Rousseau i jego kłopoty.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że w miejscach publicznych, urzędach, wreszcie domach prywatnych ubikacja jest wszędzie i korzystanie z niej nie nastręcza zbyt wielkich trudności. Nie zawsze jednak tak było i inne były w związku z tym obyczaje. 
O kłopotach z tym związanych pisze z niebywałą, wręcz ekshibicjonistyczną szczerością znany moralista i filozof francuski Jean-Jaques Rousseau: 
"Ciągle jeszcze dreszcz mnie przechodzi na myśl, kiedy to w damskim towarzystwie musiałem czekać na jakąś przerwę w rozmowie.. Kiedy wreszcie znalazłem jakieś oświetlone schody, były tam inne panie, które mnie zatrzymywały, potem podwórzec pełen pędzących pojazdów, gotowych mnie przejechać, wreszcie służące pań, które mnie obserwowały, lokaje podpierający ściany i podśmiewający się ze mnie. Nie mogłem znaleźć żadnej ściany czy jakiegoś zakątka odpowiedniego do mojej potrzeby. Kończyło się na tym, że musiałem oddawać mocz na oczach wszystkich i na dodatek obsikując nogi odziane w pończochy o niepokalanej bieli.." 
Znany to fakt, że miejsc 'pod serduszkiem' w zamkach nie było, mieszkańcy posługiwali się nocnikami pozostającymi pod opieką służby, przygodni przybysze musieli sami sobie szukać ustronnych miejsc. Cały Luwr trącił rzekomo za czasów kilku z rzędu Ludwików, moczem.  

[QZC05::017];VA-781p9;[QZA01::014]  

 


Rousseau (grawiura, Auguste Claude Le Grande, 1785)

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

luty  2003
v.18

Site Meter