Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3198

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Najstarsza pieśń miłosna.

Nie było jeszcze walentynek, a nasi przodkowie przemykali się w ubogim poszyciu  jurajskich lasów łowiąc owady i pustosząc gniazda jurajskich dinozaurów, a była już pieśń miłosna. 
To samce prymitywnych koników polnych (katydid) śpiewały samiczkom 165 milionów lat temu w jurajskim buszu. Informowały w ten sposób potencjalne partnerki o swoim pobycie i gotowości do miłosnych zabiegów. Samiczki, jak i teraz, oceniały czy wybrać czy też zlekceważyć i postępowały odpowiednio. (Serce owadów nie jest sercowate, ma zupełnie inną budowę anatomiczną, ale zostawmy to specjalistom od ewolucji miłości.)
Nie było wtedy magnetofonów ani reporterów, skąd więc ta pewność. Dzięki niezwykle precyzyjnie zachowanym skamielinom udało się odtworzyć budowę anatomiczną skrzydeł katydid, skonstruować model tzw narządu strydulacyjnego i posłuchać zalotów Archaboilus musicus, bo tak nazwano owego muzykanta. Koniki polne (i wiele innych owadów) wydają dźwięki przez pocieranie jak gdyby grzebyków o pasujące do nich grzebyki na drugim skrzydle. Na zdjęciu obok widać fragment skrzydełka, a nim jakby ślad pojazdu gąsienicowego. To właśnie jedna część tego narządu. Budowę narządów strydulacyjnych naszego muzykusa porównano z z analogicznymi narządami obecnie żyjących 59 gatunków katydidów. To pozwoliło na scharakteryzowanie pieśni. Katydidy wydawały dźwięk o stosunkowo niskiej częstotliwości 6,4 kHz złożony z fraz o długości 16 milisekund. Można to posłuchać tu: 
http://blogs.discovery.com/files/video_s1-3.m4v 
(ok. 4 Mb, ale trzeba mieć zainstalowany AppleApplication Support)
Dźwięk o tej częstotliwości dobrze rozchodził się w tak zadrzewionym środowisku. Oczywiście samce narażały się swoim śpiewem podsłuchującym amatorom pożywienia, ale taki już jest los wszystkich samców od początku świata.

 

 


Oto pejzaż z tamtych czasów. Nie ma drzew liściastych ani iglastych, 
nie ma kwiatów, ton nadają olbrzymie gady (pewnie tu sztucznie zagęszczone),
 a jeśli ssaki są, to tak małe, że w takim ujęciu fotograf ich nie widział. 
Zresztą prowadziły pewnie nocny tryb życia. 

[QZE10::148];[QEQ29::294]6
w sieci 14.2.2013; nr 3098

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter