Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XV; No 3498

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

notka poprzednia                                     zestawienie miesięczne                                           notka następna

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Spotkania z moa.  (3)
(cz. 2 znajduje się tu

Biały człowiek dowiedział się o moa stosunkowo późno. James Cook interesował się bardzo przyrodą odwiedzanych krajów i przebywając w r. 1769  na Wyspie Południowej Nowej Zelandii słyszał od Maorysów różne legendarne opowieści o olbrzymim ptaku. Mówiono też o sposobach polowania na niego. Jeden ze sposobów to podrzucanie mu palących się kamieni (pewnie chodziło o bursztynopodobną żywicę kauri), które ów ptak połykał, wypalał sobie wnętrzności i był gotów do konsumpcji. Mówiono też, że bardzo rzadko, ale widuje się te ptaki w niedostępnych lasach i bagnach.
W r. 1823 myśliwy Meurat twierdził, że znalazł dużą świeżą kość jeszcze z resztkami mięsa, co by świadczyło, że ubój nastąpił bardzo niedawno. Joel Polack, handlarz z ambicjami pisarskimi mówił, że w r. 1834 Maorysi pokazywali mu kości wykopaliskowe, co on uznał, że kiedyś w Nowej Zelandii żyły jakieś gatunki strusi czy emu. Maorysi opowiadali także, że w dawnych czasach żyło wiele olbrzymich ptaków, wyginęły jednak, bo łatwo dawały się upolować, a odczuwano wielki brak pokarmu mięsnego. Mówili także, że w niedostępnych regionach Południowej Wyspy ptaki te, choć bardzo rzadko, można jeszcze spotkać. Znany podróżnik niemiecki Ernst Diefenbach także widział kopalne kości i podał nazwę maoryską tego zwierzęcia jako moa (w wymowie południowej wychodziło to jak 'movie' i tak zostało zapisane). Opowiadano mu także i pokazywano drzewo totara, pod którym zabito ostatniego moa. 
Rzecz zaczęła się wyjaśniać kiedy John W. Harris, handlarz z zainteresowaniami przyrodniczymi w r.1839 kupił od Maorysów 15 centymetrowy fragment kości i przesłał do swojego wujka, lekarza w Sydney, także entuzjasty przyrody. Harris przesłał tę niezwykłą kość dalej, do samego Richardsa Owena w Londynie, znanego króla paleontologów owych czasów. Owen początkowo uznał to za kość bydlęcą lub końską, ale potem uznał, że jest to kość olbrzymiego ptaka i dał mu naukową nazwę Dinornis.
Prawdziwa naukowa kariera moa zaczęła się w r. 1847, kiedy to Walter Mantell zaczął eksploatować duże stanowisko archeologiczne w Waingongoro w South Taranaki. Mantell bardzo zainteresował się znaleziskiem i już w tym samym roku wysłał do Londynu 800 fragmentów kości moa, w tym całą czaszkę i dużo skorup jaj. Profesor Owen przejął całą inicjatywę badań nie bardzo licząc się z prawdziwym odkrywcą. A Mantell dalej starał się zbadać co stało się z ptaszyskiem. Dowiedział się nawet, że pióra moa używano jako ozdobę wodzów, co by świadczyło, że Maorysi znali moa jeszcze w czasach historycznych. Opowieści o żywych moa ciągle krążyły. William Colenso, misjonarz i archeolog amator postanowił zająć się tą sprawą i poczynił badania w terenie i wśród Maorysów. Dowiedział się, że w jaskini góry Whakapunake żyje ptak o ludzkiej twarzy. Nikt go nie widział, ale wszyscy o nim słyszeli. On też go nie zobaczył, jednak  uważał się za właściwego odkrywcę moa, jako że w roku 1841-2 znalazł wiele kości, które pośrednio dostały się do Owena. Na tej podstawie Owen dokonał pierwszej klasyfikacji rodzaju i wyróżnił kilka gatunków nadając im naukowe nazwy. 
Colenso nadal drążył sprawę. Rozpytywał Maorysów i osadników, znaleziono też opis z roku 1842 jak to dwaj dwaj Amerykanie wraz z maoryskim przewodnikiem dotarli do jaskiń w górach Marlborough. Zobaczyli tam monstrualnego ptaka, ale tak zdębieli ze strachu, że nie odważyli się oddać strzału. Opisuje to, oraz wiele innych interesujących problemów biologicznych którymi fascynowali się Brytyjczycy w XIX wieku, wieku odkryć i ekspansji Imperium Brytyjskiego, Philip Henry Gosse w książce dostępnej w internecie "The Romance of Natural History"*). Znajdujemy tam taką ilustrację spotkania z żywym moa, wykonaną oczywiście 'z wyobraźni'.


Widać jak skamieniali ze strachu myśliwi przycupnęli w jakiejś jamie, 
a moa zastanawia się, dziobnąć, czy zlekceważyć intruzów.

Wiele jeszcze innych opowieści o żywych moa krążyło wśród ludzi i krąży do dziś. Jeszcze w r. 1993 prasę obiegła fotografia moa, niestety na tyle nieostra, że nie można było nic z niej wywnioskować. Fortelem starał się zdobyć sławę pewien robotnik, niejaki Neville. Przypiął sobie pazury do nóg i tworzył w ten sposób ślady spacerującego moa. Hoax szybko rozszyfrowano. 
Współczesne badania pozwalają określić, że moa wymarły już około r. 1600 i jest to zapewne werdykt ostateczny. 
Potwierdza to porzekadło maoryskie dotyczące samych Maorysów: 

"Kua ngaro i te ngaro o te moa" - Jesteśmy zgubieni, zgubieni jak moa.

Być może  jakimś cudem, przy pomocy metod inżynierii genetycznej, uda się odtworzyć moa, no bo skoro mówi się o restytucji mamutów, to czemu nie moa? Jakie wspaniałe możliwości rozpościerają się przed hodowcami ptactwa! Takich dań jak jajecznica z jaj moa nie znajdziemy nawet w najlepszych restauracjach dla milionerów. 

*) Wspomniana wyżej książka Gosse'a znajduje się w sieci i można ją łatwo sprowadzić:

The Romance of Natural History.
by Philip Henry Gosse, F.R.S.
London, ed. James Nisbet and Co., 1861
do ściągnięcia z:
http://www.gutenberg.org/files/32800/32800-h/32800-h.htm
(ok. 1.48 Mb)

Notka nastepna o moa znajduje się tu.

[QZE12::040];QCB28::119]p34-8;[QEQ52::029]31,274
w sieci: 14.6.2014; nr 3498

 


witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter