Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 3005

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

.
   
 

Polska 1885 oczyma amerykańskiego podróżnika.
1. wrażenia. 

Bardzo interesującą książkę znalazłem w popularnej bibliotece internetowej Gutenberga (też do ściągnięcia w formacie htm). 

DUE NORTH
OR
GLIMPSES OF 
SCANDINAVIA AND RUSSIA

BY

MATURIN M. BALLOU

AUTHOR OF "EDGE-TOOLS OF SPEECH," "DUE SOUTH; OR, 
CUBA, PAST AND PRESENT," "GENIUS IN SUNSHINE AND 
SHADOW," ETC
.

Only that travelling is good which reveals to me the value 
of home, and 
enables me to enjoy it better.—Thoreau.

BOSTON
TICKNOR AND COMPANY
1887

 

Jest to opis podróży Maturina M. Ballou (1820-1895), znanego swego czasu amerykańskiego podróżnika, autora książek i publicysty. Razem opublikował 242 prace, z tego ponad 6.200 znajduje się jeszcze w światowych zasobach bibliotecznych (wedle katalogu światowego).
Podróżował po wielu krajach świata wszystkich kontynentów, a w roku 1887 opublikował wrażenia z podróży do Europy, gdzie zwiedził Danię, Norwegię, nieco Szwecji, a przede wszystkim Rosję i jej prowincję - Polskę. Pomińmy kraje skandynawskie i Rosję, o której władcach autor miał wielce pozytywną opinię. Bardzo przychylnie wyraża się o carze Aleksandrze III, o reformach szkolnictwa, sądownictwa, złagodzeniu cenzury. 
Ostatni, XVIII rozdział poświęcony jest Polsce r. 1885, wkrótce po zamachu na cara Aleksandra II (1881) . Do Polski odnosi się z sympatią, ale patrzy na kraj i ludzi chłodnymi oczyma amerykańskiego realisty. 

Polska prezentuje się lepiej, jego zdaniem, w porównaniu do Rosji. Twarze bardziej inteligentne, pięknie zadbane pola, zboża porównywalne jedynie do pól zachodniej Ameryki. Często widać Żydów, handlują na stacjach kolejowych, domy są znacznie lepiej utrzymane, kwietniki przed domami, drzewa owocowe, ule. 
Granicę przekracza w Brześciu, pisze:

"Po przekroczeniu granic Polski trudno pozbyć się życzliwemu obcokrajowcowi szczerej sympatii dla ludzi pozbawionych praw politycznych, a mimo to trzeba powiedzieć, że niewiele lub wcale nie spotyka się oznak prześladowania. Musimy wyznać, że usilne staranie odnalezienia czegoś w tym rodzaju nie przeniosło żadnego rezultatu. Ludzie są weseli i bardzo rozmowni w wyraźnym przeciwieństwie do Rosjan, którzy zawsze są posępni i bezmyślni i są z reguły milczący i smutni. Przy ich unicestwionej narodowej egzystencji spodziewaliśmy się niezadowolenia i narzekań. Nic z tego nie zauważyliśmy wśród Polaków. Warszawa jest tak samo beztroska w tych sprawach i radosna jak każda stolica europejska. Jeśli idzie o naród polski, los jego jest zdecydowany na wiele lat, jeśli nie na zawsze. I bez uprzedzenia czy fałszywego sentymentu jest się zmuszonym myśleć, że to chyba najlepsze dla Polski. W rozczłonkowaniu w jakim się znajduje każde nowe pokolenie musi zlewać się coraz bardziej z trzema siłami, które zawładnęły ich terytorium i podzieliły się kontrolą. Mówimy o Polsce jako odrębnym kraju, choć tylko nazwa pozostała z dawnej niepodległości. Mapa Europy od dawna została zmieniona w tym regionie, - Austria, Niemcy i Rosja jak gdyby nigdy nic zaabsorbowały sześć milionów Polaków z Warszawą jako stolicą rosyjskiej Polski."

Autor zastał Warszawę iluminowaną uroczyście z okazji urodzin cara Aleksandra III Widział rury gazowe rozciągnięte wzdłuż rynsztoków, z których płonące strumienie gazu oświetlały ulice i domy. Zamieszkał w hotelu Victoria, gdzie znalazł bardzo wygodne zakwaterowanie. Zauważa, że 30 procent miasta to Żydzi, a mają tylko jedną, liczącą się synagogę, natomiast religią panującą jest katolicyzm, co jest zarzewiem nieporozumień między Rosjanami a Polakami podniecanymi przez katolicki kler. Zauważa, że mimo różne nieszczęścia, Warszawa jest trzecim co do ważności miastem w Imperium, także co do liczby ludności. Wojna pozbawiła miasto wiele narodowych i patriotycznych monumentów, rzuca się w oczy monumentalny Zygmunt III i statua Kopernika. Zauważa także:

"Jest tu trzynastowieczna katedra, której gotycki styl tak bardzo kontrastuje z tatarskim, jaki pozostawiliśmy za sobą w centralnej Rosji. Stary kościół był bardzo szary i popadający w ruinę, bardzo brudny i cuchnący, częściowo z powodu z oczywistego. Koło wejścia do katedry, zewnątrz i wewnątrz było mrowie cuchnących ludzi w łachmanach, mężczyzn, kobiet i dzieci. Przedstawiało to żałosny widok. Pobliski plac nieraz był sceną powszechnych, nieraz krwawych demonstracji. Najładniejsze budynki publiczne i rezydencje w dziwny sposób przemieszane są z drewnianymi ruderami, przepych i nędza jedno z drugim obok siebie. Nie pamiętam żadnego miasta w Europie, które by miało tyle prywatnych pałaców i patrycjuszowskich dworów jakie tu można spotkać w czasie godzinnej przechadzki, trzeba powiedzieć jednak, że często w są jarmarcznym i upozorowanym stylu."

Zauważa ćwiczące wojska czerkieskie, nasłane tu ze wschodu, a polscy rekruci wysyłani są do wschodnich rejonów Imperium, ze względów oczywistych. Ponuro przedstawia się polska wieś. 

"Polscy chłopi są ciemni i nieokrzesani, jeśli to możliwe, bardziej niż ta sama klasa w Rosji właściwej, ale wyglądają dobrze, o mocnej budowie, wysocy, ruchliwi. Są szkoły w różnych dzielnicach, ale język polski jest zakazany w nauczaniu, tylko rosyjski jest dozwolony. Chłopi są dostatecznie dumni i opierają w jedyny dostępny im sposób, mianowicie nie posyłając dzieci do szkół. Z tego względu, jako że nie ma obowiązku szkolnego jak w Szwecji czy Norwegii, mało pożytku jest z dostępnego systemu szkolnego. A język polski zakazany jest nawet w transakcjach handlowych.  
Chłopstwo jako całość nie jest zbyt ujmujące. Z natury nieciekawe, jeszcze gorzej, że zdemoralizowane i upodlone niekontrolowanym zamiłowaniem do alkoholu, który jest niestety tani i mocny. W każdej wsi i osadzie, niezależnie jak małej, są zawsze Żydzi chętni do zaspokojenia tych apetytów i okradania tych biednych i ciemnych ludzi z ich zdrowia i pieniędzy. 
Przykro jest mówić surowo o Żydach, specjalnie że znamy osobiście wielu o wysokiej kulturze, odpowiedzialnych i wielce szanowanych, stanowią oni jednak zdecydowany wyjątek od reguły; ale pogardzane i wędrujące dzieci Izraela, gdzie tylko ich spotkaliśmy, zdecydowanie mają zły wpływ na ludzi wpośród których żyją. Stwierdzamy to z pewnym wahaniem, ale z pełnym przekonaniem. Polska okazała się po Palestynie Krajem Obiecanym dla Żydów, ale są oni tu niczym innym jak plagą dla rasy miejscowej. Specjalna część miasta - Dzielnica Żydowska - to masa brudu, tak obrzydliwa, śmierdząca, że trzeba myśleć iż jest wylęgarnią wszelkich chorób zakaźnych, ale oni  żyją tu w niezdrowych norach, wąskich nieskanalizowanych uliczkach w prawie niezadaszonych czynszówkach. Bayard Taylor pisał o polskich Żydach "Nic bardziej obrzydliwego jak ta rasa, może oprócz Chińczyków, może spotkać podróżny."

Pomijam barwny opis, na końcu tylko uwaga, że rasa nie jest tolerowana w Rosji, z trudem tolerowana w rosyjskiej Polsce, ale wypędzić ich nie można, bo oznaczałoby to zdziesiątkowanie populacji kraju.  

(p. część 2)


Ksiązka jest do ściągnięcia z sieci pod adresem (643 kb)

http://www.gutenberg.org/files/33038/33038-h/33038-h.htm

[QZE09::140];[QCB28::150]p355..;[QEQ115::241]B
w sieci 24.6.2012; nr 3005

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter