BHP. W związku z tym ceny orzechów bywały olbrzymie. Na przykład w 1759r trzeba było płacić za jeden orzech 400 funtów szterlingów, co na owe czasy było fortuną. Niektórzy królowie tak bardzo czuli się zagrożeni otruciem, że oferowali np statek z ładunkiem płynącym na wschód za jeden orzech stamtąd przywieziony...
 Jeszcze teraz w muzeach spotkać można pięknie rzeźbione zazwyczaj puchary orzechowe, nie stosowane dla ochrony królewskiego życia, ale jako dokumenty sztuki połączonej w umiejętny sposób z przesądami. 

Ilustracja przedstawia jeden z pucharów z kolekcji tyrolskiego zamku Ambras pod Innsbruckiem (Austria). Był on własnością arcyksięcia Ferdynanda II, władcy Tyrolu od 1563. Po jego śmierci przejął go cesarz Rudolf, też bardzo zafascynowany niezwykłościami i trucicielstwem. 

 [QZC06::001][QAB01::280]p 117;RCP05057\24\131;[TZE01::091]


witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
maj 2003

v.20