Mój młynek modlitewny a emigracja do NZ.

Alan Rogers, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku opracował programy komputerowe do automatycznego odmawiania modlitwy, wcale nie był nowatorski w tej dziedzinie. Automatycznie modlili się od wieków buddyści tybetańscy, i do dziś funkcjonują tam młynki modlitewne uruchamiane albo przez wiernych na sposób podobny do grzechotek używanych w kościele katolickim, albo uruchamiane przez wiatr lub wodę (ciekawe, czy wykorzystano do uruchamiania młynków modlitewnych zwierzęta domowe, jak na przykład w Europie wykorzystywano psy do obracania rożna). 
Klasyczny tybetański młynek modlitewny to bęben obracający się na ośce umocowanej do rączki i obciążony z jednej strony wisiorkiem umożliwiającym wprowadzanie w ruch obrotowy tegoż bębna. Wiele młynków modlitewnych artystyczne cudeńka, ale warto się też przypatrzeć ich właściwościom technicznym. Mój młynek ma piękną mosiężną rączkę z kościaną wstawką z precyzyjnie cyzelowanymi  (wypalanymi) wizerunkami Buddy. Rączka przedłużona jest ciemnym, twardym drewnem nabijanym metalowymi ćwiekami. W tym tkwi metalowy szpikulec, na którym obraca się sam bęben młynka. Pomiędzy trzonkiem a bębnem wstawiona jest ruchoma podkładka, co znakomicie ułatwia obracanie się bębna. Sam bęben wykonany z kości oprawionej mosiężnymi kapslami i pięknym, ozdobionym turkusikami(?) i czerwonymi koralami pierścieniem. Na kości wycyzelowane są tybetańskim alfabetem dwa, takie same napisy. Jest to właśnie ta słynna mantra 'Om mani padme hum' - co można przetłumaczyć "O klejnocie w kwiecie lotosu! Hum!". Oś zakończona jest spiczastym pąkiem lotosu(?) wykonanym z bardzo twardego drzewa i wpasowanym w kołnierz ułatwiający płynne obracanie się bębna. Obciążnik na metalowym łańcuszku jest małą figurynką Buddy. A tu można posłuchać mantry w wykonaniu mnicha tybetanskiego. 
   


Sam bęben jest w środku pusty - wykonany z grubej kości długiej z jamą szpikową. Jak ostrożnie zdjąć kapsel bębna, wyjąć można z niego zwitek obustronnie zapisanego papieru. 
Każdy obrót młynka jest równoznaczne z odmówieniem mantry i modlitwy zapisanej na zwitku.  
Na załączonej fotografii lamy widać młynek modlitewny w akcji. 

W Tybecie nie byłem. W latach osiemdziesiątych, kiedy pognało mnie w tamte strony, dotarłem tylko do Nepalu. Tybet od lat był już pod chińską okupacją. Na placu głównym starego Kathmandu podszedł do mnie osobnik, bardzo podobny do tego na zdjęciu, i zaoferował obracany przez niego młynek za kilkanaście dolarów. 
Bardzo byłem z tego nabytku dumny i zadowolony. 
Po latach, już w Nowej Zelandii, kiedy zacząłem porównywać napis na bębnie z wzorcami z 'Tybetańskiej Księgi Zmarłych' stwierdziłem, że umieszczony jest on do góry nogami. I nagle stało się jasne, dlaczego karma rzuciła mnie do tego kąta świata, gdzie wszystko jest do góry nogami w porównaniu do Polski. Przyznaję, nieraz, w chwilach zadumy czy chandry obracałem młynkiem, ot, dla odprężenia. No a że mantra była do góry nogami, karma poprawiła pozycję i teraz wszystko jest jak trzeba..  

QZC05026];[QAB02::416]p78-9;[QRA00::007]\TYB;[QAB02::617]f12;[RIO44::104][RXX00::030]


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

marzec 2003
v.18

   Site Meter