Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3393

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                               

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Endosymbioza.

Skoro jesteśmy już przy tej przedziwnej symbiozie piętrowej, warto nieco więcej powiedzieć o samej endosymbiozie i powstaniu tej idei. 
Przez całe stulecia pojęcie pasożytnictwa i symbiozy było dosyć jasne i partnerzy dobrze odróżnialni. To Lynn Margulis (1938 - 2011) wystąpiła z ideą endosymbiozy w roku 1966. Wprawdzie kilkadziesiąt lat przedtem, bo w r. 1910 z podobną ideą nosił się rosyjski lichenolog Konstanty Mereżkowski z Kazania, nazywał to symbiogenezą, ale idei tej nie rozbudował i rzecz uległa zapomnieniu. Margulis jasno postawiła sprawę argumentując i dając przekonywujące argumenty z ewolucji i cytologii, że chloroplasty i mitochondria to nic innego jak wewnętrzne symbionty (endosymbionty) roślin, zwierząt, grzybów, i in. Początkowo ją wyśmiano, uważano że ma bzika. Jej artykuł na ten temat odrzuciły redakcje kilkunastu najpoważniejszych czasopism naukowych. Ale Margulis uparła się. Rzecz wyszła wreszcie drukiem w r. 1967 i bardzo była krytykowana. Ale nastawienie stopniowo zmieniało się. A teraz zgodnie uważa się, że tam gdzie są mitochondria i chloroplasty, mamy do czynienia z endosymbiozą bakterii i sinic z organizmami jądrowymi. Symbiony stopniowo zatraciły swoją samodzielność i umożliwiły życie eukariontom stanowiącym obecnie cały dla nas widoczny na co dzień świat żywy. 

Tak oto Margulis przedstawia powstanie i ewolucję komórek eukariontów. Najpierw widzimy wnikające do komórki bakterie tlenowe i cjanobakterie (sinice), a po wielu pokoleniach pierwotne pasożyty w pełni przechodzą na wikt żywiciela, tracą bezpośredni kontakt ze środowiskiem zewnętrznym, wreszcie stają się po prostu częścią komórki żywiciela. Wzajemne uzależnienie jest kompletne. 
W ten sposób wszyscy staliśmy się endosymbiontami. Wychodzi, że bardzo mało jest nas w nas samych. W przeliczeniu na organizmy wychodzi jeden organizm człowieka na 5x1014 komórek obcych, a może nawet więcej, bo aż 5x1015, bo tyle nosimy w sobie bakterii i innych stworzeń, dokładnie nie da się tego określić. Wszystkie pełnią jakąś rolę. Większość to symbionty i komensale np w przewodzie pokarmowym, innych płynach ustrojowych, czy na powierzchni ciała. Wiele z nich to szkodliwe pasożyty, inne zajmują stanowiska pośrednie, są symbiontami lub komensalami, ale czekają na okazję, żeby zawładnąć organizmem. 
Jeśli dodać do tego mitochondia, dojdą jeszcze dwa rzędy wielkości przewagi gości. Szczęście, że nie mamy chloroplastów, bo wtedy obraz byłby jeszcze bardziej liczbowo ponury. A może i inne organelle to także symbionty? 
Idea endosymbiozy istotnie zmienia pojęcie o przebiegu ewolucji świata żywego. Można śmiało powiedzieć, że wszyscy jesteśmy wynikiem endosymbiozy. Trzeba sobie zadać pytanie, jak pospolite są 'biologiczne matrioszki'. Nie sądzę, żeby umiejętność tę opanowały wyłącznie mało istotne owady z rodziny wełnocowatych. 

Ciekawostka o Margulis jest też tu.
A tu o florze bakteryjnej człowieka.

[QZE11::175];[QEQ37::177]8,9;[QEQ33::220]
w sieci 31.10.2013; nr 3393


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter