Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3199

 

 

 

 

Jedno zdumienie dziennie...

  zestawienia tematyczne 

.

Nepotyzm wśród roślin.

Nepotyzm jest dosyć pospolity wśród zwierząt, pospolity bardzo wśród polityków Homo sapiens. Trudniej sobie wyobrazić coś podobnego do nepotyzmu wśród roślin. A jednak..

O tym, że rośliny mają sposoby na porozumiewanie się między sobą wiadomo od dawna, choć mówi się o tym tylko półgębkiem. O sprawach tych mówiono nazywając je naróżniejszymi nazwami: promieniowanie mitogenetyczne, fitoncydy, lotne substancje bioaktywne, atmowitaminy, fitoaleksyny,  marazminy, koliny czy po prostu antybiotyki. We wszystkich przypadkach chodziło o to, że rośliny nie tylko siedzą w glebie żyjąc z powietrza i słońca, ale czynnie na swoje otoczenie reagują i starają się na nie wpływać. 
Ale to jeszcze nie nepotyzm, czyli 'trzymanie sztamy' i popieranie swoich. 
Bliżej nepotyzmu jest wspieranie własnego gatunku, w sumie chodzi tu a zabezpieczenie przetrwania własnego zestawu genowego. Znane są przypadki, że rośliny zaatakowane przez roślinożerców, jak np gąsienice zjadające liście czy niszczone przez zające wysyłają sygnały alarmowe, w wyniku których rośliny sąsiednie reagują metabolicznie syntetyzując w pośpiechu substancje obronne obrzydzając konsumentom ich zapędy. 
Ale to także nie jest nepotyzm, który definiujemy jako faworyzowanie krewnych i przyjaciół z poszkodowaniem obcych. 
Ostatnio ogłoszono wyniki badań z których wynika, że prawdziwy nepotyzm istnieje wśród roślin.

Grupa amerykańskich i japońskich biologów przez kilka lat badała wpływ uszkadzania roślin na odporność na uszkodzenia innych roślin rosnących w sąsiedztwie. 
Badania prowadzono na populacjach byliny trójzębnej
(Artemisia tridentata) z rodziny astrowatych. Do rodziny tej należy także pospolity u nas piołun (A. absinthium) i szereg roślin znanych z zasobności w olejki eteryczne, stąd ich zastosowanie w medycynie ludowej niezależnych od siebie kultur. Rośliny z tej rodziny znali doskonale i stosowali Indianie północnoamerykańscy jak i Słowianie od niepamiętnych czasów. 


Bylica trójzębna (Artemisia tridentata)

Doświadczenie ustawiono w ten sposób, że najpierw wyhodowano liczną populację 'krewniaków' przez klonowanie, populacje to hodowano osobno, by potem zestawiać je w jednym pomieszczeniu albo z 'krewniakami', albo z rolinami tego samego gatunku, ale nie spokrewnionymi z klonami. Kilkuletnie badania wykazały, że uszkadzanie jednych roślin (przez odcinanie liści) zawsze prowadzi do podniesienia zawartości czynnych składników lotnych, jednak 'krewniacy' byli zawsze mobilizowani bardziej intensywnie w porównaniu do 'obcych'. Jakby sygnał zaadesowany był do 'swoich'. Reakcje mobilizowania składników czynnych w odpowiedzi na atak sąsiadów znamy z wielu badań. Roślina zaatakowana przez pasożyta, np przez gąsienice powiadamia o tym inne rośliny, które w odpowiedzi na sygnał przestawiają swój metabolizm podnosząc w ten sposób zawartość substancji chroniących. W przypadku omawianej byliny trójzębnej są to l-kamfora (40%), pinen (20%), cibol (7%), metakroleiny, terpinen (12%), oraz d-kamfora, seskwiterpenoidy, i in. Wszystko to są dosyc lotne związki chemiczne i odznaczają się aktywnością bakteriobójczą czy bakteriostatyczną. Dla zwierząt roślinożernych są to właściwości niemiłe, ponieważ ich proces trawienny zależny jest od symbiotycznej mikroflory. Ten skład chemiczny substancji lotnych i zależność metaboliczna od symbiontów wyjaśnia mechanizm współdziałania roślin w obronie przed szkodnikami. Roślina zaatakowana wysyła lotny sygnał, inne rośliny to 'wywąchają', przestawiają swój metabolizm (czasem przeciągu minut) i alarm uruchomiony. 
Nie wyjaśnia to jednak w żaden sposób omawianego tu nepotyzmu. Autorzy badań też dosyć niejasno wyrażają się na ten temat. 
Można jedynie wyobrażać sobie, że poszczególne klony różnią się między sobą proporcjami substancji czynnych. Ale odbiorca sygnałów musiałby być niezmiernie wybiórczy i rozróżniać emanacje lotne bardziej precyzyjnie niż smakosze win odróżniający np roczniki produkcji tej samej marki wina. 

Wygląda na to, że powoli rodzi się coś w rodzaju psychologii roślin. Rośliny mają swoje wzory zachowań, wysyłają sygnały, reagują na sygnały nie tylko środowiska, ale i innych roślin. Dochodzi do tego, że odróżniają krewniaków (nie mają krwi, rolę tę spełnia floem, więc może 'floemiaków'?). W sieci jest kilka wzmianek o 'plant psychology', ale są to rzeczy niezbyt poważne, lub po prostu błędy typograficzne. 
Ostatnio jednach w Googlach pojawiło się hasło "Plant Psychology at Florida State University". 
Na Googla! - pomyślałem sobie, placówka uniwersytecka psychologii roslin! Niestety, okazało się, że to pani dr. Ashby Plant jest kierownikiem Zakładu Psychologii nie mającego nic wspólnego z roslinami. 

u góry 'igła' kauri z podwórka
[QZE10::152];[QEQ29::299];[QEQ30::039]40,43,46-50
w sieci 17.2.2013; nr 3199

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter