Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3305

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco


Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Kulojazd, czyli samochód przyszłości.

Przywykliśmy do tego, że po drogach poruszają się pojazdy na kółkach. I trzeba przyznać, że koło i ruch kołowy to pewnie największy i specyficzny dla człowieka wynalazek ludzkości. W przyrodzie ruchu kołowego i obrotowego nie ma poza obrotem ciał niebieskich, różnych zawirowaniach i krążeniem elektronów po niewyobrażalnych orbitach. Jest ruch kołowy w świecie ożywionym, ale tylko na poziomie molekularnym. Wici pierwotniaków działają w ten sposób. Niektóre zwierzęta potrafią przenosić się, głównie uciekać, zwinięte jako kulki. 
Właśnie skonstruowano robota poruszającego się nie na kółkach, ale jak kula. Nazwano go odpowiednio Ro-Sphere - co na nasze mogłoby być Robo-Kula. Potrafi spełniać ważne zadanie - toczy się po polu i zbiera informacje o wilgotności gleby. Tocząc się czujnikami dotyka gleby i przesyła dane gdzie trzeba, co pozwala na oszczędne i ukierunkowane podlewanie. Porusza się za pomocą silnika elektrycznego przemieszczając wewnątrz odpowiedni obciążnik przesuwający punkt ciężkości maszyny. Podobnie robi to myszka biegająca w kole ustawionym w jej klatce. 

W zakresie robotyki jest to istotna nowość. Ja tylko zastanawiam się dlaczego tą metodę 'wynaleziono' dopiero teraz. Dla mechaników powinna to być rzecz oczywista od wieków i sądzę, że Leonardo da Vinci na to wpadł (ale to tylko domysł, nie sprawdzałem a rozmowa z nim nie jest chwilowo możliwa).
I jeszcze druga rzecz jest zdumiewająca. Dlaczego nie skonstruowano dotąd kulojazdów dla ludzi pracujących na tej zasadzie. Aha, jest jeden wyjątek, ale jakoś mało eksponowany. Na Polesiu poruszano się swego czasu na bagnach biegnąc wewnątrz konstrukcji złożonej z dwóch kół o średnicy 2-3 m połączonych ze sobą prętami czy klepkami ułożonymi co kilka centymetrów na obwodzie tych kół. Trochę wyglądało to jak konstrukcja tego robota, tylko pręty poprzeczne były proste i średnica odpowiednio większa. Wewnątrz konstrukcji, jakby rury, biegł Poleszuk przesuwając swoim ruchem punkt ciężkości we właściwym kierunku i rozkładając swój ciężar na całą powierzchnię klepek w danym momencie stykających się z sitowiem. Grzęźnięcie w błocie nie groziło, a że było mokro, to i dobrze latem. Urządzenia tego nie widziałem, nie mogę odszukać też zdjęcia. W rodzinie miałem nauczycielkę uczącą przed wojną na wsi poleskiej. Ona też coś takiego widziała. W sezonie wiosennym był to jedyny niezawodny sposób porozumiewania się między osadami na Pińszczyźnie. 

Przypuszczam, że technicy wreszcie zrozumieją iż rozwijanie ruchu miejskiego na zasadzie kołowych pojazdów nie ma sensu. Nie widzę przeszkód, żeby kulojazdy nie miały zastąpić obecnych samochodów obciążonych tyloma wadami, że aż strach wymieniać. Oczywiście ani kierowca, ani pasażerowie kulojazdu nie będą się obracać wraz z pojazdem. Siedzieć będą spokojnie w fotelach umocowanych na mechanizmie zapewniającym stałe położenie niezależnie od ruchów osłony. Oczywiście czynnikiem ograniczającym ruchy i zasięg kulojazdu jest wydolność akumulatorów ... dopóki nie zostanie wynaleziony sposób na bezprzewodowe zaopatrywanie w energię maszyn w ruchu. 

[QZE11::072];[QEQ33::248]
w sieci: 27.6.2013; nr 3305

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter