Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 3113

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Epidemia nieobecności pasożytów.

Tytuł wygląda na pomyłkę. Na ogół mówi się o epidemii pojawienia się i niebezpiecznego rozprzestrzeniania się czegoś, jakiegoś pasożyta czy patogena. Jednak to nie jest błąd. Brak czegoś w otoczeniu może też mieć znamiona i skutki epidemii. 
Wiele milionów lat współżycia z mikroflorą środowiska, z mikroflorą wewnętrzną oraz innymi pasożytami, współżycia na dobre i na złe, to ewolucyjny fakt. Przerwanie tego współżycia, czy to przy pomocy medycyny lub zmiany pożywienia oznacza istotne zachwianie równowagi. Zwykle chodzi o to, żeby było na dobre dla ludzi, a na złe dla pasożytów. Czy zawsze musi być tak i w jakim stopniu równowaga może być czymś optymalnym? Warto się nad tym zastanowić. 
W przeciągu ostatnich dziesięcioleci niektóre choroby zostały opanowane albo ich występowanie sprowadzone prawie do zera. Wymienić tu można gorączkę reumatyczną, odrę, swinkę, których częstotliwość występowania zmalała trzydziestokrotnie a nawet pięćdziesięciokrotnie w ciągu ostatnich 40 lat ubiegłego wieku. W znacznym stopniu opanowano też cukrzycę typu A oraz gruźlicę (z pewnymi nawrotami). Równocześnie jednak szalenie wzrosła częstotliwość występowania chorób autoimunizacyjnych, kiedy to organizm atakuje sam siebie z różnymi chorobliwymi skutkami. Wymienić tu trzeba chorobę Crohna (wzrost czterokrotny), astmę, stwardnienie rozsiane, cukrzycę typu 1 (wzrost trzykrotny i rosnący), najróżniejsze uczulenia pokarmowe, gorączkę sienną, i szereg innych. Autyzm jest także związany z zaburzeniami systemu odpornościowego a liczba osób z przejawami autyzmu rośnie lawinowo. Choroby te nie są spowodowane jakimś specyficznym patogenem, nie są zakaźne, niemniej rozprzestrzeniają się epidemicznie. 
Dla miliardów bakterii które nas otaczają, a także mieszkają w nas i na nas, nasze ciało jest atrakcyjnym pokarmem. Ale też trzeba pamiętać, że bez nich nasze życie byłoby niemożliwe, a najważniejszą sprawą jest utrzymanie ich w ryzach. Funkcję tę spełnia skomplikowany mechanizm obronny w którym podstawową rolę mają tzw limfocyty T (komórki T, nazwa pochodzi od grasicy - thymus - gdzie dojrzewają po powstaniu w szpiku kostnym). Limfocyty T są nośnikami pamięci odpornościowej. 
Istota rzeczy polega na tym, że rodzimy się niedostatkiem regulatorów obronnych. W pierwszym okresie życia organizm musi się skontaktować z czynnikami regulującymi aby się odpowiednio ustawić, skalibrować. System obronny musi się nauczyć na co i jak reagować. Niewykalibrowany system obronny pozostaje zdezorientowany, nie potrafi rozeznać co jest szkodliwe potencjalnie, a co nie, i wtedy gotów jest atakować swoje własne komórki. Jest jakieś dwadzieścia typów ekspozycji regulujących. Niestety, obecnie prawie wszystkie są zlikwidowane lub wyciszone przez medycynę, pożywienie bezbakteryjne i brak kontaktu z naturalną florą bakteryjną otoczenia. 
Dobrym przykładem jest gruźlica powodowana prątkiem (Mycobacterium tuberculosis). Towarzyszy nam co najmniej od 60.000 lat, od czasów afrykańskich. Ale epidemią stała się dopiero dopiero w początku XVIII wieku, równocześnie z nastaniem powszechnej urbanizacji i eksplozji populacyjnej, no i dotyczyła głównie środowisk miejskich. W przyrodzie, w glebie istnieje wiele mycobakterii zupełnie nieszkodliwych dla człowieka. Zetknięcie się nimi uodparnia organizm na inne mykobakterie i prątek gruźliczy zostaje wykryty, przestaje być groźny. Po bardzo skutecznym opanowaniu gruźlicy obserwuje się obecnie wzrost zachorowalności, a te nawroty to skutek zmagania się medycyny z samym prątkiem i jego zdolności mutacyjne, ale to już inna historia. 
Źródłem ekspozycji pierwotnej, odpowiedzialnej za wytworzenie systemu odpornościowego była gleba, kontakt z nawozami i zwierzętami, no i pokarmy często wytwarzane z wykorzystaniem. Te czynniki teraz znikły. Z glebą faktycznie dzieci się nie kontaktują, pokarmy, szczególnie te szybkożerniowe (fastfoodowe) są sterylne, pełno w nich soli, cukru i tłuszczu, składników niesprzyjających rozwoju mikroflory. Jak długo można trzymać hamburgery na stole zanim zaobserwujemy pierwsze pleśnie? Nawet zwierzęta domowe nie zawierają bakterii mogących kalibrować odporność u dzieci.

Ciekaw badania przeprowadzili badacze szwedzcy zaraz po zawaleniu się żelaznej kurtyny. Porównali częstotliwość występowania alergii w Szwecji i Estonii. Mieszkańcy tych krajów mają  zbliżone upodobania pokarmowe, ale zdecydowanie inną ekspozycję na bakterie glebowe i pokarmowe ze względu na sytuację ekonomiczną. Stwierdzili, że alergie w Estonii były trzykrotnie rzadsze. 
Inny interesujący przykład to Sardynia. Panowała tam malaria, ale miejscowi mieszkańcy uodpornili się na malarię w wyniku ekspozycji na zarazki przez wiele pokoleń. Kiedy malarię opanowano środkami owadobójczymi, rozszalały się schorzenia autoimmunogenne. Wyspa bije rekordy w zachorowalności na cukrzycę typu 1, a także na stwardnienie rozsiane. 
Osobny problem to rola życia płodowego. Wprawdzie do płodu nie przenikają bakterie, ale dochodzą doń sygnały odpornościowe od matki. A te bywają coraz bardziej ograniczone. Pierwszy kontakt z florą bakteryjną zachodzi w kanale porodowym. Stąd wynikają zapewne różnice w systemie odpornościowym dzieci rodzonych sposobem naturalnym w porównaniu do tzw cesarki. 
Jednym słowem nadmierne oczyszczenie otoczenia i samego organizmu z mikroorganizmów jest szkodliwe, ponieważ nie pozwala na wytworzenie mechanizmów obronnych pozwalających na odróżnienie co należy do ciała żywiciela, a co jest niebezpiecznym intruzem. System odpornościowy pozostaje niewykalibrowany, nieprzygotowany do skutecznej obrony. (p. też tu

[QZE10::010];[QEQ22::222];[QEQ25::192]b,3,4
w sieci 5.11.2012; nr 3113


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter