.

 Jedno zdziwienie dziennie - ... 


   


Przemysł po nigeryjsku.

Wszyscy wiemy, Nigeria to przebogaty kraj pełen głodujących i wybijających się wzajemnie ludzi z sferami rządzącymi skorumpowanymi niesamowicie w skali światowej.
Ale i to można wykorzystać, jeśli się wie jak. 
Otóż w związku z tą korupcją rozwinął się specyficzny sposób wyciągania pieniędzy od naiwniaków, a szczególnie przydatny do tego celu okazał się internet. 
A robi się to tak - siada się nad klawiaturą i wystukuje list powiadamiający o tym, że jest się w posiadaniu kilkudziesięciu (czasem kilkuset) milionów dolarów ulokowanych na tajnym koncie (lub w skrzyniach w sejfie), ale nie ma się możliwości zrobić z tego użytku, bo brzydkie władze w zmowie z bankami nie pozwlają ich pobrać, lub coś podobnego. Adresat listu proszony jest a zachowanie absolutnej tajemnicy, należy tylko się z nim skontaktować (koniecznie podać numer telefonu, faksu, czasem konta bankoweg), zgodzić się pobranie pieniędzy, za co dosstanie 15%, 20% a czasem nawet 25% od całej sumy. List wysyła się z adresu typu hotmail do setek lub tysięcy adresatów i się czeka. 
I co się okazuje? Wydawało by się, że tak prymitywny chwyt nikogo nie zmami. A jednak jest to trzeci co do wagi przemysł nigeryjski! Tysiące osób na całym swiecie dało się na to złapać, niektórzy potracili całe fortuny. W jaki sposób? A no, bardzo prosto. Po zgodzie na współpracę w tak intratnym interesie nadchodzą zapewnienia o postępie sprawy, o drobnych kosztach związanych z tym czy z owym (koszta bankowe, transportu, łapówek, adwokatów). Zwykle chodzi na początek o kilka tysiecy dolarów, ale co to jest wobec oczekiwanych milionów. Potem przychodzą dalsze ponaglenia, czasem spotkania w Afryce lub w Europie. Kiedy wreszcie ofiara się skapuje, kontrahent znika wraz z zainkasowanymi pieniędzmi i obecankami. 
Dwie sprawy zdumiewają w tym procederze. Pierwsz to że aż 15 procent oszustw internetowych zgłaszanych w USA to właśnie oszustwa typu 'nigeryjskiego'. Druga to zdumiewająca szczerość nadawców - w liście znajduje się zawsze zapewnienie, że pieniądze pochodzą z absolutnie legalnego źródła, bo nadawca jest wysokim urzędnikiem np. banku centralnego lub monopolu naftowego gdzie celowo zawyżono wycenę jakiejś inwestycji, wykonawca dostał swoje, a pozostałe miliony idą do podziału. Widać że dla nadawcy to przekonywująca argumentacja. Dziwniejsze, że tak samo widzi to odbiorca dający sie złapać na sztuczkę, choć w sieci są dziesiątki stron informujących i ostrzegających o tej aferze.  
Otrzymuję wiele takich listów i czasem nawet odpowiadam w niezawodnie skuteczny sposób. Podejmuję ofertę i proszę o przesłanie w dowód zaufania skromnych np. dziesięciu tysięcy twardych, które zwrócę natychmiast po dokonaniu tranzakcji. 
Jak dotąd nie udało mi się tą drogą niczego zarobić.. 

QZC01-091

 


 

witrynę prowadzi
(C) R. Antoszewski

Titirangi, Auckland, Nowa Zelandia

antora@ihug.co.nz
(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

sierpień 2002
v.8

Site Meter