|
Eksperyment Aleksandra Wielkiego.
Aleksander Wielki (356 - 323 p.n.Chr.), przemierzywszy wiele krajów, miał
okazję widzieć mnóstwo dziwnych i niewiarygodnych rzeczy. A trzeba
przyznać, że był to człowiek niezmiernie dociekliwy. W Babilonie zdumienie jego wzbudziła jasność panująca w tym mieście w nocy.
Wyjaśniono mu, że to dzięki spalaniu nafty wydobywanej z ziemi. Tak niewiarygodne wydawało mu się wyjaśnienie, że jakiś płyn wydobyty z ziemi może się palić,
iż postanowił sam rzecz sprawdzić. Zrobił to z prostotą godną wielkiego władcy. Zanurzył głowę jakiegoś chłopca w nafcie i podpalił. Wynik eksperymentu był pozytywny - chłopiec
spłonął, a Aleksander Wielki uwierzył w palność płynu ziemnego. Nie na darmo był wychowankiem największego przyrodnika owych czasów -
Arystotelesa.
Były to czasy, kiedy eksperymentatorzy mieli wiele swobody, szczególnie
jeśli byli władcami. Nie było żadnych Zielonych, żadnych Komisji
Etyki w Nauce, itp. Teraz o byle myszkę trzeba się wykłócać z władzami,
i jedyną szansą na przeprowadzenie grubszych eksperymentów daje jakaś wojna, i to też
tylko za zgodą ONZ.
Ale Aleksander Wielki nie tylko eksperymentował na innych. Sam też
poddawał się fascynującym eksperymentom, tak przynajmniej mówią
liczne legendy bliskowschodnie zanotowane w średniowiecznych
manuskryptach (p. wehikuł powietrzny o ptasim napędzie).
Na załączonym malunku z inkunabułu średniowiecznego widzimy
Aleksandra Wielkiego w batyskafie. Pod wodę wziął ze sobą
zwierzęta - kota, który śmiało patrzy rekinowi w zęby, i koguta. Władca
nie zapomniał też o złotej koronie i kagankach, które miały rozświetlać
głębiny. Powietrze pompowano mu z łodzi. Niestety, nawet
na dużym powiększeniu nie można zorientować się, jak zrobiony był wąż i na
czym polegał mechanizm pompujący. Żeby było ciekawiej, wredna królowa
zabiera się akurat za przecięcia życiodajnego węża, ale to już
inny,
kryminologiczny wątek tej wyprawy.
[TZE01::237];[RIO88::079];[QAB02::475]p146;RCP05033\KERV\040
|