Jedno zdziwienie dziennie - ...


Co robimy z noworodkami.

Goryle, natychmiast po porodzie, układają dzieciątko na ziemi i matka spokojnie chwyta łożysko w obie ręce i zjada jak pizzę. Dopiero potem zabiera się za opiekowanie dzieckiem. Psie matki i wilczyce czyszczą maleństwa zjadając ich odchodzy. W zasadzie wszystkie ssaki, z naczelnymi włącznie mają pewien stereotyp postępowania z noworodkami, tylko ludzie go nie mają. Dziwne to, że tak zasadnicza funkcja nie została u Homo sapiens ewolucyjnie 'skanalizowana'. 
Noworodki ludzkie traktowane są na najprzeróżniejsze sposoby, które nic nie mają wspólnego z instynktownie utrwalonymi zachowaniami.  
Samo łożysko traktowane jest tez różnie, albo się je wyrzuca, jak robią tzw. społeczeństwa rozwinięte, albo grzebie się je prywatnie lub obrzędowo, jak to się dzieje wśród plemion indiańskich. Zjadanie jest rzadkoscią i wynalazkiem raczej sfrustrowanych kalifornijskich nowobogackich, czy szukających 'powrotu do natury' brytyjskich sekciarzy. 
Lizanie noworodków jest obserwowane rzadko - czasem robią to Tybetanki. Matki Bisaya czyszczą maleństwa olejem kokosowym, starożytni Grecy robili to olejem z oliwek. W plemieniu Tewa dzieci się kąpie i naciera mąką kukurydzianą. Matki plemienia Caraja smarują dzieci czerwonym barwnikiem. Tiwi z Północnej Australii pokrywają noworodka węglem drzewnym. W bardzo wymyślny sposób postępują Hotentotki - nacierają malucha mokrym kałem krowim, nastpępnie sokiem z drzewa figowego, potem smarują go tłuszczem baranim i pudrują deliktnym pudrem. 
Homo sapiens nie ma też dziedzicznie utrwalonego sposobu postępowania z dziećmi niechcianymi. Wymyślono mnóstwo najróżniejszych sposobów pozbywania się niechcianych maluchów, ale to osobne zagadnienie. Tu wspomne tylko o 'kole Napoleona' i budapeszteńskich inkubatorach. 
Otóż Napoleon, doceniający konieczność dysponowania mięsem armatnim, rozpowszechnił w całej Francji od średniowiecza znany sposób oddawania  dzieci niechcianych pod życzliwą opiekę. Było to coś w rodzaju drzwi obrotowych, w najprostszym przypadku zrobionych z beczki z dwoma otworami. Beczka  wmontowana była w ścianę szpitala czy domu opieki. Dziecko wkładało się, zwykle w mrokach nocy, do części zwróconej do ulicy, pociągało za sznurek, rozlegał się dzwon, i matka spokojnie znikała w ciemnosci. Opiekunki na dźwięk dzwonu obracały beczką, wyjmowały malucha i zaczynało się dla niego nowe życie. Załaczona ilustracja idealizuje nieco sytuację. Ojca w takich operacjach najczęściej nie było. Inicjatywa 'kół Napoleona' upadła jednak po kilkunastu latach. 
Niedawno, po ograniczeniach dostępności środków antykoncepcyjnych (1997) Węgrzy odnowili i unowocześnili odwieczny sposób. Pod niektórymi szptalami wystawiano na ulicę eleganckie inkubatory. 

[QZC03::035];[QZA01::007];QCP05050-23-305,6,7;[QVA00::563]p167

 


'Beczka Napoleona'

 
ilustracja zachęcająca do korzystania z usług instytucji opiekuńczych (XIX w)

Inkubator pod szpitalem Schopf-Merei, Budapeszt 1997


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz
(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

listopad  2002
v.10

Site Meter