Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XV; No 3472

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

notka poprzednia                                     zestawienie miesięczne                                           notka następna

 

Jedno zadumanie dziennie...

 

.

Analogie rzucające się w oczy.

Święta rocznicowe zawsze skłaniają do rozważań, podsumowań, porównywań. Jest jedna rzecz szczególnie niepokojąca w ostatnich wydarzeniach, na która nie zwraca się dostatecznej uwagi, co więcej, jest po prostu świadomie omijana lub lekceważona przez polityków polskich i zachodnich.
Chodzi mi o nagłe rozbudzenie sowieckiego/rosyjskiego nacjonalizmu (trudno to nazwać patriotyzmem). Na ostatnich pochodach pierwszomajowych tłumy rozentuzjazmowanych moskwiczan szalały radośnie z okazji odzyskiwania sowieckiego znaczenia w świecie, zapominając czym był sowiecki patriotyzm dla samych Rosjan, nie mówiąc o narodach podległych. 

I warto cofnąć się kilkadziesiąt lat wstecz. Taka sama atmosfera panowała na ulicach miast niemieckich z okazji demokratycznego przejęcia władzy przez Hitlera. I nie ma co mydlić oczu jakąś niemiecką opozycją. Po prostu tłum szalał, opozycja praktycznie była zerowa. Potem przyszedł pokojowy powrót Austrii do macierzy, Kłajpedy (Memel), czeskich Sudetów. Wszędzie w tle były prześladowania Niemców, w których obronie musiała staną ich ojczyzna. Wszystko odbywało się przy fanatycznym poparciu zwykłych obywateli Rzeszy. 

Do tego momentu analogia między rozwojem wydarzeń prokurowanych przez Niemcy a Rosję jest bezwątpienia widoczna dla każdego. Weźmy choćby Gruzję, Krym, Mołdawię. W jednym i drugim przypadku Zachód na siłę udawał, że 'nic się nie stało'. 
Na tym etapie analogie się tymczasem kończą, ale pamiętajmy, potem była Polska (przy pełnym poparciu ZSRR), wreszcie cała Europa, i cały świat.
Wiele wskazuje na to, że ciąg dalszy analogii rozpocząć się może w każdej chwili. Ktoś wprawdzie na Zachodzie nieśmiało pisnął o analogiach, ale natychmiast został uciszony. 

A co robił rząd polski? W sprawie Gruzji jedynie Lech Kaczyński odważył się jasno postawić sprawę. I zapłacił za to, a z nim wielu innych. W sprawie Ukrainy Sikorski robił wszystko, żeby był okrągły stół. Rozmyć sprawę, schować pod dywan, jak w Polsce. Nie udało się. Czy to się opłaci? Być może na krótką metę nie. Być może ktoś za to zapłaci, ale przekaz jest oczywisty. Można było w Polsce rozliczyć się z przeszłością. Nie zrobiono tego i sprawa jest wieczną zadrą. Tragiczna zadrą na wiele jeszcze lat. 

[QZE12::070];[QEQ52::183];[QPL12::179]
w sieci: 3.5.2014; nr 3472

 


witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter