|
Aplauzy.
Przemówienia Stalina nagrywano zwykle na płyty
gramofonowe, żeby dotarły do każdego i mogły być odtwarzane na
zebraniach. Jedno takie przemówienie wygłoszone w 1937 roku zajęło
calutkie cztery płyty, z tym że ostatnia strona czwartej płyty zawierała same aplauzy.
Nie było rzeczą łatwą ani ostrożną przerwać wyrazy umiłowania
narodu wyrażane długą, niemilknącą owacją, na stojąco oczywiście. Pół
biedy jeszcze kiedy Stalin sam był na trybunie. Wtedy ojcowskim gestem
dawał znak, że wyrazy miłości są przekonujące.
Gorzej bywało, kiedy naród wybuchał entuzjazmem pod nieobecność wodza.
W czasie szalejącego terroru w 1937 na zebraniu w pewnym podmoskiewskim
mieście, na którym nowy sekretarz obejmował władzę (poprzedniego
aresztowano), najpierw odczytano adres wiernopoddańczy do Stalina.
Zebrani oczywiście zerwali się z miejsc i klaskali, klaskali, klaskali,
... nikt nie śmiał przerwać aplauzu jako pierwszy. Prezydium zebrania gotowe było
klaskać do upadłego. Zebrani po kilkunastu minutach zaczęli się oglądać
jeden na drugiego wyrażając niezłomny entuzjazm i uwielbienie dla Wodza,
i dalej klaskali.
I tak by rzecz pewnie trwała aż do 'perestrojki', gdyby nie jeden brzydki
dyrektor fabryki nie przestał klaskać. Może musiał wytrzeć pot z czoła,
a niepodobna klaskać i wycierać pot, a może rozbolały go zreumatyzowane ręce.
W każdym razie nie był to brak entuzjazmu. Nikt nie dojdzie istoty rzeczy. Sala powoli poszła jego śladem
i zebranie toczyło się dalej.
Następnego dnia ów dyrektor fabryki, został zaaresztowany.
Dostał dziesięć (lat) zsyłki za inne, oczywiście, przewinienia. A mógł
dostać dziewięć (gram), więc sprawiedliwość obeszła się z nim łaskawie.
Aha, gulagowcy tak właśnie się pocieszali - woleli dziesięć lat, niż
dziewięć gram, bo tyle akurat ważyła kulka, która kończyła żywot
niepokornego poddanego.
Stalin uznawał zasadę - jest człowiek, jest kłopot, nie ma człowieka,
nie ma kłopotu. Pozostawało ciało, ale tym to już fachowo zajmowały
się dziesiątki tysięcy specjalistów. [QZC04::035];VA-777p151
|