Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 3016

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

Jak zostałem multimilionerem w przeciągu kilkunastu godzin.

Omal nie oszalałem ze szczęścia kiedy w przeciągu dwóch dni stałem się nagle multimilionerem. 
Zaczęło się dosyć skromnie. Heineken, uznając, że czasem funduję sobie skrzyneczkę ich piwa, przyznał mi losowo 500.000,00 £. Wedle kursu na dzień dzisiejszy odpowiada to 2.648.785,17 zł. W porównaniu do innych polskich nadzianych to drobiazg, ale oni mają to za ciężką pracę, a ja z przyznania ślepego losu. Skrzętnie wypełniłem odpowiedni formularz i wysłałem jak trza. 
Jakie było moje zdumienie, kiedy za kilka godzin powiadomiono mnie, że we Free Sweepstakes program w ramach Luckyday lotto padła na mój adres wygrana 1.700.000,00 €, na nasze to 7.106.479,24 zł. Siedem milionów piechotą nie chodzi. Wypełniłem odpowiedni formularz, podziękowałem, wysłałem. 
Zbaraniałem kompletnie, kiedy za kilka następnych godzin powiadomiono mnie, że Global E-Services Reward Program wylosował na mój adres e-mailowy nagrodę w wysokości 2.500.000,00 US$. Cóż, nie było co się zastanawiać, to przecież 8.539..401,97zł. Chociaż już miałem zarobione prawie 10 milionów złociszów, nie było co marudzić, dorzuciłem jeszcze te 8,5 miliona. 
Ale kiedy za następnych kilka godzin nowozelandzki Urząd Podatkowy poinformował mnie, że należy mi się zwrot podatku w wysokości 988,50 NZ$ (= 2.679,86 zł), podziękowałem oświadczając, że jałmużny nie przyjmuję. Po chwili jednak pomyślałem, że te dwa tysiączki też coś warte i powiadomiłem Urząd Podatkowy, że przyjmuję. Żeby nie latać po bankach, niech wyślą faksem dziewięć studolarówek, resztę mogą zachować dla siebie.  
Statystycznie rzecz niewyobrażalnie rzadka. W tak krótkim odstępie czasu z tak rożnych niezależnych źródeł losowe wygranie 18.297.346,24 zł to trafienie jedno na wiele setek miliardów przypadków. A jednak to fakt. W przyrodzie już tak jest. Co może się zdarzyć, co nie jest niemożliwe, to kiedyś się zdarzy. I widocznie się zdarzyło.
I pomyśleć, że tacy Kulczykowie, Kwaśniewscy, czy inni pracowici politycy na głupi milion pracować muszą ciężko kilka dni, a ja mam to w przeciągu kilkunastu godzin..
No cóż, głupi mają szczęście. Tymczasem siedzę nad katalogami i zastanawiam się co by tu kupić. Samochód mam, dom też, no i jest kłopot. Trzymać taką forsę, to narażać się na nie wiadomo co. Ale już wiem. Niedaleko jest taki sklepik z ciastkami, pracuje w nim prześliczna kambodżanka. Sprzedaje ciastka po 1,80 NZ$ za sztukę. Wystarczy akurat na 10.000.000 ciasteczek. Ciekaw jestem jakie zrobi oczy... Resztę zachowam na czarną godzinę.

PS
To nie żaden wymysł. Taką korespondencję e-mailową otrzymałem i zachowałem na pamiątkę. Na przekazy bankowe ciągle czekam, w międzyczasie otrzymałem dodatkowo szereg formularzy do wypełnienia na temat moich kont bankowych, kart kredytowych, kodów, itp. Tymczasem zbieram dane. 

Uzupełnienie 12.7.2012:
Jak by tego było mało, dziś wygrałem znowu 1.000.000,00 € (4.193.925,97 zł!). To włoska firma loteryjna robi mnie szczęściarzem. Poprzednio byli to Anglicy, Amerykanie i Niemcy. Płatność bezwarunkowa, tylko potrzebny numer konta, pin-number i dane osobiste, paszport, prawo jazdy, ubezpieczenie, itp. Oszaleję z tego szczęścia..

Uzupełnienie 2 21.7.2012:
Ja oszaleję z nadmiaru szczęścia! Dziś najpoważniejsza instytucja amerykańska, samo FBI powiadamia mnie, że należy mi się 800.000 US$ . Odebranie ich uratuje szereg urzędników, którzy chcieli należną mi sumę zdefraudować! Oczywiście mogę się na to zgodzić. Wysoko sobie cenię dobrp USA. Dla uproszczenia procedury, jak w przypadku Urzędu Podatkowego NZ poleciłem FBI, żeby pobrali w moim imieniu tę sumę w postaci 100.000 dolarówek i przesłali mi faksem. Czekam na przesyłkę. A wyżej wspomniana panienka z ciastkarni będzie miała następne zlecenie dodatkowo wyprodukowania kilkaset tysięcy khmerskich ciastek. 
Aha, byłbym zapomniał. Wczoraj pewien śmiertelnie chory na raka internauta powiadomił mnie, że koniecznie chce mi przekazać kilka milionów twardych na cele dobroczynne. Mam dosyć tej biurokracji i wskazałem mu adres naszego proboszcza. Polak, będzie pewnie wiedział co z tym zrobić. Pewnie nie pójdzie do Khmerki. 

[QZE09::149];[QEQ20::019]244;[QLE16::034]
w sieci 11.7.2012; nr 3016

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter