Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3431

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Po świętach.

Święta święta i po świętach. W skali światowej świętowanie oznacza przejedzenie, niezależnie od diet, zagrożeń medycznych i frustracji. Po jedzeniu musimy poświęcić zawsze nieco czasu na odwrotna stronę tego procesu. Tego wymaga nieubłaganie biologia.
Po dokonaniu tych czynności trzeba się podetrzeć. Zwierzęta to robią przez lizanie, jeśli zachodzi taka konieczność. Ludzie robią to na różne sposoby. Znamienne jednak, że we wszystkich kulturach czynność ta charakteryzuje się staraniem ominięcia czy ograniczenia rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych i wtórnemu zakażeniu pasożytami. Robią to także zwierzęta (z wyjątkiem autokoprofagii, o czym kiedyś będzie osobno). 
W skrajnych tylko sytuacjach, w czasie wojen czy podczas niepokojów społecznych dochodzi do znacznych wykroczeń w tym zakresie. 
Może to brzmieć teraz niewiarygodnie, ale pamiętam z dzieciństwa. W miejscach uczęszczanych przez żołnierzy na ścianach pojawiały się brunatne rzymskie trójki. Początkowo nie wiedzieliśmy w czym rzecz. Potem sprawa się wyjaśniła. Palec jest najbardziej dostępnym narzędziem w takich sytuacjach. 
Popatrzmy jak to robiono w różnych czasach i różnych kulturach. 
Trudno powiedzieć coś rzeczowego o czasach najdawniejszych. Sądząc po zachowaniu się małp, które nie maja tego odruchu, można przypuszczać, że podcieranie się związane było z okrywaniem ciała, więc z ubieraniem się. Trudno poruszać się swobodnie w zafajdanym przyodziewku.
Starożytni Grecy podcierali się kamykami lub skorupami ceramicznymi, takimi samymi jakie używano w ostracyjnym sądzeniu.
W publicznych toaletach rzymskich używano gąbki nadzianej na kij. Stąd rzekomo wzięło się powiedzenie - chwycić za niewłaściwy koniec kija. Gąbkę po użyciu płukano. 

Czasem nawet osobny strumień wody porywał fekalia, a inny strumień służył do opłukania gąbki przed pozostawieniem dla następnemu użytkownikowi. W innych sytuacjach gąbkę płukano po użyciu w słonej wodzie, co wydaje się czynnością bardzo sensowną. Steżony roztwór soli ma właściwości co najmniej bakteriostatyczne. Bogatych Rzymian stać było na kłębki wełny zwilżone wodą różaną.
W średniowiecznej Europie używano słomę, siano, trawę, liście, glony morskie, strużynki heblowanego drewna, w zależności od okoliczności, a także gąbkę nadzianą na kij. Ale Rabelais w XVI w. polecał dobrze opierzone gęsie szyjki, ponieważ papier po tej czynności stawał się bezużyteczny, a był to przecież cenny materiał.
Japończycy używali patyczki drewniane. 
Wikingowie posługiwali się zwitkami wełny odpadkowej. 
Załogi statków portugalskich i hiszpańskich używały do tego celu zużyte kawałki lin kotwicznych. 
Hindusi i mieszkańcy krajów środkowego wschodu podmywali się wodą, ale wolno było posługiwać się wyłącznie lewą ręką. Prawa ręka przeznaczona była do wyższych celów. Stąd problemy dla mańkutów i zasadność obowiązkowego przekształcania mańkutów w praworęcznych. 
Dawni Hawajczycy używali włóknistą osłonę orzechów kokosowych.
Eskimosi używali materiały miejscowe - śnieg i mech. Gorzej było z dziećmi. Śnieg nie nadawał się do tego. Dziecko eskimoskie było kąpane zaraz po porodzie, jednak ciepła woda to duża strata cennego oleju. Następnego oczyszczania dokonywały więc matki przez wylizanie.
W Ameryce używano kolb kukurydzy (może obranych z nasion), a także muszli, a potem gazet i katalogów domów handlowych takich jak Sears Roebuck rozsyłanych dla sprzedaży wysyłkowej. Niektóre katalogi od razu dziurkowano w rogu, żeby było łatwo zawiesić je na haczyku w ustronnym miejscu. 
Papier przeznaczony tylko do użytku toaletowego produkowali Chińczycy już w roku 1391 i oczywiście dostępny był tylko dla cesarskiego dworu. Były to duże arkusze, 50 x 100 cm. 
Papier toaletowy w poręcznych paczkach zaczęto produkować w Ameryce w r. 1857. Pierwotnie były arkusiki zwilżane, dla celów higienicznych wyciągiem aloesu, pewnie słusznie nazywano je 'medycznym papierem toaletowym'. Potem o aloesie na długo zapomniano, pewnie ze względu na koszta. Do idei tej powrócono dopiero w latach 1990-tych. 
Rolki papieru higienicznego zaczęto produkować w latach 1880-tych, a w czasie II Wojny w Anglii zaczęto produkować papier higieniczny z napisami. Czasem były to nawet polecenia - 'a teraz umyj ręce', lub ostrzeżenia - 'własność państwowa!', a czasem teksty rozweselające lub umoralniające. Potem pojawiły się także rolki z nadrukowanymi całymi powieściami. Wtedy każdy z członków musiał mieć swoją własną rolkę, aby być na bieżąco z lekturą. Był też papier dwuwarstwowy. Ostatnio pojawił się papier trójwarstwowy. Pewnie ze względu na delikacenie tej strony ciała.
Z amerykańskim papierem higienicznym związany jest pewien komiczny eksperyment socjalny. Lubiany komik amerykański Johnny Carson puścił w r. 1973 plotkę, że Ameryce grozi załamanie się dostaw papieru higienicznego. Powstała histeria, wykupywano całe zapasy, nawet trzeba było wprowadzić ograniczenia. Przez kilka tygodni histeria trwała, mimo że tenże komik zapewniał, że to fałszywy alarm, a firmy zrobiły dobry biznes przed gwiazdką. A mnie przypomina to pewną sytuację, której byłem świadkiem. Prowadziłem kiedyś grupę Amerykanów ze stacji do Instytutu. W drodze spotkaliśmy żonę zastępcy dyrektora z długą girlandą rolek szarego papieru higienicznego zawieszoną na szyi, ręce miała zajęte torbami. Trudno opisać zdumienie moich gości na widok znanej dany w wianuszku jak hawajskie aloha. Na wszelki wypadek udaliśmy, że się nie poznajemy. A pewna praktykantka amerykańska zwierzała się, że do rodziców pisała by jej nie przysyłano do Polski niczego, tylko rolki białego papieru higienicznego. Co też robili. Były to czasy, kiedy papier higieniczny rzadko pojawiał się w miejscowej księgarni (!).
Warto też wiedzieć, że istnieje bardzo interesujące wirtualne muzeum papieru toaletowego. Ze zbiorami tego muzeum można zapoznać się pod adresem:

http://nobodys-perfect.com/vtpm/index.html 

Do niedawna istniało też prawdziwe muzeum papieru higienicznego w Madison, Wisconsin. Teraz jest nieczynne i poszukuje innej lokaty.

To było o sprawach pojedzeniowych zwykłego ludu. O ludziach z wyższych sfer, którzy też muszą rozwiązywać te same problemy, p. notka następna

Inne notki o tych sprawach:
Wychodek Marcina Lutra;
Co robi kosmonauta, kiedy musi iść 'na stronę';
Najkosztowniejszy kibelek świata;
Co ważniejsze, komórka czy wychodek.

[QZE12::024];[QEQ41::298]7,9;303[QEQ31::010];[QEQ11::266]5;[QEQ50::139]40
w sieci: 26.12.2013; nr 3431.

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter