Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 2970

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zbaranienie dziennie...

 

 

 

BOR pod lupą Prokuratury

.

Całość składa się z cytatów w większości z 'prawomyślnej' prasy. Mój komentarz daję kursywą.

"Prokuratura Warszawa-Praga chce w ciągu miesiąca zakończyć śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez Biuro Ochrony Rządu w związku z katastrofą smolenską."

Ciekawe, czy znajdziemy wyjaśnienie cytowanych tu wątków:

"Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu przykryli ciało prezydenta własnymi marynarkami.
Oficerowie BOR bronili ciała prezydenta.
Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, którzy czekali 10 kwietnia na płycie lotniska Siewiernyj w Smoleńsku na przylot prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i delegacji udającej sie do Katynia, byli jednymi z pierwszych na miejscu katastrofy Tu-154M. Oficerowie nie chcieli wydąć ciała prezydenta Rosjanom; na polecenie władz rosyjskich wszystkie ciała miały zostać przewiezione do Moskwy.
Jak relacjonuje jeden z uczestników zajścia, funkcjonariusze BOR utworzyli kordon wokół ciała prezydenta, nie godząc się na jego wydanie władzom Rosji. Wcześniej przykryli je własnymi marynarkami. Prezydencka ochrona mogła szybko zlokalizować ciało Lecha Kaczyńskiego dzięki chipowi, który prezydent miął w marynarce. Funkcjonariusze widzieli też ciało Marii Kaczyńskiej, ale nie byli już w stanie go "zabezpieczyć", nie mogąc pozwolić sobie na rozproszenie. Za służbę do końca zostali zawieszeni w czynnościach. Powód: nieautoryzowane użycie broni. Biuro Ochrony Rządu odmawia komentarzy na ten temat do czasu zakończenia śledztwa."

Ktoś musiał im tę bajeczkę podyktować. Czy dowiemy się kto, czy tylko będziemy się domyślać?

"Pięć tygodni po katastrofie prezydenckiego Tu-154M, przyparty do muru, szef MSWiA Jerzy Miller przyznaje po publikacji "Naszego Dziennika", że polscy oficerowie BOR byli "jednymi z pierwszych", którzy dotarli do miejsca upadku maszyny na lotnisku Siewiernyj."

podczas gdy:

"Odpowiedzialni za ochronę 10 kwietnia 2010 roku prezydenckiej delegacji funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu zamiast na lotnisku w Smoleńsku, byli około 20 kilometrów dalej - w Katyniu. I nawet nie wiedzieli, ze tupolew runął. Z zeznań agentów BOR, do których dotarł Fakt, wynika, że kierowca polskiego ambasadora, który jako jeden z pierwszych zobaczył rozbitą maszynę, nie mógł się dodzwonić do agentów z informacją o tragedii. Przekazał im wiadomość... przez własna żonę."

A na lotnisku chmara luda oczekiwała na samolot:

"O godz. 7.12 czasu polskiego – tuż przed lądowaniem Jaka-40 – zagrożenie dla naszego samolotu spowodowali niezidentyfikowani dotychczas żołnierze rosyjscy lub funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony (FSO). „K..., żołnierze! K... twoja mac!” – denerwował się Paweł Pliusnin, kierownik lotów na więzy w Smoleńsku. Chwile później kontrolerzy przygotowujący się do przyjęcia Jaka-40 krzyczeli: „Dzwon do Konwaliowa, niech...”, „Żołnierzowi powie się w prawo niech... Zawołaj Kowaliowa, powiedz w prawo ochronę...”, „Sierioza, ja cię, k..., zabije! Ci żołnierze znowu są na pasie, kurde! Ale ty... na progu, jest z nimi łączność?”, „Odsuń ich w prawo”, „W prawo ich odsuń, żeby nie przeszkadzał”. W tym czasie wieża rozmawiała z załogą polskiego jaka, która przygotowywała się do rozpoczęcia procedury podejścia do lądowania. Pilotów rządowej maszyny nie poinformowano jednak o możliwym zagrożeniu związanym z wtargnięciem Rosjan na pas startowy lotniska w Smoleńsku."

"Pełniacy obowiązki prezydenta Polski, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, 8 maja 2010 wręczył w Moskwie przyznane przez siebie odznaczenia dla 20 osób, biorących udział w akcji po katastrofie polskiego samolotu, w tym cztery Krzyże Oficerskie Orderu Zasługi RP przyznane milicjantom ze Smolenska."

"11 listopada 2010 r., z okazji Święta Niepodległości na stopnie generała brygady zostaje awansowany płk Krzysztof Bondaryk. 10 kwietnia 2010 r. szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
11 listopada 2010 r. – na stopień generała brygady zostaje awansowany płk Janusz Nosek. 10 kwietnia 2010 r. szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
11 listopada 2010 r. – na stopień generała brygady zostaje awansowany płk Krzysztof Parulski. 10 kwietnia 2010 r. naczelny prokurator wojskowy i zastępca prokuratora generalnego."
 
"16 listopada 2010 r. z okazji Dnia Służby Zagranicznej Jerzy Bahr – 10 kwietnia 2010 r. ambasador RP w Moskwie – zostaje odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
16 listopada 2010 r. szef MSZ, Radosław Sikorski, odznacza szefa BOR, gen. Mariana Janickiego, Odznaką Honorową „Bene Merito” (Dobrej Zasługi) – zaszczytnym, honorowym wyróżnieniem przyznawanym przez MSZ za „działalność wzmacniająca pozycje Polski na arenie międzynarodowej”.

"16 czerwca 2011 r. po Świecie Biura Ochrony Rządu na stopień generała dywizji zostaje awansowany gen. bryg. Marian Janicki, szef BOR.
Tuż po awansie Szef BOR poszedł w zaparte i powiedział, że:
- pod względem bezpieczeństwa wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku była „perfekcyjnie przygotowana",
- BOR w tej sprawie „nie ma sobie nic do zarzucenia",
- współpraca ze stroną rosyjską w trakcie przygotowań do wizyty była „znakomita".
A zatem czy za Smoleńsk te najnowsze awanse?
Tak. Za Smoleńsk!"

A przedtem, pamiętamy, że:

"14 lutego 2010 r. – do pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zostaje przywrócony Tomasz Turowski; od razu mianowany ministrem pełnomocnym w ambasadzie RP w Moskwie. Turowskiemu zostaje powierzone zadanie przygotowania wizyt w Katyniu premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego. Z doniesień IPN wynika, ze w latach 1976–1985 Turowski byl w PRL agentem najbardziej elitarnej, zakonspirowanej komórki wywiadu: Wydziału XIV w Departamencie I." (m.in. działał w Watykanie w tragicznych momentach JPII)

"Wedlug gen. Petelickiego czołowi politycy PO jeszcze 10 kwietnia otrzymują SMS wysłany przez najbliższe otoczenie Donalda Tuska. Brzmi on: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”.

A ostatnio:

"Jak stwierdza prokuratura, "nieustalona osoba" na terenie Rosji uruchamiała 10 i 11 kwietnia 2010 roku telefon Nokia 6310i zarejestrowany na kancelarię prezydenta, a użytkowany przez Lecha Kaczyńskiego. Do pierwszego włączenia telefonu doszło tuż po katastrofie, bo o godzinie 10.46. Kolejne połączenia miały miejsce następnego dnia o godzinie 12.40 i 16.20."

Podczas gdy sądziliśmy, że:

"Służby ochrony państwa przeprowadziły również stosowne działania w celu zablokowania terminali BlackBerry, jeżeli chodzi o wojskowych, czy też kart SIM, zwracając się do operatorów kart SIM używanych w telefonach, żeby one nie mogły być w żaden sposób wykorzystane. To się działo w pierwszych godzinach po katastrofie - zapewniał 29 kwietnia 2010 minister Cichocki."

A jednak:

"Rosjanie ingerowali w zawartość elektronicznego sprzętu ofiar katastrofy dwukrotnie. Pierwszy raz miało to miejsce zaraz po katastrofie w dniach 10-12 kwietnia. Włamywali się i przeglądali zawartość wszystkich kart telefonów, dysków laptopów oraz pamięci aparatów fotograficznymi i kamer, jakie mieli przy sobie członkowie prezydenckiej delegacji. Drugi raz włamali się tydzień po katastrofie w dniach 16-19 kwietnia. Dopiero po tym oddali telefony i sprzęt polskiej stronie."

"... prokuratura wojskowa uznała jednak, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt, a nie o wykradaniu informacji. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa. Ekspertyza ABW jest jednoznaczna."

Teraz jednak coś się tej klasyfikacji prokuratury zmienia.
Tyle osób wciągniętych jest w te oszustwa. Ciekawe, czy wszyscy poniosą odpowiednie konsekwencje. Czy w ogóle ktokolwiek poniesie jakieś konsekwencje...

[QZE09::093];QPL02::307]036,080,208,299,305;[QEP80::142]269,279,182,299;[QEP95::082]
w sieci: 9.5.2012; nr 2970

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter