Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 3160

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 
.

O podzielności ojcostwa.

W naszych kręgach kulturowych przeświadczenie, że ma się jedną matkę i jednego ojca, że nie można być trochę w ciąży i że jedno dziecko nie może mieć więcej niż jednego ojca jest czymś oczywistym i nie podlegającym dyskusji. Wprawdzie biologiczne uzasadnienie pojedyńczości zapłodnienie ma zaledwie nieco ponad sto lat, zakorzeniło się to w naszej psychice od niepamiętnych czasów, właściwie irracjonalnie. 
Nie wszędzie jednak tak jest. Indianie Ameryki Południowej, od Boliwii do Wenezueli uważają, że można być trochę w ciąży. Dziwnie wygląda sprawa ojcostwa. Pewien antropolog zajmujący się życiem rodzinnym plemienia Ache prześledził stosunki rodzinne 321 osób i stwierdził, że mają one ponad 600 ojców. Jak to możliwe?
Ludzie wszystkich ras kojarzą zajście w ciążę z obcowaniem płciowym pewnie od setek tysięcy lat. Dawne doniesienia, że pewne ludy pierwotne nie widziały tego związku przypisać trzeba brakowi porozumienia między białymi wędrowcami a ludźmi różnych kultur i ras. Sprawa bycia w ciąży a ojcostwo to dwie różne rzeczy. Dojrzała kobieta żyjąca normalnym życiem w danej społeczności, a więc utrzymujący stosunki płciowe jest stale, choć czasem tylko trochę w ciąży. W wyniku kontaktów seksualnych nasienie akumuluje się łonie stopniowo tworząc płód. Dodatkowy dopływ nasienia powoduje coraz lepszy jego wzrost i rozwój a przerwa w życiu seksualnym w czasie ciąży powoduje spowolnienie rozwoju płodu lub zatrzymanie. Tak więc każdy z partnerów kobiety ma swój udział w ojcostwie. U Ache wyróżnia się cztery typy ojców:

Miare
Peroare 
Mumboare
Bykuare 
ojciec, który włożył
ojciec, który zamieszał
ojciec, któremu wyciekło
ojciec, który dostarczył samą esencję dziecku

Mówimy o podzielności ojcostwa - partible paternity. Oczywiście matka, której z natury rzeczy zależy na dobru dziecka dobierać będzie ojców o najwyższych kwalifikacjach, wybierze więc najsprawniejszego łowcę, najlepszego gawędziarza, najbardziej przystojnego, najmocniejszego, itp, w zależności od własnych upodobań i skali wartości plemiennych. W wyniku tego wartości przekazywane genetycznie uzupełnione są wartościami społecznymi, także przekazywane z pokolenia na pokolenie, tyle że drogą pozagenetyczną. 
W ten sposób dziecko zapytane o ojca, gdyby to przenieść na nasze warunki odpowiedziałoby - Felek spod Lasa, Franek z Bagna, Julek ten od Bydła i Jacek ten ze Stodoły. 
Dzięki temu nie ma w plemieniu bastardów, bękartów, dzieci nieślubnych, sukinsynów, czy innych s..synów. Dzięki temu też dzieci mają zapewnione lepsze warunki materialne, nie ma też dewastacyjnych skutków sieroctwa. 
Co ciekawe, takie rozumienie istoty ojcostwa wspólne jest dla plemion, które od tysięcy lat nie miały żadnych kontaktów obyczajowych ze względu na izolację geograficzną. Można tu wymienić kilkadziesiąt plemion z tego regionu, w tym znajdą się też Yanomami, dosyć szczegółowo badani ze względu na wiele innych interesujących cech etnograficznych. Co więcej. Takie rozumienie ojcostwa nie ogranicza się do kontynentu amerykańskiego. Podobną interpretację ojcostwa wyznają także plemiona o zupełnie innej genealogii, jak na przykład lud Lusi z Papui Nowej Gwinei. Nawet współcześni młodzi Lusi, mający już pojęcie o rozmnażaniu, uważają posiadanie kilku ojców za coś zupełnie normalnego. Podobne zresztą co do skutków społecznych są plemiona poliandryczne w Azji Południowo-Wschodniej. 

Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie, którym z ojców jestem i odpowiednio spełniać ojcowskie obowiązki o kombinacje z doszukiwaniem się 'prawdziwego' ojcostwa przy pomocy DNA nie mają społecznego sensu. Oczywiście konstruowanie genetycznych drzewek genealogicznych czy dynastycznych traci w tych warunkach sens. 

Przy okazji warto zauważyć, że fakt penetracji komórki  jajowej przez jeden plemnik tylko plemnik przyjmowany jest nieco 'na wiarę', a w każdym molekularny mechanizm tego zjawiska nie jest jasny. 
Jak to się dzieje, że komórka jajowa, otoczona zgrają plemników powiada po przyjęciu jednego z nich, wszystkim pozostałym powiada 'wejścia nie ma'? Jaka jest istota tego sygnału?
Nie mogę dopatrzyć się odpowiedzi na to pytanie. 

 u góry symbol płodności Kokopellis
[QZE10::023];[QRE04::053]p89-91;[QEQ27::121]2,3
w sieci 23.12.2012; nr 3160

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter