Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3256

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Pluskwa znowu w natarciu.
(p. notka poprzednia)

Walka z zapluskwieniem od najdawniejszych czasów opierała się na środkach naturalnych. Stosowano zioła, mieszkania poddawano wysokiej temperaturze - giną w plus 50 stopni, ale nie są im groźne mrozy. W tzw. ciepłych krajach nie było z tym trudności. W Indiach wystarczyło wynosić posłania na słońce. Gorzej było w Europie czy Ameryce północnej. Utrzymywanie w mieszkaniach temperatury 50 stopni przez wiele godzin jest kłopotliwe i może być przyczyną pożarów. Pomagały też środki osuszające oraz różne preparaty ziołowe. Najbardziej skuteczne były sproszkowane kwiaty wschodnio- afrykańskich Chrysanthemum cinerariaefolium i C. coccineum. Proszek z kwiatów tych roślin od dawna stosowany był także przeciwko innym owadom. W latach 20-tych ubiegłego wieku zidentyfikowano składniki czynne w tych kwiatach. Okazało się, że są to pyretroidy, związki o charakterze terpenoidów, estry kwasu chryzantemowego (wzór obok) z różnymi grupami alkoholowymi. Wychodząc z kwasu chryzantemowego (pochodny cyklopropanu) otrzymano syntetycznie całą grupę insektycydów stosowanych obecnie  skutecznie w praktyce. Zaletą w warunkach domowych jest ich stosunkowo krótka trwałość, nie zmieniają więc środowiska. Ograniczało to równocześnie ich szersze zastosowanie w rolnictwie. Pyretroidy nie szkodzą ssakom, a działają na układ nerwowy owadów blokując regulację transportu jonów sodu w połączeniach nerwowych. Nadzwyczaj skutecznie okazały się też insektycydy w rodzaju DDT. Do tego stopnia różnego rodzaju chemikalia okazały się skuteczne, że do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku pluskwy prawie przestały być zmorą mieszkań. I tak przez kilkadziesiąt lat sprawa nie istniała w większości krajów rozwiniętych. Aż nagle, w latach 2000 pojawiły się w całej krasie kolonie pluskiew w wielu miejscach tworząc homogenne, odizolowane populacje. 


pluskwa domowa, podbarwiona fotografia z mikroskopu skaningowego

Stanowiło to duże zaskoczenie dla świata medycznego, wielu lekarzy po prostu nie potrafiło postawić diagnozy, bo nigdy ze skutkami ukłuć pluskiew się nie spotkali. 
Pluskwy na nowo rozpoczęły opanowywanie świata. I tak jest do teraz. Bezpośrednią przyczyną tego sukcesu jest wzmożony ruch pasażerski między różnymi krajami i kontynentami i przewóz najróżniejszych dóbr, gdzie pluskwy mogły otrzymać wygodny schowek. Wystarczy aby jedna zapłodniona samica dostała się do nowego miejsca, aby w szybkim tempie zainfekowane zostało mieszkanie, wreszcie dom czy blok, a nawet cała dzielnica. Bo pluskwy rozmnażają się kazirodczo. Najważniejszą jednak sprawą było pojawienie się pluskwy domowej odpornej na stosowane środki owadobójcze. Kiedy wzięto sprawę na warsztat biologów molekularnych okazało się, że aż czternaście genów zmutowało zmieniając właściwości biochemiczne tych owadów. 
Pierwszą linią obrony przed insektycydami jest pogrubiony pancerz owada. Zewnętrzny szkielet chitynowy, pogrubiony, staje się nieprzenikliwą zaporą na preparaty kontaktowe chroniąc w ten sposób system nerwowy owada. Inne geny umożliwiły skuteczniejsze przekształcanie pyretroidów w metabolity nietoksyczne, a także przekształcające składniki czynne w postaci mało mobilne w organizmie. Wreszcie skuteczność tych przemian metabolicznych związana była z tym, że zatrucie pokarmowe, tak skuteczne w walce z innymi owadami, nie wchodzi tu w rachubę, ponieważ pluskwy żywią się krwią żywiciela, która z natury nie zawiera insektycydów. Zatrucie systemu nerwowego u owadów polega na tym, że pyretroidy dezorganizują kanały transportu jonów sodu do komórek nerwowych powodując niekontrolowaną generację sygnałów prowadząc do kompletnego paraliżu. Jeżeli preparat nie dochodzi do systemu nerwowego, nie może też być skuteczny w opanowaniu infekcji. 
No więc co robić. Chemików odpowiedź jest oczywista, dla nich - należy syntetyzować nowe środki owadobójcze. Dla pluskiew jest to podejście śmieszne. Chemik potrzebuje osiem lat dla przetestowanie każdego preparatu kosztem około 300 milionów dolarów. Pluskwa przez osiem lat spłodzi kilkanaście pokoleń, wszystkie będą piły krew, a wystarczy, żeby jeden osobnik spośród miliomów znalazł sposób na nowy preparat chemiczny, żeby cała robota była na nic. 
Inne podejście, bardziej perfidne, ale tym nigdy człowiek się nie martwił, to napuścić jedną formę biologiczną na inną. Być może uda się znaleźć jakieś pasożyty pluskiew i w ten sposób okiełzać ich inwazję. Tymczasem pozostaje się cieszyć, że pluskwy nie przenoszą zarazków chorobotwórczych na człowieka. Ale kto wie jak długo to potrwa?

inne notki o pluskwach:
życie homoseksualne pluskiew;
pluskwy w ataku;
pluskwobójca królowej.

[QZE11::011];[QEQ31::081]102;[QEQ32::124]208,9
[QHB13::138]9;[ QHB14-003]20,32,111,133-140,3
w sieci 20.4.2013; nr 3256


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter