Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3221

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                                                   

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Ambra, czyli duch zapachu. (2)
Opowieści i mity o ambrze.
(notka poprzednia)

Znane są przedziwne opowieści o pochodzeniu ambry przekazywane z pokolenia na pokolenie w grupach etniczny mieszkających nad morzami. 
Interesujące są wspomnienia pewnej dwudziestoletniej kapitanowej, Abby Jane Morrell, która w latach trzydziestych XIX w podróżowała ze swoim mężem przez trzy lata na południowych oceanach. 
W okolicach Papui kapitan kupił od miejscowych kilka kawałków ambry, pisze autorka. Z poprzednich podróży także przywoził ambrę i zawsze mu się to opłacała. Przy okazji Abby Jane Morell poznała wyobrażenia miejscowych o pochodzeniu tej substancji. Uważali, że jest to morski grzyb rosnący na dnie morza, przez starzenie się lub przez przypadek odrywa się od podłoża, wydobywa się na powierzchnię i twardnieje na słońcu. 
Inni twierdzili, że rośnie na skałach podmorskich, wymywany jest podczas sztormów i tak pojawia się na plażach, gdzie jest zbierany przez miejscowych. 
Uważano też, że jest to wosk lub plaster miodu, który wpadł do morza i uległ zmianom.
Najbardziej niezwykłe były opowieści wschodnich poetów. Głosili oni, że jest to żel powstały z łez świętych ptaków morskich, albo stwardniałe odchody tych ptaków. Dlatego zbierano ambrę z należytym szacunkiem (p. ilustr.). Przypuszczam, że lis nieprzypadkowo znajduje się na tej starej arabskiej ilustracji. 

Inni mieszkańcy wysp od których kupowano ambrę twierdzili, że tworzona jest przez insekty na dnie morza, gdzie gromadzi się latami. I zdarza  się,  że ptaki morskie się nią karmią nurkując. Wtedy ich dzioby więzną w mazi, ptaki giną i z czasem ulegają rozkładowi, a dzioby ich, jako trwalsze, tkwią w ambrze. Tak tłumaczono występowanie licznych dziobów podobnych do dziobów papug w bryłkach ambry. A potem wieloryby, jako że są żarłoczne, połykają tę masę wraz z zawartymi dziobami i tak pojawiają się dzioby w ich wnętrznościach. Potem jednak autorka zaczyna mylić ambrę z bursztynem, który także pływa po morzach i nie było w tym nic dziwnego. Bursztyn i ambrę uważano za odmiany jednej i tej samej materii, stąd nazwa ambergis (szary bursztyn). Tajemnicze pochodzenie tej substancji niewątpliwie podnosiło zainteresowanie nabywców, no i cenę. 
Oto bryłka ambry inkrustowana białymi dziobami. W którymś kawałku naliczono ich aż 18.000.

(p. notka następna)

u góry kaszalot
[QCB22::041p83-6;[QEQ31::095]6
w sieci 14.3.2013; nr 3221


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter