Pługoarmata.

Kiedy znów stajemy sie przedmurzem chrześcijaństwa, warto pomyśleć o stosownych środkach umożliwiających spełnianie tego obowiązku. 
W osiemnastowiecznej Ameryce, kiedy koloniści parli na zachód i musieli być przygotowani na wszelkie niespodzianki, a równocześnie uprawiać ziemie dla chleba, wynaleziono bardzo sprytne urządzenie, które można nazwać pługoarmatą. Rzecz przedsawiona jest na rysnku. Widać dyszel będącą równosześnie lufą armaty. Kiedy osadnik widział zbliżających się Indian, wyprzęgał konie, żeby się nie przelękły, nacelowywał armatke na potencjalnego wroga i .. nie zapalał lontu. Lont zapalać się miał sam od strzał ognistych, którymi Indianie mieli zwyczaj obrzucać kolonistów. 
W ten sposób najpobożniejszy purytanin miał czyste sumienie, a wynik był ten sam. 
W naszej sytuacji rzecz nie byłaby tak prosto. Mongolska nawała ze wschodu nie obrzuca plomiennymi strzałami naszych dzielnych obrońców pogranicza. Obrońcy będą musieli strzelać sami, ale żeby to robić prawomocnie, muszą to robić w mundurach, albo przynajmnie założyc czapkę wojskową. Inaczej, w przypadku wpdanięcia do niewoli wroga, nie byliby objęci przepisami dotyczacymi jeńców wojennych. A to paskudna sytuacja..

 [QZC04::010];BAB1009p195 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

styczeń 2003
v.16

Site Meter