Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3205

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

                                                     

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Elektryczne piękno kwiatów.

Wiadomo, że kwiat to organ płciowy roślin z całym zapleczem propagandowym. Dotychczas wyróżnialiśmy trzy sposoby informowania potencjalnych amatorów na nektar czy pożywny pyłek. Zapach ma powiadamiać o kwiatach oczekujących na zapylenie z miejsc niewidocznych, w trawie czy za przesłoną. Kolor czy kontrast z otoczeniem ma informować na odległość w warunkach widoczności gdzie znajduje się kwiat, a jeszcze skuteczniej całe skupisko kwiatów. Wreszcie deseń czy wzór na płatkach i kielichu jest drogowskazem prowadzącym do celu z bliskiej odległości.
Ostatnio wykryto jeszcze jeden sposób informowania - jest nim pole elektryczne. 
Rośliny, więc i kwiaty w normalnych warunkach mają ujemny ładunek elektryczny. Pszczoły fruwając w powietrzu nabierają ładunku dodatniego. Kiedy pszczoła ląduje na kwiecie, następuje neutralizacja ładunków. Rośliny nie są na jakiś czas elektrycznie naładowane. (Obok pokazano kwiat, którego połowa posypana jest proszkiem do wykrywania ładunku, podobnie jak w kopiarkach kserograficznych, a druga połowa podana dla porównania.) 
Co komu z tego przyjść może? Otóż roślina nie jest zainteresowana by pszczoły składały wizyty kiedy kwiaty nie mają nic do zaoferowanie, kiedy nektar został wypity przez poprzednich wizytatorów. Informuje o tym uczciwie, bo nieuczciwość w tym przypadku nie popłaca. Zapraszanie do składania wizyt w kwiatach niczego nie oferujących jest dla roślin szkodliwe. A tak właśnie jest po wizycie pierwszej pszczoły. Pszczoły szybko nauczą się, że wizyt tam nie warto składać i roślina na tym traci. Więc kwiat bez oferty nie ma ładunku i pszczoły o tym wiedzą omijając puste kwiaty, ale tylko tak długo, jak długo ładunek nie zostanie zregenerowany, a więc nektar wróci na właściwe miejsce.
Pytanie zasadnicze, jak pszczoły dowiadują się o ładunku elektrycznym kwiatów. Przypuszcza się, że ciało owada pokryte włoskami reaguje na pole elektryczne przeciwnego znaku. To elektrostatyczne przyciąganie wyczuwane przez włoski informuje o stanie kwiatka. Po jakimś czasie, kilku czy kilkunastu minutach, roślina odtwarza dostępny zasób nektaru i uczciwie informuje o stanie rzeczy regeneracją pola elektrostatycznego. Na ładunek elektryczny kwiatów pozorowanych można pszczoły wytresować, co potwierdza poprawność hipotezy. 
Tak więc kwiaty o swoim istnieniu informują nie tylko barwą, deseniem i zapachem, ale także ładunkiem elektrycznym. O ile na zapach i barwę, przynajmniej w zakresie światła widzialnego dla człowieka, możemy i my reagować, to pola elektrycznego o tak niskiej intensywności nie jesteśmy w stanie wyczuć. Kwiat jest atrakcyjny dla owadów nie tylko zapachowo i kolorystycznie, ale także elektrycznie. 

A mnie ciągle niepokoi pytanie, czemu kwiaty są dla nas piękne. Czasem za piękne uważa się to, co wzbudza pozytywne odczucia, jest zapowiedzią czegoś dobrego. Tak więc z czysto biologicznego punktu widzenia piękno jakiejś rzeczy czy sytuacji podnosi szanse przeżycia czy pomnażania danego genu czy genomu.
Mając to na uwadze, kwiaty atrakcyjne są dla pszczół piękne. Zastanawiam się, jak to się stało, że organizmy takie jak owady i człowiek, choć na drzewie filogenetycznym ulokowane są na zupełnie odrębnych i odległych od siebie gałęziach, wyrobiły sobie te same kanony piękna.
Czemu nam się kwiaty podobają? Może po prostu dlatego, że ukwiecone pola, obsypane kwiatem drzewa są zapowiedzią wyżerki i warto w to 'piękne' miejsce wrócić jak z kwiatów powstaną owoce? 
Ale zupełnie nie rozumiem, czemu motyle są tak piękne. W swoim środowisku kontrastem mogą zapewne odstraszać potencjalnych łowców. Ale dlaczego ludziom, motyle barwne, im bardziej barwne, tym bardziej się podobają?

u góry trzmiel w akcji, w tle Anemone nemerosa
[QZE10::157];[QEQ30::097]8;[QEQ29::190]
w sieci 25.2.2013; nr 3205

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter