flaga 
Chatham Islands

Jedno zdziwienie dziennie - ...


Zgodnie z obyczajami.

Pod koniec 1835 na Wyspach Chatham leżących około 800 km na wschód of Nowej Zelandii, więc wtedy i teraz na zupełnym końcu świata, zdarzył się następujący wypadek. 
U brzegu głównej wyspy zakotwiczył statek z pięciuset Maorysami uzbrojonymi w strzelby, maczugi i siekery. W kilka dni później dołączyła następna grupa w liczbie 400 wojowników. Wyspy Chatham zaludnione były wtedy przez Moriorów, lud Polinezyjski, który mieszkał tu już kilkaset lat, a przywędrował z Nowej Zelandii straciwszy zupełnie kontakt z plemionami swojego pochodzenia. 
Maoryscy przybysze ruszyli w teren. W napotkanych osadach oświadczali, że Moriori od tej chwili są ich niewolnikami i natychmiast zabijali tych, którzy się temu sprzeciwiali w jakikolwiek sposób. Moriori mieli szanse pokonać najeźdźców, wyspa zamieszkane były przez kilka tysięcy współplemieńców, ale nie mieli wojowniczych tradycji ani należytej organizacji. Podjęli zbiorową decyzję na naradzie tak samo jak robili to dotąd we wszystkich ważnycvh sprawach, że zaoferują przybyszom pokój, przyjaźń i podzial zasobami. Zanim nawet taka propozycja mogła byc doręczona, Maorysi zaatakowali wszystkimi siłami, zabili setki Moriori, wielu z nich zjedli, a resztę zamienili w niewolników. Niewolnicy, oprócz siły roboczej, stanowili też żywy zapas pożywienia jak stado bydła. Zresztą w przeciągu następnych kilku lat zabili i tak  większość z nich. 
Jeden z ocalałych niewolników tak oto opisał sytuację:
"Maorysi zaczęli wyrzynać nas jak owce. .. Byliśmy przeażeni, uciekliśmy do buszu, poukrywaliśmy się w dziurach podziemnych, gdzie tylko się dało, by uciec przed prześladowcami. Było to na nic; tropiono nas i zabijano bez wyjątku wszystkich, mężczyzn, kobiety i dzieci." Zapamiętano też przypadek, kiedy jeden z maoryskich przywódców plemiennych kazał urządzić ucztę dla przyjaciól z udziałem sześciorga dzieci Moriori w charakterze pożywienia.  

Znamienne, że Maorys, uczestnik tej wyprawy, rzecz opisywał następująco: 
"Opanowaliśmy wyspę i zgodnie z naszymi obyczajami wyłapaliśmy wszystkich mieszkańców. Ani jeden się nie uratował. Niektórzy uciekali przed nami, tych zabijaliśmy, innych też pozabijaliśmy - ale co z tego?  Było to z zgodzie z naszymi obyczajami." 

Po Moriori pozoztało niewiele. Ostatni 'czysty' przedstawiciel plemienia zmarł w latach tzrydziestych. Postawiono mu pomnik. Pozostało kilka dokumentów fotograficznych zrobionych przez białych i kilka dendroglifów, rysunków w polinezyjskim stylu wykonanych na korze drzew. 
A morał? No cóż, 'szlachetnych dzikusów' chyba nigdy nie było, ..

QZC01-097

 




dendroglif

Moriori, XIX w.

ostatni Moriori, XX w.

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz
(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

sierpień 2002
v.8

Site Meter