Padlinożerstwo mężczyzn.

Wedle dotychczasowych poglądów prawdziwym motorem postępu ludzkości był mężczyzna. I teraz chętnie tak myślimy, podnosi to nasze poczucie ważności, tak istotne w różnych losu przeciwnościach. Mężczyzna 'pchnął' ludzkość na wyższy etap kultury i życia rodzinnego poprzez łowiectwo. Łowiąc przynosił do jaskini wysokowartościowy pokarm białkowy, stymulujący rozwój mózgu, podział łupu cementował życie rodzinne i tak rozpoczęła się ludzka sielanka. Ale obrazoburczy paleoantropolodzy zaczynają podważać ten pogląd. Co więcej, zdejmują mężczyznę z piedestału altruistycznego opiekuna rodziny i łowcy umieszczając go wśród padlinożerców. Podnoszą przy tym rolę kobiety jako czynnika kulturotwórczego i równocześnie wyjaśniają doniosłą rolę babki w społeczeństwie, dotąd ewolucyjnie niezbyt zrozumiałą. 
A rzecz opiera się na szczegółowych badaniach przeprowadzonych na resztkach uczt, jakie pozostawiły po sobie watahy Homo erectus sprzed dwóch milionów lat, akurat przed rozpoczęciem epok lodowych. 
Okazało się, że ówcześni łowcy pozostawili wiele objedzonych i oskrobanych kości, ale w miejscach, które na pewno nie były ich stałym schronieniem, mianowicie nad brzegami rzek wschodniej Afryki. Co więcej, szczegółowa analiza kości wykazuje, że są na nich zarówno ślady prymitywnych narzędzi, jak i zębów drapieżników. Wyjaśnić można to tylko zakładając, że mężczyzna nie polował, ale odpędzał drapieżników od upolowanej zwierzyny i sam kończył wyżerkę. Nie przynosił tak zdobytego pokarmu do jaskini czy legowiska, bo nie ma tam tego rodzaju śladów. Karmieniem rodziny zajmowała się kobieta - zbieraczka. I tu znajdujemy też wreszcie uzasadnienie roli babci. Ktoś musiał zajmować się maluchami, kiedy matka zajmowała się pracochłonnym zbieractwem. Nie jest łatwo wybierać korzonki z ziemi z maluchami na grzbiecie. To zajmowanie się wnukami, kiedy matka zajęta była zbieractwem a ojciec buszował po dżungli, wyjaśnia też dlaczego ewolucja doprowadziła do przedłużenia czasu życia człowieka daleko poza okres płodności. Dzieci nie tylko trzeba rodzić, ale też opiekować się nimi, no i karmić. Matka rodziła i dbała o pokarm, babka zapewniała właściwą opiekę. Ten tandem był bardzo pożyteczny. 
Tak więc podział funkcji w rodzinie był taki: ojciec był od płodzenia i hasania po lesie, matka od rodzenia i zbierania korzonków, owadów, owoców i innych płodów natury, babcia była od opiekowania się wnukami na czas nieobecności matki, i wszystko funkcjonowało sprawnie dla postępu ludzkości. 
No a jaka była rola zniedołężniałego dziadka w społeczeństwach, gdzie nie zabijano i nie zjadano? Chyba jedynym zadaniem ich towarzyszenie babci. Zawsze to lepsze niż iść do garnka...

[QZC04::000];[QNT74::025]

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

Site Meter
marzec
2003
v.18