Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XVI; No 3540

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

notka poprzednia                                     zestawienie miesięczne                          notka następna

 

Jedno podumanie dziennie...

 
.

Do Rodaków pytania i pretensje (14). 
[Lasek i inn.]

(poprzednia seria pytań znajduje się tu)

Rządy czasów PO przypominają teatr kukiełkowy. Poszczególni aktorzy pojawiali się na scenie, odgrywali swoją rolę, po czym czasem znikali na zawsze, albo odczekiwali do następnej roli. Często też znikali, mimo zapowiedzi o swojej trwałości (Tusk), albo znikali bez słowa, po prostu przepadali nie wiadomo dokąd (Lasek, Koziej). Stopniowo znika Kmorowski, Wałęsa (jak się odzywa, to raczej farsowo), znikł Sikorski. Odnosiło się wrażenie, .ze ten teatr kukiełkowy sterowany jest zza sceny przez anonimowych macherów, co do których można się tylko domyślać.

Warto przyjrzeć się dokładniej jednej z tych kukiełek. Przykładem takich pojawień i zniknięć jest Maciej Lasek. Został on powołany przez Tuska 9 kwietnia 2013 na przewodniczącego „Zespołu do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem”. Adresatem wyjaśnień był ciemny naród nierozumiejący głębi i prawdziwości raportu Anodiny i Millera. Na podstawie wypowiedzi Zespołu (bo badań żadnych nie było), Tusk w tej sprawie jasno się wypowiedział:
"Ja pozwolę sobie prawdopodobnie przekazać polskiej opinii publicznej taki uargumentowany i dłuższy wywód na temat historii śledztwa smoleńskiego i tego, co z tą sprawą robi zespól Macierewicza i prezes Kaczyński ... - Uważam, że najwyższy czas, aby powiedzieć, nie pól żartem, nie pól serio, nie w tonie kabaretowym, tylko naprawdę serio powiedzieć, co ci politycy zrobili ze sprawy smoleńskiej i zrobili z Polakami. A zrobili rzecz straszną i powinni wziąć za to odpowiedzialność" (cytat z prasy 26.10.2013, patrz też tu). Trzeba się zgodzić z Donaldem Tuskiem. Ktoś za to powinien stanąć przed uczciwym sądem, trzeba tylko zmienić nazwiska oskarżonych. Członkowie skompromitowanego Zespołu Laska, jak i osławionej Komisji Millera, powinni już dawno znaleźć się na ławie oskarżonych. Miejmy nadzieję, że to nastąpi.
Tusk znikł z polskiej sceny politycznej, pewnie na zawsze.

A Lasek? Ano, rzecz symptomatyczna. Po ponad dwuletniej działalności, kiedy to prawie codziennie pojawiał się na jakiejś stronie internetowej (pewnie też w kraju w prasie i TV), po wydaniu koło półtora  miliona zł, zespół został rozwiązany przez premier Kopacz 3.10.2015 r. (choć jeszcze w sierpniu 2015 Kopacz zapewniała, że likwidacja Zespołu Laska nie wchodzi w rachubę). Właściwie bez słowa. Zamknięto stronę internetową i cześć. Znikli gdzieś różni specjaliści, zawodowi lotnicy od wyjaśniania wielokrotnego podejścia do lądowania, którego nikt nie widział, tajemniczej brzozy, złamanej przed katastrofą wraz z przełomem naszpikowanym żelastwem, którego nikt nie widział zaraz po katastrofie. W okresie ponad dwuletniej działalności nie powiedzieli niczego rzeczowego, nie stanęli do dyskusji z fachowcami Komisji Macierewicza, dzięki Kleiberowi wymigali się od rzeczowych wypowiedzi, wreszcie zbłaźnili się kompletnie z okazji konferencji w Augsburgu w listopadzie 2015, kiedy to w odpowiedzi na pytania Dr Joergensena po prostu bzdurzyli (patrz tu). Odczuwam pewną osobistą satysfakcję z faktu, że wreszcie wypłynęła sprawa owego 100 G. Pisałem o tym na swojej stronie już w listopadzie 2010 r. (patrz tu). Przez parę lat sprawę, moim zdaniem kluczową, nie wiem czemu przemilczano.
Aż wstyd cytować jak to było z tą kompromitacją Laska w Augsburgu, ale poczytajmy, cytuję:

"Glen
Jørgensen:
Panowie słyszeliście o prawie Newtona, to podstawa fizyki. Akcja jest równa reakcji. Proszę mi wytłumaczyć, jak to możliwe, żeby osoby na pokładzie samolotu były poddane tak ogromnej sile oddziaływania: ponad 100 G? Samolot z siłą 100 G uderza w błotniste podłoże i nie tworzy krateru. Jak to możliwe?
Jedynak:
Nie, nie, nie. To nie jest proste pytanie. Ale jeśli pan ma tego typu pytania, jeśli ma pan jakieś wątpliwości. Jeśli ma pan jakieś analizy, proszę przesłać do odpowiednich czynników.
Jørgensen:
Pan pracuje nad tym tak długo, że musi pan być w stanie odpowiedzieć na tak proste pytanie.
Jedynak:
Ja jestem były (?) członkiem tego zespołu. Jestem pilotem. (...) Nie jestem lekarzem, nie jestem fizykiem...
Jørgensen do Laska:
Mamy fizyka tutaj...
Maciej Lasek:
- Ja też nie jestem fizykiem. yyy.. Jestem doktorem lotnictwa, yyy..... Może pan zapytać... yyy albo może pan wysłać... nam pytania i przygotujemy odpowiedzi dla pana. A teraz jesteśmy spóźnieni  30 minut i musimy iść. (...)
" (koniec cytatu)

Przy okazji wyłania się ponure oblicze niektórych polskich naukowców. Ówczesna minister nauki prof. Barbara Kudrycka nie zawahała się określić uczonych badających niezależnie sprawę tragedii smoleńskiej 'szamańskimi profesorami'. Podobnie wyrażał się prof. Andrzej Zoll , przewodniczący komisji ds etyki w nauce PAN. Widocznie komisję etyki i minister nie obwiązuje etyka. Nawet prof. Wolniewicz wyrażał się obraźliwie o 'podejrzanych amerykańskich profesorkach'.
Przedstawicieli rządowej sekcji smoleńskiej szczególnie bolały kolejne sesje "Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku" zwanego zespołem Macierewicza. Nie trzeba dodawać, że Zespół Laska był zapraszany na wszystkie sesje Zespołu Macierewicza, ale nigdy się nie pojawił. Profesor Kleiber, ówczesny prezes PAN, podsunął interesującą myśl powołania obu zespołów dla przedstawienia jasnych argumentów, ale z pomysłu szybko się wycofał. Pod czyim naciskiem? I tu wracamy do pierwszych zdań niniejszej wypowiedzi.

Zespół Laska nie istnieje, Zespół Macierewicza nabiera wyższej rangi, i miejmy nadzieję, że wyjaśnią się jednak okoliczności tragicznej śmierci polskiej elity (którejś z rzędu w historii Polski...).
Są jednak sprawy, które można sobie z góry odpuścić. Jak choćby ową brzozę z odłamkami metalowymi w przełomie. Brzoza przecięta była przed rozpadem samolotu, a metalowy złom powtykano parę dni po tragedii. Musieli dobrze wiedzieć o tym członkowie Komisji Millera i Laska, a jednak brnęli w kłamstwie. Kto kazał im to robić? I znów trzeba wrócić do pierwszych zdań tej wypowiedzi.

Są jednak sprawy, które koniecznie muszą być wyjaśnione.
Jaka była rola Tuska, Sikorskiego, Arabskiego i Turowskiego w tej sprawie? Sądzę, że Arabski pełnił tu rolę popychla sitwy, niemniej wina jego jest oczywista.
Po stronie rosyjskiej, obok różnej 'miełoczy' wykonawców, trzeba wyraźnie powiedzieć o roli sprawczej Putina, i czynnego ramienia w tej sprawie - gen. Benediktowa. Oczywiście strona rosyjska jest poza zasięgiem polskiej jurysdykcji. Być może seryjny samobójca rozwiąże sprawę, jako że uaktywnił się samobójczy wśróg generalów w Rosji.
Po stronie rosyjskiej wyjaśnienie wymaga, w jaki sposób samolot sprowadzony został na "kurs i ścieżkę". Sprawa ta jest omijana. Początkowo podnoszono możliwość użycia techniki naprowadzania zwanej 'meaconing', potem sprawa przycichła, ale dlaczego samolot znalazł się w takiej pozycji nie wyjaśniono. A warto pamiętać, że lotnisko wyposażone było na przylot Putina olbrzymią maszynerią, która nie znikła w momencie lotu TU-154M, a na terenie Smoleńska działa od dawna grupa specjalistów perfekcjonujących te metody.

Podsumowując, nie ulega wątpliwości, że przebieg tragedii nie był taki, jak to podają oficjalnie lansowane raporty. Jedno jest oczywiste, że sprawców ukrywa się na wszelkie sposoby, czasem bardzo głupio, że szum dezinformacyjny ma na celu zmęczenie i skłócenie społeczeństwa. Jest jedna absolutnie pewna rzecz w tej sprawie, sprawcami była zarówno strona rosyjska jak i polska. Miejmy nadzieję, że wzmocniona Komisji Macierewicza wyjaśni te sprawę. I teraz znów trzeba wrócić do pierwszych zdań tej notki.

 

Zupełnie jako ciekawostkę warto by by sprawdzić, kto z imienia i nazwiska podrzucił świnię o helu i magnesach ściągających samolot. Bzdury oczywiste, o które jednak potknęli się poniektórzy komentatorzy sprawy smoleńskiej.

[QPL14,105,280,340,341,345,392][QEQ33299-301]
w sieci
19.2.2016; nr 3540

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter