Xiążę i ucho słonia.

Odnalazłem w swoich zbiorach piękną, starą, zniszczoną bardzo książkę. Oto jej opis bibliograficzny:   

 

Leon Xiążę Sapieha (1928) 
Lasy Itury; Wspomnienia z podróży.

Kraków, Skład Główny Gebethner i Wolff, 210str., 108 fot., 31x22 cm.

 

Pod koniec 1926 Xsiążę wraz z małżonką, w towarzystwie stuosobowej obsługi wybrał się w wielomiesięczną podróż do Afryki, a głównym celem było polowanie na słonie, których w Polsce ani rusz ustrzelić nie można. Trasa wiodła z Belgii do Leopoldsville (obecnie Kinshasa), i dalej wzdłuż rzeki Congo, Ituri, brzegami jeziora Alberta, jeziora Wiktorii, do Mombassa, na wschodnim wybrzeżu Afryki. 
Pełno w książce myśliwskich przygód, nie ma w niej jakichś szczególnych obserwacji przyrodniczych. Interesująco opisany jest sposób wędrowania po Afryce kilkadziesiąt lat temu i atmosfera panująca w ówczesnym Kongu Belgijskim. 


[autor pokonuje afrykańskie bezdroża]

A tu kontempluje marny los pierwszego upolowanego przez siebie słonia (razem upolował ich osiem). 
Autor zamieszcza wiele zdjęć Murzynów dźwigających 'kość słoniową', fotografował karawany swoich ludzi, różne obozowe sprawy, a na jednym zdjęciu tragarze demonstrują ... ucho upolowanego słonia.  

 


A oto owe słoniowe ucho. Pewnie potem zostało zjedzone.

Autor nie jest murzynofilem, ale nie jest też murzynożercą, natomiast w swoich wypowiedziach w bardzo ciekawy sposób, i chyba prawdziwy, wyraża poglądy ówczesnej arystokracji, pewnie nie tylko polskiej, na tak zwane rasy niższe. 
Warto zacytować kilka wypowiedzi. Opisując przygotowania do podróży mówi:
"Murzyn leśny, daleki od cywilizacji, cierpi na zupełny brak soli, a łakomy jest na nią. Skutek zwykle niezawodny: dobrze negra posolić." 
Mówiąc o postępach wyprawy powiada: "Pędzę dalej tę czarną tłuszczę, gdyż spieszno mi do terenów myśliwskich.." - co już ma cechy pewnego spoufalania się Xięcia z ludem.. Ale po chwili rozczula się na widok rogatywek (słomianych), jakie niektórzy z jego drużyny nosili, co pod równikiem przypomniało mu najwidoczniej ojczyznę. 
A tu życzliwa, sarmacka jakby uwaga o swoich kuchcikach pod ich zdjęciem:
"Dsamu niezmiernie jak na negra sprytny i Nagena nawet na negra niezwykle głupi."
W bardzo zajmujący sposób opisana jest rodzina murzyńska ( szkoda, że autor nie jest zbyt precyzyjny, jeśli chodzi o przynależności szczepowe czy plemienne): 
"Murzyni, których dotychczas spotykamy, są usposobienia raczej wesołego; przez dzień to leniwe, do słońca się grzeje, a wszelką robotą swą babę obarcza, która wśród licznej często dzieciarni, koło obejścia się krząta i w brudnych czerepach dla swego męża, nieroba, strawę pitrasi. Ze swej strony znów kobieta, co tylko może roboty, na swoje młode spycha. Dlatego też często widać małego murzynka, z wielkim kulistym brzuchem, zakończonym źle amputowanym pępkiem, na pałąkowatych nogach starego jockeya, który z wysiłku aż język czerwony wystawia i przygryza, dźwigając na głowie wiązkę bananów, większą od tego małego chłopca.
Dla negra żona to kapitał, im ich więcej tem lepiej, a dzieci, to jakby kupony obcinał, szczególnie jeżeli dziewczęta. Żonę dość drogo musi kupować, płacąc żelazem, kozami, a czasem pieniędzmi; ona za niego wykonywa wszystkie roboty, może też ją podnająć z zyskiem, a zawsze dzieci takiej współdzielni do właściciela żony należą. Gdyż dzieci to dochód; nietylko będąc pod dachem rodzica muszą mu znosić dzienną rację bananów i słodkich patatów na zapełnienie brzucha tej głowy rodziny, ale gdy czas na panienki, a amator pod ręką, dobrze spienięży swe żeńskie potomstwo."
W zasadzie, powyższe, powiedziane bardziej naukowym językiem zgadza się z raportami antropologów badających niektóre plemiona afrykańskie, indiańskie i australijskie nawet dziś. 

A tu mamy interesującą konfrontację kultur. 
"Znajomy lekarz opowiadał nam, że w rozmowie ze starym władcą murzyńskim wypytywał go o ludożerstwo. Stary, który z niedawnych tych dziejów musiał mieć niejedno jeszcze miłe wspomnienie, zamiast rozwodzić się na ten temat, kategorycznie oświadczył doktorowi, że wie napewno, iż biali ludzie w Europie także wzajemnie się pożerają. Gdy doktor stanowczo temu zaprzeczał, stary murzyn mimo to dalej logicznie wnioskował: 'Więc o cóż prowadziliście wojnę przez cztery lata?' - Lekarz polityce obcy, nie znał jej wysokich zagadnień i napróżno dzikusowi tłumaczył, że wojna europejska miała wznioślejsze cele na oku i że nie apetyt tylko skłonił białego człowieka, by mordować miljony swych najlepszych braci."*)
Trzeba przyznać, że Murzyn wygrał zapasy kulturowe z lekarzem.. 

Nasi podróżni, a jakże, Xsiążę spotykał Polaków, dzielnych misjonarzy, fotografa, myśliwych, a także prosperującego plantatora kawy. Ale to już zupełnie inna historia.
*) zachowana pisownia oryginalna)

[QZC04::088];[QAB03::630]QCP05094\06..

 


witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

luty  2003
v.18

Site Meter