Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XV; No 3500

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

notka poprzednia                                     zestawienie miesięczne                                           notka następna

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Kopalnictwo kości moa.  ( 5)
(notka poprzednia 4 jest tu)

Wszystko wskazuje na to, że 200-300 lat po zasiedleniu się polinezyjskich przybyszów na Aotearora moa zostały zjedzone. Może jeszcze gdzieś w niedostępnych chaszczach małe populacje przeżyły, ale następna fala imigrantów, tym razem białych Europejczyków, spotkała się tylko z mglistymi legendami, próba złowienia choćby jednego okazu spełzła na niczym. Wiele natomiast kości, starszych i młodszych odnajdowano w różnych stronach wysp. 
W drugiej połowie XIX wieku Nowa Zelandia przeżywała rozwój rolnictwa. Transport morski ułatwiał handel, zachęcani do przesiedlenia się do Nowej Zelandii emigranci ze wszystkich krajów europejskich szukali tu szczęścia, także Polacy ze wszystkich trzech zaborów. Władze lokalne przyznawały działki na dobrych warunkach z obowiązkiem karczowania i przekształcania terenów pod rolnictwo. I tak nastąpiło drugie spotkanie człowieka z moa, tym razem moa kopalnym. Rolnicy ze zdumieniem napotykali przeszkodę w pracach rolnych w postaci niesamowitej liczby olbrzymich kości. Nie łatwo jest orać czy sadzić napotykając ciągle, nie kamienie, ale olbrzymie kości. Na wielu działkach trzeba było pozbyć się kości, jak w Europie oczyszczano pola z kamieni. Po prostu kości trzeba było wykopywać. Powstały nawet przedsiębiorstwa zajmujące się kopalnictwem kościanym. Kości wybierano z ziemi, zbierano na stosach i .. przekazywano do zaadaptowanych młynów mielących kości na proch. Tak przygotowany nawóz wysyłano nawet do Anglii. Tu był tańszy od importowanych nawozów sztucznych, a eksploatacja korzystna dla rolników. Oto jedno z takich przedsiębiorstw w South Canterbury.


(zdjęcie z 1893 r.)

Na masowość występowania 'pokładów kości moa' wskazują te stosy masywnych kości ułożone do jak drwa po wycince lasu przeznaczone na przemiał.

Druga połowa XIX w. odznaczała się wzrostem zainteresowań przyrodniczych na całym świecie. Idee ewolucjonizmu powoli przenikały do społeczeństwa. W Europie popularne było botanizowanie, w sztambuchach panienek owych czasów pełno jest kwiatuszków z romantycznym wpisami. W Nowej Zelandii zamiast botanizowania popularne wśród  pań z towarzystwa były amatorskie wykopki archeologiczne. Było w dobrym guście ubrać się na sportowo, wziąć łopatę do ręki i wygrzebywać kości moa. 


Oto panie 'z towarzystwa' przy zajęciach hobbystycznych.
Zdęcie z roku 1895 z Riverton Beach.

Czasem robiono to pod okiem lokalnych muzealników. Niektóre muzea czerpały nawet znaczne dochody zajmując się eksportem szkieletów moa do muzeów i instytucji naukowych na całym świecie. Wiele uniwersytetów w koloniach, wtedy oddziałów Uniwersytetu Londyńskiego kanclerzem których był zawsze panujący władca, zaopatrzyło się w kompletne szkielety moa dla celów dydaktycznych. Sam przechodziłem codziennie koło olbrzymiego okazu wystawionego w szklanej gablocie w korytarzu jednego z dawnych kolonialnych uniwersytetów. 

Ale nie było to ostatnie przypadki wykopywania kości moa. 

Pech chciał, że w jednym 'blitzów' na Londyn w r, 1941 ofiarą nalotów padło Hunterian Muzeum zawierające m.in. kości moa zebrane w Nowej Zelandii i przesłane swego czasu profesorowi Richardowi Owenowi, wspomnianemu poprzednio królowi angielskich archeologów. Po nalocie z trudem udało się uratować część zbiorów wraz z popiersiem Richarda Owena zagrzebanym w gruzach razem z eksponatami. Tu właśnie widać panie ubrane na sportowo.


(fotografia z r. 1941)

[QZE12::089];[QNK20::057];ART32-007p114f;[QNT00::225];[QIL00::139];VA187p85;[RCP005::025]35,37
w sieci: 16.6.2014; nr 3500

 


witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter