Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XV; No 3452

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                     

notka poprzednia                                     zestawienie miesięczne                                           notka następna

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Wieloryboterapia.

Jak wiadomo, działanie terapeutyczne może mieć wszystko. Można się leczyć całując się z delfinami, wąchając kwiatki, wdychając zapach krowiego nawozu (jak robiła to nasza słynna Kasia Mansfield). Ale w Australii, pod koniec XIX wieku powstał zupełnie nowy rodzaj terapii - można go nazwać wieloryboterapią (cetoterapią, żeby brzmiało mądrzej - od cetus - wieloryb). W Polsce to mało znany rodzaj terapii, ale kto wie, po rozwoju agroturystyki zaczyna kiełkować medykoturystyka i pewnie wkrótce opanuje bogatych tego świata z Polski.
A wszystko zaczęło się od pijatyki pewnych kumpli z okolic Eden w Nowej Południowej Walii. Były to czasy kwitnącego wielorybnictwa, a Eden, teraz małe miasteczko 280 km na południowy wschód od Canberry, był ośrodkiem tego przemysłu. Podochoceni bardzo kumple wracali brzegiem morza po popijawie i zobaczyli olbrzymie cielsko rozkładającego się wieloryba. 

Jeden z nich wskoczył na górę mięsa i .. przepadł. Zapadł się w cielsku wieloryba. Kumple, jak to kumple, po prostu uciekli, przepędzenie okropnym fetorem. 
Po kilkunastu godzinach opamiętali się i wrócili po kumpla. Wywlekli go z wielorybiej przerębli, i okazało się, że ten nagle ozdrowiał. Od lat cierpiał na reumatyzm, a po posiedzeniu we wielorybie przeszło mu jak ręką odjął. Opisano to dokładnie w 'Pall Mall Gazete' w marcu 1896 r.
Od tego czasu, jak gdzieś morze wyrzucało martwego wieloryba na wybrzeżach Australii, cierpiący reumatycy korzystali z okazji. Wyrąbywali coś w rodzaju grobu w wielorybim sadle, przykrywali się płatami mięsa, i po kilkunastu godzinach wychodzili zdrowi wolni od cierpień co najmniej  na rok (p. zdjęcie obok). Najbardziej skuteczna jest nasiadówka trzydziestogodzinna w dobrze psującym się wielorybie.
Od dłuższego czasu nie słyszano o stosowaniu tego zabiegu. Jednak od czasu do czasu w Australii, Nowej Zelandii, Ameryce Łacińskiej i na Syberii morze wyrzuca na brzeg wieloryby, które po prostu giną i nie ma sposobu ich uratowania. Nie wiadomo dokładnie co jest przyczyną tragicznego pobłądzenia zwierzaków. Jedną z przyczyn może być hałas emitowany przez statki. Ale dawniej statki nie robiły hałasu, a wieloryby co jakiś czas pojawiały się na morskich brzegach. 
W każdym razie warto zwrócić uwagę na możliwość leczenia reumatyzmu tym sposobem, bo jak dotąd, niezawodnego leku na to schorzenie nie ma. Należy popierać wieloryboterapię dającą też szansę rozwoju niektórym regionom. Po dobrych staraniach pewnie NFZ przejąłby odpłatność zabiegu i fundował atrakcyjne wycieczki. Sama wycieczka zresztą miałaby działanie terapeutyczne.
Opis zabiegów znajduje się w Australijskim Narodowym Muzeum Morskim w Sydney (cena biletu 7 AUS$, dla emerytów stęp wolny).

[QZE12::046];[QEQ52::044]
w sieci: 4.4.2014; nr 3452


witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. 
R. Antoszewskiego)

  Site Meter