Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3432

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Toaleta po królewsku.
(o papierze higienicznym p. notka poprzednia)

Poprzednio omówione czynności dotyczyły plebsu, gawiedzi czy motłochu. Inaczej wyglądały te sprawy dla arystokracji czy monarchów. Twoje podcieranie się świadczy o tobie, można by powiedzieć. Francuska arystokracja kochała się na przykład w korzystaniu z delikatnego płótna, szczytem elegancji były koronki. 
Nie wszyscy jednak musieli się sami podcierać. Królowie na przykład ustanawiali specjalne wysokie urzędy, a urzędnicy zajmujące te stanowiska byli osobami niezwykle wpływowymi i dobrze płatnymi, z natury rzeczy intymnie powiązanymi z władcą. 
Za panowania dynastii Tudorów w Anglii istniał urząd 'Groom of the Stool', coś jakby opiekun stolca. Jego zadaniem była właściwa opieka nad tą stroną monarchy, której nie wypadało obsługiwać królowi, a czasem po prostu nie mógł. Henryk VIII z dynastii Tudorów kochał jeść, był też odpowiednio tęgi
(panował 1491-1547). Zanotowano, że ważył 24 kamieni, co odpowiada 336 kg, a w pasie miał 137 cm (54 cali), zrozumiałe więc, że wymagał pomocy. Wbrew polskiemu powiedzonku o miejscu, gdzie nawet król piechotą chodzi, król nie chodził do wychodka. Przynoszono mu nie tam żaden nocnik, ale porządny, obity aksamitem mebel. Zawiadywał nim ów 'Groom of the stool' i miał nawet specjalny kluczyk, by nikt nie inny nie mógł kalać królewskiego łajna swoimi manipulacjami.  

We Francji odpowiednikiem tego urzędu był 'Gentilhomme de la chambre'. W Polsce w czasach stanisławowskich istniał urząd łożniczego. Zawiadywał on królewską sypialnią, bielizną itp. Nie udało mi się dotrzeć do szczegółowego opisu jego obowiązków, ale funkcji podobnej do odpowiednika angielskiego wykluczyć nie można. 

Czasy monarchów w większości krajów świata się skończyły, tam gdzie się zachowały, władcy starają się być umiarkowani w swoich ekstrawagancjach.
Ich społeczną funkcje przejęli, i znacznie udoskonalili współcześni plutokraci. Swego rodzaju rekord osiągnął jubiler z Hong Kongu Lam Sai-wing. Uciekinier z Chin Ludowych Mao, obsesjonat złota, przez kilka lat budował złotą łazienkę wraz ze wszystkimi łazienkowymi utensyliami. Cierpiący nędzę i głód w Chinach młody Lam Sai-wing zafascynował się utopią Lenina o świecie bez pieniędzy.  "Jak będziemy zwycięzcami w skali światowej, myślę że będziemy używać złoto do budowy toalet publicznych na ulicach największych miast świata" - marzy kiedyś Lenin. Złota łazienka była hołdem złożonym Leninowi. Zużył do jej budowy 6 ton 24-karatowego złota

Tym hołdem zrealizował przynajmniej część marzeń Lenina. Zbudował złotą łazienkę dla ludu - była udostępniana do zwiedzania za biletami wstępu. Udostępnił ją ludowi jeszcze przed zwycięstwem komunizmu na całym świecie. Ostatnio jednak stopniowo przetapia poszczególne elementy swojej konstrukcji i doskonale na tym zarabia. Kupił złoto po cenie pięciokrotnie niższej niż wartość obecna. Kupował po $200 za uncję, sprzedaje się teraz za ponad $900. Łatwo określić wartość łazienki (uncja = 28,35 g).
Inny fanatyk wyłożył całą łazienkę złotem, wycenił na pół miliona dolarów i ... nazwał, nie wiadomo czemu, 'Moskwa'.  
Jednak dopiero Amerykanie zadbali o to, że sam proces podcierania się odpowiadał pozycji społecznej użytkownika toalety. Pewna firma produkująca utensylia toaletowe oferuje złoty papier toaletowy. Jedna rolka z 22-karatowego złota kosztuje $1.376.900,00. Nabyć można poprzez internet, dostawa za darmo. Gdyby kto się martwił, czy taki papier higieniczny ma właściwości potrzebne do tego celu, producent zapewnia, że jest w nim odpowiedni wkład miękki, a w trakcie używania złoto złuszcza się pozostawiając dowód bogactwa w majtkach, także na ubraniu. Należy się spieszyć z zakupem. W tej chwili dostępna jest tylko jedna rolka pod tym adresem.  

A ja przypomniałem sobie pewną sytuację pasującą do tego tematu. Zdarzyło mi się uczestniczyć w jakiejś konferencji w w starym gmachu Międzynarodowej Agencji Atomowej we Wiedniu. Był to dawny budynek Agencji, pamiętający jeszcze Cesarstwo Austro-Węgierskie. Łazienki były małe i duszne. W trakcie użycia zadziwił mnie pewien miły chłodek oddolny. Po sprawie postanowiłem sprawdzić w czym rzecz. Początkowo nie udawało mi odkryć mechanizmu. Trzeba było się mocno przychylić, i wtedy powiało. Tak, sprytni Austriacy zamontowali subtelną wentylację wprost w muszli  klozetowej. Uruchamiana fotokomórką działała tylko w czasie użycia . Oszczędność przede wszystkim!

[QZE12::025];[QEQ41::299];[QEQ11::266]5;[QEP60::201];[QEP62::004];[QEQ50::144];[QMRxx]
w sieci: 26.12.2013; nr 3432.

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter