Twórcza farmacja.

Jak się babce nie chce, to się nie mówi, że jej się nie chce, ale że cierpi na 'Female Sexual Disfunction', że musi sie leczyć, że musi kupić odpowiednie leki. 
Jak te leki kupi i zacznie sie jej chcieć, to może sie okazać, że sie jej chce za bardzo, i wtedy musi się leczyć i kupić odpowiednie leki. 
Do tego sprowadza się trend w farmacji, w farmacji twórczej, pod egidą której stworzono nową jednostkę chorobową - 'Female Sexual Disfunction', na którą są odpowiednie, gotowe już, drogie leki. Jak się chce za bardzo, też są gotowe, odpowiednio drogie leki. 
I tak wszyscy są zadowoleni - można mieć poczucie, że się jest nowocześnie leczonym (co hipochondrykom/czkom jest absolutnie potrzebne do szczęścia), wydaje się pieniądze zasadnie - można odliczyć z podatku w niektórych krajach dbających o człowieka, firmy farmaceutyczne dostają swoje zasłużone pieniądze, zatrudniają nowych farmaceutów, maleje bezrobocie wysoko kwalifikowanej kadry medycznej, ta produkuje nowe choroby, na które produkuje się nowe leki, i wszyscy są szczęśliwi, da capo al fine
Byle tak dalej, byle blizej do Nowego Wspaniałego Świata.. 

Mieliśmy socjologię twórczą w marksistowsko-stalinowskim wydaniu, antropologię twórczą w hitlerowskim wydaniu, biologię twórczą w łysenkowskim wydaniu, mamy księgowośc twórczą, dojrzewamy do twórczej medycyny i farmacji. Co dalej? 

 

(na podstawie doniesień BBC, 4.1.2003)

   [QZC04::003]


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

styczeń 2003
v.16

Site Meter