Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3291

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Stanisław Lem o Polsce 2013.

Stanisław Lem, znany wszystkowiedźma, w zapomnianej niesłusznie książce 'Pamiętnik znaleziony w wannie' (WL, 1961) opisywał przeżycia faceta, który zapętał się w Gmachu. Lem nie miał na myśli ani PRLu, ani III RP, ani nawet ZSRR. To był paszkwil skierowane przeciwko USA. Wtedy Lem takim był..
Nie przypuszczał, że niektóre uwagi będą wspaniale pasować do naszej rzeczywistości. Oto kilka z nich:

"... nieład wydarzeń nie jest w Gmachu czymś niewłaściwym, lecz jego stanem normalnym, więcej: produktem zapobiegliwości i wytrwałej działalności — syntetyczny chaos wraz z bratnią nieskończonością jak pancerz osłaniał Tajemnicę." /p124

Podstawiancja, wtykancja (niewątpliwie miał na myśli wyrwantusy-zawijantusy wewnątrz i między PO, PiS no i różne podstawiancje):

"... Słuchaj. Popodstawiali się, dla chleba, najpierw raz. Do ostatniego krzesła i sedesu. To co potem — przestać mieli, kiedy dalej płacą, czy jak? Żeby skonali, nie mogli przestać. Wyrwantus-zawijantus, dalej wio, podstawiancja! Wtykancja! Tak poszedł dublet — nic, tryplet — nic, kwadruplet — cześć, teraz kwintuplety już się miejscami telepią. Długo to tak? Cholera jego wie! Zaraza! Zaraza! Ja, stary, uczciwy szpieg, weteran, ci to mówię!" /133

"Kiedy wszyscy są wariatami, nikt nie jest wariatem..." /136

A tu maskarada profesorów ze wspaniałym odszmacaniem i odpodleniem:

... — Zechce pan wybaczyć tę maskaradę. Nadzwyczaj przykra to rzecz — ale wywołała ją vis maior. Proszę wierzyć, że żadnemu z nas nie przychodzi to lekko. Człowiek, nawet udając tylko szmatę, zawsze się poniekąd trochę zeszmaci....
— A potem odszmaci się! — rzucił kremator przez stół. Oglądał z żywym niesmakiem własne ręce.
Słowa nie mogłem wykrztusić.
Chudy oparł się o moje krzesło. Spod pidżamy wysunęły mu się mankiety wieczorowej koszuli.
— Spodlenie i odpodlenie — rzekł — to wieczny rytm dziejów, huśtawka nad otchłanią... Podniósł głowę.
— Teraz dopiero będzie pan naszym gościem, w zgromadzeniu nazbyt może akademickim — abstraktorów, by tak rzec...
— Jak proszę? — wybełkotałem, wciąż jeszcze nie mogąc ochłonąć wobec nagłej przemiany.
— A tak... bo my jesteśmy właściwie profesorami... To jest profesor Deluge — wskazał na grubego, który, wywlókłszy nie bez trudu chrapiącego spod krzesła, wsparł go o ścianę. Rozchełstana pidżama ukazała oficerski mundur rzekomego aspiranta.
— Deluge jest kierownikiem katedry obojga infiltracji, wie pan.
— Obojga?...
— Tak. Agenturystyka i prowokatoryka... Jako kamuflażysta nie ma sobie równych... Któż, jak nie on, podstawił połowę gwiazd w Galaktyce?"
/157-

Genialna idea desemantyzacji...

"Nalał. Wypiliśmy.
— A więc? — rzekł Barran z uśmiechem zamyślenia. Poprawił nos. — Do czegośmy to doszli? Desemantyzacja! Tak! To prosta rzecz, panie, całkiem prosta: to odbieranie znaczeń...
— Że jak? — spytałem głupawo i umilkłem, zawstydzony. Nie zauważył tego.
— Znaczenia trzeba odbierać! — wyjaśnił twardo Barran. — Historia dość już nas obezwładniła, zaklejając wszystko grubą skorupą tłumaczeń, znaczeń, mistyfikacji — ja nie rozłupuję atomów, nie patroszę gwiazd, ale postępowo, zwolna, dokładnie i wszechstronnie odbieram Sens ....."
/jw

Filozofia nieistnienia.

" — Czy pan wie, jaka jest matematycznie obliczona szansa dowolnej kupki materii w kosmosie, że zostanie wciągnięta w obręb procesów życiowych, choćby jako liść, kiełbasa albo woda, którą wypije żywy stwór? Jako garść powietrza, którym odetchnie? Jeden do kwadryliona! Kosmos jest bezbrzeżnie martwy. Jedna cząstka na kwadrylion może wniknąć w koło życia, w obieg narodzin i gnić — jakaż to rzadkość niesłychana! A teraz, zapytam, jaka jest szansa nie — aby wniknąć w życie jako pokarm, woda, powietrze, lecz jako zarodek? Gdy weźmiemy stosunek całej materii kosmosu, strupieszałych słońc, murszejących planet, tych kurzów i brudów zwanych mgławicami, tej gigantycznej pralni, tej kloaki gazów cuchnących, zwanej Drogą Mleczną, ognistej fermentacji, całego tego śmiecia — do wagi naszych ludzkich ciał, ciał wszystkich żyjących, i obliczymy rachunkiem szansę, jaką ma byle kupsko materii, równoważne ciału, żeby kiedykolwiek stać się żywym człowiekiem — okaże się, że ta szansa jest praktycznie równa zeru!
— Zeru? — powtórzyłem. — Co to znaczy?
— To znaczy, że wszyscy, jak tu siedzimy, najmniejszej nie mieliśmy szansy, aby zaistnieć, ergo — nie ma nas..."
/jw

Machina Mistificatrix:

"Profesor Deluge dyskutował z Barranem o dementystyce i psychofagii — a może to nie tak brzmiało? — prawiono potem o nowych jakichś odkryciach, o Machina Mistificatrix.." /jw

Wreszcie co gmasze, to nasze! :

" — Kosmos... cały kosmos sfałszowałem... mea culpa... przyznaję się...
— Przestań, stary...
— Kazano mi, kazano...
...
— Silentium! Panowie!
— Gaudeamus Izydor!
— Nunc est Gaudium atque Bibendum! — opływało mnie daleką wrzawą.
I co za różnica? — pomyślałem. — Tak samo jak tamci... Tyle że po łacinie...
— Śmielej, panowie, śmielej! — nawoływał Barran. — Suaviter in re, fortiter in modo... Spectator debet esse ele-gans, penetrans et bidexter... Vivant omnes virgines, pano-wie!! Co gmasze, to nasze! Prosit!!
/161-3

O wszechobecności szyfrów i bełkot:

"I jeżeli włoży pan do swojej maszyny najszczytniejsze pomniki literatury, płody geniuszu ludzkiego, nieśmiertelne poematy, sagi — wyjdzie z tego bełkot?!
— Bo też to jest bełkot, panie — odparł chłodno kapitan. — Dywersyjny bełkot. Sztuka, literatura, czy pan wie, do czego ona służy? Do odwracania uwagi!
.....
— Rozłamany szyfr jest dalej szyfrem."
/70

Jest jeszcze kilka innych wspaniałych pomysłów, np papyroliza (Bolek na myśl przychodzi). Ale odsyłam do książki, do której Lem niechętnie wracał i nie zgadzał się długo na wznowienia.

[QZE11::037];[QAB07::553]
w sieci: 8.6.2013; nr 3291

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter