|
Koło a my.
Do niedawna sądzono, że co jak co, ale koło to
wynalazek wyłącznie ludzki. Znane jest wszystkim kulturom, choc nie wszędzie
wykorzystywane efektywnie w lokalnej technologii. Na przykład Inkowie,
Papuasi, a także Aztekowie nie posługiwali się powozami czy taczkami,
ale dla dzieci robili zabawki na kółkach. Po prostu transport kołowy im
się nie opłacał, a dzieci bawić i tak było trzeba.
Wprawdzie filozofowie coś tam przebąkiwali o kolistych zwierzakach, ale kto by filozofów, tak na
codzień, poważnie traktowal. W dziełach filozoficznych i alchemicznych
znajdujemy amfisbenę, przedziwnego stwora dwugłowego, co to poruszać
się mógl ruchem kołowym do przodu i do tyłu. Pisano o uroborosie,
gadzie kolistym, jednogłowym, z ogonem w pysku, symbolu czasu i ciągłości
życia. Ale tak na prawdę to nikt tych stworów nie widział.
Aż tu kilka latem biolodzy molekularni wykryli, że bakterie obracają
wiciami dokłanie tak, jakby stanowiły one część silnika indukcyjnego
w pełni wykorzystując zalety ruchu obrotowego.
A teraz okazuje się, że jak sie dobrze rozejrzeć dookoła, to i
uosobienie wizji filozofów też nie jest obce przyrodzie. W górach
Newady żyje salamndra która, jesli zachodzi taka potrzeba, zwija się w kółeczko
i toczy z górki uciekając przed zagrożeniem. To samo potrafi robić
nawet bardzo prosty organizm - pewna gąsienica egzotyczna.
Jak tak dobrze popatrzec, to właściwie w przyrodzie nic nie jest
specyficznie ludzkiego. Nawet ogień potrafią wykorzystywać pewne zwierzęta
na swoją korzyść.
A może dawneij te zjawiska nie istniały - nasuwa się przewrotna myśl. Może
Naczelny Konstruktor podgląda uczonych ludzkiej rasy i dla uciechy i
ich konsternacji od czasu do czasu realizuje ich pomysły?
QZC02-066;BAB3369p434;QCP36-29-88;QCP90-01-23
|