|
Zegar słonecznikowy.
Pomiar czasu intrygował ludzi od co najmniej
kilkudziesięciu tysięcy lat, jak na to wskazują dokumenty
archeologiczne. Przez ten czas wypróbowano dziesiątki różnych sposobów
pozwalających mniej lub bardziej precyzyjnie określić porę dnia, miesiąca
i roku. Posługiwano się zjawiskami astronomicznymi (położenie słońca,
gwiazd, księżyca), fizycznymi (szybkość spalania łuczywek, spalania
świec, wycieku wody z naczyń, przesypywania się piasku, czy przelewania
rtęci). Wydaje się, że wygrał mechaniczny pomiar czasu ustępujący
powoli metodom opartym na elektronice i atomistyce. W przeciągu dziejów
wypróbowano też różne metody, które teraz wydają się dziwne lub
pozbawione racjonalnych podstaw.
Jedną z takich metod był zegar słonecznikowy. Zaprojektował go
niezwykle wszechstronny i płodny badacz żyjący w siedemnastym wieku,
jezuita Atanasius Kircher (1601 - 1668). Był autorem 44 ksiąg i tysięcy
naukowych listów. (p.
jego spekulacje o Arce Noego).
Kircher w książce wydanej w Rzymie w 1641 {Magnes sive de Arte Magnetica)
opisał swój wynalazek. Wedle jego pomysłu należy w poprzek tarczy słonecznika
umocować cienką listwę, której cień na otaczającym roślinę kręgu
wskazuje porę dnia.
Metodę tę uznano za nierealną i zastosowania nie znalazła. Co więcej,
znany badacz historii zegara i zegarmistrzostwa G. H. Baillie uznał ten
pomysł za jeden z najbardziej absurdalnych, wręcz malowniczo śmiesznych
wynalazków.
Patrząc jednak na to z dzisiejszego punktu widzenia trzeba oddać, że
pomysł Kirchera wcale nie był absurdalny, na pewno nie był śmieszny,
biorąc pod uwagę ówczesny stan rozumienia funkcjonowania rośliny.
Kircher był dobrym obserwatorem. Kwiaty słonecznika 'wędrują' za słońcem,
inaczej na półkuli północnej, inaczej na południowej. Kircher myślał
prawdopodobnie, że obracają one tarczami, jak sowa kręci głową. Teraz
wiemy na czym ten mechanizm polega. Po prostu po stronie naświetlonej
jest mniej auksyn, pęd kwiatostanu rośnie intensywniej po stronie
zacienionej, i tylko sama strefa wzrostowa przesuwa się w tempie wędrówki
słońca powodując, że tarcza słonecznika patrzy w słońce. Muszę
wyznać, że przeżyłem pewien szok, kiedy znalazłem się na
wielohektarowej plantacji słonecznika w Mołdawii i stanąłem plecami do
słońca. Miałem wrażenie, że jestem bacznie obserwowany przez miliony,
życzliwych wprawdzie twarzy, ale jednak jakby z innego świata.
Teoretycznie więc Kircher miał rację. Cień właściwie umocowanej
wskazówki na tarczy słonecznika wyznaczałby porę dnia dosyć
precyzyjnie. Gorzej z praktycznością wynalazku. Słoneczniki kwitną tylko przez krótki okres czasu i choć mają pamięć (przez jakiś czas
postępują za słońcem nawet w cieniu), ale uniwersalność takiego
czasomierza miałaby wiele do życzenia. [QZC05::022];[QRE01::144]p19;[QAB00::159]i237
|