Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIV; No 3193
Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

a

 

 

.

 

 

 

Jedno zdumienie dziennie..

.
 

Co za naród!
Z takim narodem niczego nie da się 'załatwić'.

Wczoraj byłem w pobliskim centrum handlowym po bieżące zakupy. Nakupowałem to i owo, wyszedłem na parking, a samochodu nie ma. Kręcę się jak baran z torbami w ręku, zataczam coraz większy krąg wśród setek samochodów. Już myślałem żeby zgłosić na policję, kiedy zobaczyłem, że pewna starsza pani gapi się na mnie. Pomyślałem, może podejrzewa mnie że szukam auta żeby okraść, grzecznościowo uśmiechnąłem się i bąknąłem, że się zgubiłem. A ta pani, bez dania racji, pyta mnie gdzie parkowałem. Ja klaruję, też przez grzeczność, że wjechałem z ulicy, skręciłem w lewo, potem jeszcze raz w lewo a potem w prawo i znalazłem wolne miejsce, ale samochodu nie widzę. A ona: jaki kolor, jaki numer rejestracyjny? Odruchowo odpowiadam, kremowy WSI (mam WS1, ale WSI lepiej brzmi). A ona nic, tylko zaczęła obchodzić parking. A ja kręcę się dalej dupowato*). Po chwili podchodzi druga, ruda, te same pytania i rusza w poszukiwania. A ja kręcę się dalej jak dupa. Po kilkunastu minutach słyszę 'jest!', i widzę machanie ręką z dala. Był, tylko w innym miejscu, jakieś 200 m dalej po jeszcze jednym zakrętasie. Głupio mi się zrobiło, podziękowałem, popukałem się w czerep w charakterze, jaki to ja baran. A panie po prostu wsiadły w swoje maszyny i pojechały. 
Paręnaście dni temu zamknąłem samochód razem z kluczami. I podobna sytuacja. Piękna Wietnamka z sąsiedniego samochodu podała mi swój klucz, może pasuje. Nie pasował. Podszedł jakiś facet i mówię co i jak, ale jestem członkiem Pomocy Drogowej. A ten nic, łapie za komórkę i dzwoni. Zanim się dodzwonił, druga panienka podeszła, za chwilę przyniosła swój kluczyk do mazdy. Pasował! Powiedziałem jej, że następnym razem w takim przypadku od razu do niej się zgłoszę. A ona nic, tylko odjechała pełna radości. Facet znikł, nawet nie zdążyłem podziękować. 
A dziś, wracam z miasta, na drodze policja zatrzymuje samochody, podtykają pod nos aparacik i pytają o nazwisko. Tak sprawdza się tu amatorów jazdy na bańce. Kiedy odczytał coś tam, ja do niego, co, szukacie alkoholu? Mam w bagażniku, czy masz ochotę? A on nic, popatrzył tylko, podziękował, jedź do domu i wypij tam, poradził. Myślałem, że się obrazi, wylegitymuje (tu nie trzeba mieć dowodu, ale prowadzący pojazd musi mięć prawo jazdy przy sobie). A on nic, kiwnął na odjazd, i nic...

Przyjechałem do domu i powiedziałem sobie głośno - 
co za naród, k..wa, oni nie mają najmniejszego pojęcia o prawdziwym życiu. Z takimi, k..wa, to niczego nie da się 'załatwić', nawet oszukiwać głupio...

I wyszedłem na werandą podsypać nieco nasion dla ptaków. Może nawet więcej niż zwykle... Macie, moje robaczki, jak mawiała moja babcia, nie wam będzie na zdrowie..

------------------------

A po dłuższym czasie, już w domu, przypomniałem sobie że, mam w komputerze list od pewnego Polaka mniej więcej taki: Jak, k..wa nie odwołasz oświadczenia, że ja fałszowałem dokumenty, to ja, k..wa, prześlę na policję nagranie rozmowy z twojego biura, podczas której namawiałeś mnie do podłożenia bombki. Miałem magnetofon w kieszeni!
Na szczęście facet posiedział nieco tu, potem go deportowali na resztę odsiadki. Pewnie od razu wyfrunął na wolność. Do NZ ma wstęp wzbroniony.
I druga zadra. Była tu taka rodzinka, nawet z dobrymi referencjami nauczycielskimi. Popadli w tarapaty finansowe. Skamłali, uległem, dałem pożyczkę bezprocentową, bez podpisywania czegokolwiek. Honorowo. No i znikli i zatarli za sobą ślady... 
Niestety, jest jeszcze parę innych bardzo przykrych przypadków. O wyż. wym. i innych napiszę kiedyś bardziej szczegółowo.
Trzeba o tym wiedzieć i mówić w Polsce. Nie ma nic gorszego dla opinii kraju, jak nieuczciwi emigranci. 

*)Wypada zaznaczyć, że wcale nie jestem taki dupowaty i nie dupowato wyglądam. Nawet przylać potrafię. Nie tak dawno przepędziłem włamywacza (irańskiego pochodzenia) kopniakiem...

[QZE10::140]
w sieci 7.2.2013; nr 3193

 
.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter