Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3359

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

 Hymny polskie. 
(p. notka poprzednia)

Niemcy szli, jak od wieków, silni, zwarci, upici hymnem i pieśniami pełnymi nienawiści, i gotowi na wszystko, nawet w czasach podziału na dziesiątki księstewek.
Tymczasem polskie pieśni pełniące rolę hymnów miały naturę błagalną, modlitewną, dobrożyczeniową czy marzycielką. 
Tak popularna także w naszych czasach pieśń religijna 'Boże coś Polskę..' powstała ku chwale króla polskiego w rosyjskim wcieleniu. Tekst napisał Alojzy Feliński (1816) na zamówienie księcia Konstantego jako hołd dla cara Aleksandra I. W wersji oryginalnej miał bardzo 'prawomyślne' brzmienie:

Boże! Coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
I tarczą swojej zasłaniał opieki
Od nieszczęść, które przywalić ją miały
       Przed Twe ołtarze zanosim błaganie,
       Naszego Króla zachowaj nam Panie!

Tyś, coś ją potem, tknięty jej upadkiem,
Wspierał walczącą za najświętszą sprawę,
I chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem,
Wśród samych nieszczęść pomnożył jej sławę
       Przed Twe ołtarze...

Ty, coś na koniec nowymi ją cudy
Wskrzesił i sławne z klęsk wzajemnych w boju
Połączył z sobą dwa braterskie ludy,
Pod jedno berło Anioła pokoju:
       Przed Twe ołtarze...

Wróć nowej Polsce świetność starożytną
I spraw, niech pod Nim szczęśliwą zostanie
Niech zaprzyjaźnione dwa narody kwitną,
I błogosławią Jego panowanie;
      Przed Twe ołtarze...

Teraz, z perspektywy czasu, wersja oryginalna brzmi jak groteska. Tak też traktowali ją Polacy i już po kilku miesiącach śpiewano 'Naszą ojczyznę racz nam wrócić, Panie', a w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku śpiewano wyłącznie 'Ojczyznę, Wolność, racz nam wrócić, Panie'. Powoli rzecz się powtarza. W ten sposób hymnu na cześć cara przetrwał do naszych czasów z radykalnie zmienionym sensem politycznym. 

„Rota” napisana przez Marię Konopnicką w roku 1908 z muzyką Feliksa Nowowiejskiego od kilku pokoleń umacnia ducha narodu. Jest to szereg dobrych życzeń, zapewnień i marzeń. 

Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród,
Nie damy pogrześć mowy! 
Polski my naród, polski lud, 
Królewski szczep piastowy, 
Nie damy by nas zniemczył wróg.
Tak nam dopomóż Bóg! 
Tak nam dopomóż Bóg! 

Do krwi ostatniej kropli z żył
bronić będziemy Ducha, 
aż się rozpadnie w proch i w pył
krzyżacka zawierucha. 
Twierdzą nam będzie każdy próg. 
Tak nam dopomóż Bóg! 
Tak nam dopomóż Bóg! 

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, 
ni dzieci nam germanił, 
orężny wstanie hufiec nas,
duch będzie nam hetmanił.
Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg.
Tak nam dopomóż Bóg! 
Tak nam dopomóż Bóg! 

Przetrwamy złego losu dni, 
duch nasz się zeń wyzwoli, 
a z naszych ofiar, trudu, krwi, 
powstanie mściciel doli. 
W złoty wolności zagrzmi róg. 
Tak nam dopomóż Bóg! 
Tak nam dopomóż Bóg!

Niestety, zaklinanie czego nie oddamy i czego nie rzucim, czego nie będzie robił nam Niemiec nie zgadza z rzeczywistością. No bo olbrzymia liczba Polaków rzuciła tę ziemię albo została z niej wyrzucona i nie ma zamiaru wracać, bo po co? Dzieci polskie rodzone za granicami są germanione, szwecczone, anglicyzowane, a rozmontowywany orężny hufiec jest śmieszny wobec Rosji czy Niemiec. Złotego wolności rogu jakoś nie słychać i duch też się nie wyzwolił, sądząc po propagandzie. Społeczeństwo jest upodlone praniem mózgów do stopnia, jakiego nie było w czasach PRL, więc grzmienie złotego rogu, nawet gdyby nastąpiło, nie znajdzie podatnych uszu.

Obowiązujący obecnie 'Hymn Polski' to śpiew z pozycji klęczącej z mglistymi aluzjami historycznymi i z zapewnieniami o jedności i zgodzie stojącymi w jawnej sprzeczności z realiami, których głównym motywem jest skłócanie narodu. Poniżej wersja oryginalna Józefa Wybickiego z 1797 roku. 

Jeszcze Polska nie umarła,
kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
szablą odbijemy.
      Marsz, marsz, Dąbrowski
      do Polski z ziemi włoski
      za Twoim przewodem
      złączem się z narodem.

Jak Czarnecki do Poznania
wracał się przez morze
dla ojczyzny ratowania
po szwedzkim rozbiorze.
      Marsz, marsz, Dąbrowski...

Przejdziem Wisłę przejdziem Wartę
będziem Polakami
dał nam przykład Bonaparte
jak zwyciężać mamy.
      Marsz, marsz, Dąbrowski...

Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.
      Marsz, marsz, Dąbrowski...

Już tam ojciec do swej Basi
mówi zapłakany:
"słuchaj jeno, pono nasi
biją w tarabany."
      Marsz, marsz, Dąbrowski...

Na to wszystkich jedne głosy:
"Dosyć tej niewoli
mamy Racławickie Kosy,
Kościuszkę, Bóg pozwoli."

Oficjalna wersja hymnu to nieco poprawiony politycznie program, ale płaczliwość pozostała...

A mnie czasem taka myśl przekorna nawiedza i sobie gdybam..
Gdyby tak od czasów Grunwaldu, Płowców czy Wiednia Polacy działali w myśl innej motywacji, np:

Wznieśmy nasze sztandary wysoko,
Na nich bagnety (kosy) zatknijmy,
Trzymajmy na sąsiadach nasze czujne oko,
A kto nie z nami, natychmiast go zarżnijmy,

Pokażmy wszystkim, co szczerze czujemy,
kto przeciw nam, flaki wyprujemy...
i tak dalej, i tak dalej...

Polska sięgałaby dziś od Oceanu do Oeanu, nie od gór do morza, no i dopiero by się kotłowało!

(p. notka poprzednia)

Inne notki o hymnach:  1,  2,  3.

[QZE11:134];[QEQ36::254]-7
w sieci 2.9.2013; nr 3359

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter