'Hodowla lodu' w tropikach. 

Wydawać się może, iż produkcja lodu w krajach tropikalnych, bez nowoczesnych środków technicznych, chłodziarek, zamrażarek, itp. jest rzeczą niemożliwą. A jednak już setki lat temu pod tropikalnym niebem produkowano znaczne ilości lodu na potrzeby dworu, a nawet pospólstwa, i to tam, gdzie temperatura przez cały rok utrzymywała się znacznie powyżej zera. 
Już w XVI wieku Abul Fazl Allami, uczony na dworze Akbara z siedzibą w Fathipur Sikri koło Agry, opisał procedurę oziębiania płynów przy pomocy mieszaniny chłodzącej złożonej z saletry (KNO3) i wody, czasem z dodatkiem soli kuchennej (NaCl). Do dużego naczynia z mieszaniną chłodzącą wstawiano mniejsze, srebrne naczynie zawierające chłodzony napój. Najczęściej były to sorbety, z których Indie słynęły od wieków i słyną do dziś. Ten sposób był jednak kosztowny i zaspokajano nim raczej dworskie potrzeby. 
Dla zaspokojenia większych potrzeb znana też była inna metoda, znacznie bardziej wydajna, pod warunkiem dysponowania dostateczną siłą roboczą, co w Indiach nigdy nie było problemem. Sposób 'hodowli lodu' przedstawiony jest na poniższym rysunku z połowy XIX wieku. Całe pola zajęte pod 'hodowlę lodu' znane były w okolicach Kalkuty i Allahabadu. 

  

W płytkim rowie (ok. 60 cm głębokości), wysłanym grubą warstwą słomy lub suchymi łodygami trzciny cukrowej, układano tysiące małych, porowatych płytek glinianych z zagłębieniami. W zagłębienia te nalewano wieczorem wody (stosowano wodę najwyższej jakości, często przegotowaną) i pozostawiano na noc. W ten sposób cienka warstwa wody wystawiona było na bezchmurne niebo i omywana suchym wiatrem północno-wschodnim, a płytki odizolowane były od ziemi grubą warstwą słomy . W tej sytuacji woda intensywnie parowała, a pobierane ciepło parowania powodowało zamarzanie wody. Efekt znany i często wykorzystywany w praktyce i teraz - wystarczy wystawić pośliniony palec na wiatr, aby się przekonać, jak to działa. Przed świtem pole obchodziła służba, zbierała bryłki lodu do kosza i odnosiła do lodowni - specjalnego budynku, nieraz o olbrzymiej pojemności. W sezonie bezdeszczowym można było wyprodukować tyle lodu, że wystarczało na potrzeby dworu i wszystkich, których było na to stać. 
Z czasem jednak o metodzie tej zapomniano. Na potrzeby kolonialne sprowadzano lód z Nowej Anglii (uruchomiono specjalną linie żeglugową do tego celu!). Statki wiozły z Bostonu lód (rzekomo, dobrze izolowany, znosił nawet półroczną podróż), a zabierały z Indii bawełnę, muśliny i jedwabie, jutę, saletrę i nasiona lnu. Opłacało się to znakomicie, zanim technika nie umożliwiła produkcji tego 'smakołyku' w dowolnym miejscu i dowolnym czasie.

[QZC05::082];[QRE01::151]p246-;[QNK0::5063]ice.jpg

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
kwiecień 2003

v.19