Jedno zdziwienie dziennie - ...


Złośliwe białe duchy.

Mieszkańcy wysp w Cieśninie Torresa oddzielającej Australię od Papui Nowej Gwinei i północnych części obecnego stanu Queensland wyławiali z morza lub znajdowali wyrzucone na brzeg zwłoki zdecydowanie różniące się od nich tym, że miały białą skórę. Potem zresztą coraz częściej widywali żywych białoskórych, czasem w mizernym stanie, czasem złośliwych i groźnych, wyposażonych w okropną broń (piorunowe dzidy) świadczącą o ich powiązaniach z siłami duchów. Gości tych nazywano Lamarami i uważano, że są to zmarli którzy zamiast zamieszkiwać przeznaczoną im wyspę szczęśliwości zwaną Boigu, powracali do Krainy Cieni. Najlepszym dowodem, że byli to zmarli, była ich biała skóra. Tylko zmarli mogli być tak biali, wedle ich wierzeń. Lamarowie często byli złośliwi, co też świadczyło o tym, że byli to niezadowoleni ze swego losu ich pobratymcy przychodzący z zaświatów, bo tylko duchy niezadowolone ze swojego losu mogły wyżywać się tak niegodziwie na swoich byłych pobratymcach, porywać ich i wywozić w nieznane, zabijać używając piorunowych dzid, itp. Ale przywozili także z zaświatów cenne obiekty, jak metalowe narzędzia, gwoździe, haczyki.

Aborygeni uważali, że Lamarów należy zabijać, a więc przywracać ich do miejsc, do których należą z natury rzeczy. A na dodatek odpowiednio spraparowane głowy Lamarów miały wysoką wartość handlową w kontaktach z plemionami zamieszkującymi pobliską Papuę Nową Gwineę, dla których stanowiły one wysoko cenione przedmioty o magicznej mocy. 
Bywało jednak, że przyjmowano Lamarów z otwartymi rękoma, szczególnie jeśli jakimiś cechami przypominali niedawno zmarłych członków plemion miejscowych. Uważano wtedy, że powrócili członkowie ich rodzin i trzeba było sie nimi zaopiekować. Cechą szczególną takich gości było to, że nie pamiętali oni niczego ze swojego poprzedniego życia. Trzeba było ich uczyć wszystkiego od początku - języka, obyczajów, a nawet takich prostych spraw jak sposobu jedzenia, nie mówiąc już o sztuce zdobywania pokarmu. 
Znane są przypadki uratowania życia białych rozbitków, szczególnie dzieci i dziewcząt, które zostały przyjęte jak swoi, nauczeni wszystkiego od nowa i włączeni do życia plemiennego. Czasem, jeśli były to dzieci, inkorporacja była kompletna. W innych przypadkach taki przyswojony współbratymiec, jak tylko pojawił się statek na horyzoncie, brał nogi za pas i uciekał do swojej krainy szczęśliwości..  

QZC02-032;QNK11-015;QCP05025\SIN\164
 

Malowidło naskalne - wyobrażenie duszy zmarłych 
(Australia, Terytorium Północne)


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz
(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

wrzesień 2002
v.9

Site Meter