Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 3128

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Witraże średniowiecznej Anglii i Francji.

Udostępniono piękną książkę w internecie:

 

Witraże
Średniowiecznej Anglii i Francji

malował
Lawrence B. Saint

opisał 
Hugh Arnold

wydawca: Adam and Charles Black

Londyn, Soho, 1913

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Matuzalem
Canterburry
XII w.

Jest to piękny przegląd sztuki średniowiecznego witrażownictwa w świątyniach Anglii i Francji.
W kilkunastu rozdziałach przedstawiono poszczególne okresy i style zilustrowano pięćdziesięcioma pięknymi obrazami. Oczywiście to obrazy ręcznie malowane. W początku ubiegłego wieku nie można było posługiwać się fotografią w takich sprawach. 
Jest też krótki wstęp techniczny. 
Kawałki kolorowego szkła odpowiednio przycięte do z góry zaprojektowanej układanki spajano ołowiem. Kolorowe szkło wytwarzano z masy szklanej z dodatkiem soli różnych metali. Z takiej masy szklanej wydmuchiwano duży balon, rozcinano go i warstwę szklaną rozkładano na płycie pozostawiając do stwardnienia. Nie jest to malowane szkło, jakby można wnioskować z angielskiej nazwy. Szkło w całej masie jest kolorowe. Sposób uzyskiwania efektów barwnych był często strzeżoną tajemnicą szklarzy. Cienie i szczególy rysunku uzyskiwano nanosząc na powierzchnię szkła podstawowego cienkie warstwy innego szkła w dosyć skomplikowany sposób. Otóż łatwo topliwe szkło (o niższej temperaturze zmiękczania od szkła podkładowego) mielono i mieszano z solami srebra. Taką papką rysowano wzory
na gotowym zestawie szkła podstawowego, wsadzano do pieca i wypalano. W ten sposób na Na szkle podstawowym powstawała druga cienka warstwa szkła o odcieniach brązu lub żółcieni. 

Mozaika z kawałków szkła, często wielkości kilku centymetrów składała się z setek fragmentów, bo otwory okienne były olbrzymie wobec braku sztucznego oświetlenia. Mozaika taka była dosyć elastyczna. Silne wiatry łatwo ją wciskały do wnętrza jak płótno żagla wydymane jest przez wiatr. Z tego powodu duże witraże łatwo mogłyby ulec zniszczeniu. Dlatego cały witraż wsparty był kratownicą lub poprzeczkami żelaznymi które wkomponowywano w zarys obrazu. 
Witrażownictwo ówczesne nie było sztuką w samą dla sobie. Zawierało zwykle treści religijne, ale było elementem architektonicznym budowli. Stąd nawy kościelne czy kaplice z witrażami zachwycają wspaniała harmonią architektury i obrazu dając równocześnie niesamowitą grę barw w świetle słonecznym. 
Warto wspomnieć, że witraże pod względem technicznym były kontynuacją okien gomółkowych. Kawałki szkła, często odpadki w trakcie produkcji montowano w drewniane lub metalowe ramy i wstawiano w otwory okienne, co zastępowało bardziej prymitywne okna wykonane np z pęcherza. 

Książka jest pięknym przeglądem sztuki średniowiecznego witrażownictwa przede wszystkim w ówczesnych świątyniach. Oto jeszcze parę przykładów:


Arcybiskup Canterburry
wiek XV


Mikołaj Blackburn z żoną (najwyraźniej uczoną)
York
Kosciół Wszystkich Świętych


Aniołek (na smutno)
Witraż rozetowy
Transept w St. Queen's, Rouen

Całość można sprowadzić z sieci a adresu: 

http://www.gutenberg.org/files/41370/41370-h/41370-h.htm

(obj: 338 kb tekst + 3.9 Mb ilustracji z odsyłaczami do większych wymiarów.)

-----------------------------------------------

Szkoda, że witrażownictwo jako hobby zamiera a witrażownictwo techniczne rzadko stanowi sztukę. Zetknąłem się kiedyś z jednym wspaniałym witrażownikiem amatorem. Mieszkał w lesie, grał na flecie, wypalał piękne witraże z motywami roślinnymi, a na codzień wykładał fizjologię roslin na Uniwersytecie Harwarda i dyrektorował leśnej stacji doświadczalnej. Mówię o profesorze Martinie Zimmermannie, autorze wielu podstawowych książek z zakresu fizjologii i anatomii roślin drezwiastych. Zmarł kilka lat temu. Był to niezwykle otwarty i przyjazny człowiek. Kiedyś zwiedzałem Uniwersytet i jego stację. Zaprosił mnie do siebie na kolację. Kiedy wszedłem do jego domu, akurat grał na flecie. Nie przerwał koncertu bez słuchaczy. Po kolacji powiedział mi swój warsztat a potem powiedział, jutro możesz wziąć łazika i pojeździć po lesie i okolicach. Co też zrobiłem. Wyniosłem stamtąd przekonanie, że umiłowanie sztuki to piękna cecha charakteru. 

[QZE10::078];[QCB48::042]41,361,419,451
w sieci 18.11.2012; nr 3128

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter