Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 2935

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

   

Jedno zdumienie dziennie...

 
.

Syfilis przybył do Europy wraz z majtkami Kolumba.

Pierwsza epidemia syfilisu wybuchła w roku 1495, dwa lata po powrocie Kolumba z Karaibów. Wyruszył w sierpniu 1492, poszwendał się nieco po karaibskich wysepkach i już w marcu 1493 był z powrotem w Hiszpanii. Najwyraźniej kilka miesięcy wystarczyło by dosyć dokładnie skontaktować się z mieszkankami napotkanych wysp. 
Jako epidemia choroba pojawiła się w armii Karola VIII, króla Francji, podczas jego wyprawy do Neapolu. Stamtąd zaczęła się rozchodzić po Europie. Były to czasy Renesansu, czasy wzmożonych kontaktów między regionami i pewnego rozluźnienia obyczajów. 
Ówczesna medycyna była bezradna. Stosowano terapię rtęciową - ludzie wprawdzie przestali umierać na syfilis, umierali w wyniku zatrucia rtęcią. 
Uczeni przez stulecia debatowali nad źródłem epidemii. Nie było pewności czy pochodziła z Ameryki. Niektórzy uważali, że po prostu panowała od dawne w Europie, ale była inaczej diagnozowana. Później nawet odnaleziono 50 szkieletów starszych, których wiek określono na ponad 500 lat, ze skutkami schorzenia, co potwierdzało zasiedziałość choroby w Europie.
Na jakiś czas sprawa wydała się przesądzona. Jednak nie wszyscy pozbyli się wątpliwości. Wtedy jeszcze raz przebadano te 50 szkieletów, okazało się jednak, że 16 z pośród nich na
pewno miało ubytki syfilityczne i oznaczanie metodą radiowęgla jednoznacznie wskazywało, że pochówek miał miejsce długo przed wyprawą Kolumba. 
Dokładne oznaczenie radioaktywności węgla 14C w próbce uznawana jest za najbardziej spolegliwy sposób określania wieku materiału biologicznego. Dokładniejsze zapoznanie się z podstawami tej metody wskazuje na pewne sytuacje, w których metoda jest zawodna i prowadzić może do zupełnie fałszywych wyników. 
Krytyczna analiza zaczęła się od pewnego śmiesznego nieco zdarzenia. (Tak przynajmniej głosi powiastka przekazywana z roku na rok na zajęciach z technik izotopowych - nie znalazłem pewnego źródła tej wiadomości). Grupa kontrolna badająca rutynowo skażenia radioaktywne w materiale biologicznym wracała z objazdu. Przypomniano sobie, że nie pobrano próbki mleka. Zatrzymali się więc na farmie niedaleko autostrady, pobrali ćwiartkę świeżego mleka i wrócili do laboratorium. Jakie było ich zdziwienie kiedy w mleku znaleziono znacznie mniej 14C niż należało oczekiwać. Nagłe skoki radioaktywności w górę nie były niczym nowym. Wynikały z jakichś niekontrolowanych odpadów medycznych czy laboratoryjnych. Jeśli były w granicach przewidywalnych losowością pobierania próbek, po prostu je ignorowano. W tym przypadku jednak odchylenie w dół było zupełnie zaskakujące. Krowa, mlekodawczyni musiałaby liczyć sobie ponad tysiąc lat by produkować takie mleko. Powrócono więc na miejsce, pobrano próbki, i wynik był ten sam. Świeżutkie mleko miało ponad tysiąc lat. Szczegółowa analiza wykazała, że pastwisko było położone bardzo blisko drogi i wystawione było na regularny powiew słabego wietrzyku od strony ruchliwej bardzo autostrady. No i sprawa się wyjaśniła. Krowa jadła trawę asymilującą kopalny węgiel, tworzyła więc 'kopalne' mleko. Jak wiadomo ropa naftowa, jak węgiel kamienny, tak długo przeleżały w głębi ziemi, że ich radioaktywność wygasła. Półokres rozpadu 14C wynosi 5.739 lat (pisałem o tym poprzednio) a węgiel czy ropa mają wiele milionów lat, są więc pozbawione 14C. Dwutlenek węgla pochodzenia geologicznego wymieszany z powietrzem współczesnym tak obniża sumaryczną radioaktywność w danym miejscu, że nie reprezentuje ona faktycznego stanu radioaktywności atmosfery ziemskiej. 
Rozważania te dotyczą też morskich zasobów węgla. Jak wiadomo zawartość CO2 w wodzie morskiej pozostaje w równowadze z jego zawartością w powietrzu z tym, że równowaga ta ustalała się bardzo dawno temu i 'stara woda morska', z dolnych warstw, jest praktycznie nieaktywna. Morskie rośliny, morski plankton i zwierzęta żywiące się nim są z reguły mniej radioaktywne od organizmów lądowych. 
I tak wracamy do historii syfilisu. Wszystkie 16 szkieletów świadczących o przedkolumbowym występowaniu syfilisu były szkieletami mieszkańców wybrzeża morskiego żywiących się się tzw 'owocami morza'. Po uwzględnieniu poprawki na obniżoną radioaktywność pożywienia morskiego wiek okazał się na tyle mniejszy, że doskonale pasował do czasów pokolumbijskich. 
Podważono więc definitywnie twierdzenie o występowaniu w Europie syfilisu przed wyprawą Kolumba. 

Wiadomość ta może stanowić pewną smętną satysfakcję dla Indian amerykańskich, którzy dosłownie zostali zdziesiątkowani choróbskami przywleczonymi do nich przez Europejczyków. Odpłacili się za to syfilisem... 
Sami rzekomo dysponowali sposobami przeciwko syfilisowi w postaci termoterapii połączonej z podawaniem odpowiednich ziół. 

Jak wiadomo jakieś 500 lat przed Kolumbem do Ameryki północnej dotarli Wikingowie. Nic nie wiadomo o wymianie chorób w tamtych czasach, w każdym razie odporność na zarazki europejskie, jeśli wtedy dotarły do Ameryki, wygasła do czasów pokolumbijskich, co było przyczyną hekatomby Indian. 


A tak wdzięcznie wygląda główny winowajca - 
Treponema pallidum

O syfilisie było tu i tu, a także tu.

[QZE09::006];[QEQ04::226]131[RCP05::049]19/16;[QNT84::079]
w sieci 18.3.2012; nr 2935

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter