Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 2919

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Jak to jest z tym GMO.

W olbrzymim zamieszaniu jakie powstało na całym świecie w związku z ACTA i groźbą nałożenia kagańca na Internet giną jakby inne aspekty sprawy, bywa także, że nie widać związku między ACTA, internetem a GMO. Czasem trudno pozbyć się wrażenia, że główne strumienie informacyjne biorą sobie za cel nie tyle wyjaśnianie problemów przed którymi stoimi, ile zaciemnianie obrazu dla sobie tylko znanych celów. 

GMO (Genetically Modified Organisms) to problem przed którym stanęła ludzkość w wyniku niespodziewanego zwrotu w rozwoju genetyki i biologii molekularnej. 

Z genetycznie modyfikowanymi organizmami żywymi i ich produktami jest jak z energią atomową. Wiadomo, że wszystko czym dysponujemy, wszelaka energia którą możemy się posługiwać i wykorzystywać pochodzi z reakcji jądrowych zachodzących na słońcu, i wszystkie procesy biologiczne, a może nawet powstanie życia zależały od energii atomowej słońca i promieniowania jądrowego zachodzącego na ziemi. Ale dopiero opanowanie energii jądrowej, poznanie mechanizmu reakcji jądrowych i kierowanie nimi tu na ziemi dało piekło bomby atomowej z jednej strony i miraż nieograniczonej taniej energii z drugiej. 

1. Warto zdać sobie sprawę, że wszystkie organizmy żywe stanowiące podstawę rolnictwa, wszystko co jest źródłem naszego pokarmu, to organizmy zmodyfikowane genetycznie. Wprawdzie nie poprzez inżynierię genetyczną, ale poprzez dobór sztuczny trwający wiele dziesiątek tysięcy lat. Świadome tylko rolnictwo liczy sobie ponad 10.000 lat i skutkiem tego takich zbóż (ryżu, pszenicy, kukurydzy) jakie teraz uprawiamy w przyrodzie pozarolniczej po prostu nie ma. To samo dotyczy zwierząt hodowanych i większości zwierząt domowych. Po prostu wszystkie są genetycznymi modyfikacjami zupełnie uzależnionymi od człowieka. Istnieją też poglądy, że to one udomowiły człowieka, ale to już inne zagadnienie. Wszystko czym dysponuje rolnictwo to wynik mutacji naturalnych lub sztucznych z następującą potem selekcją. 

2. Teraz jednak sytuacja nagle, przez ostatnie dwadzieścia lat, radykalnie się zmieniła. Potrafimy niejako na zamówienie manipulować cechami zwierząt i roślin, dorabiać im właściwości których nigdy nie miały, 'uczyć' je wytwarzać produkty których nigdy wytwarzać nie potrafiły. A to dzięki przenoszeniu genów nawet między formami zupełnie niespokrewnionymi potrafimy produkować organizmy na zamówienie. Przyjęto nazywać je GMO lub GEO (Genetically Modified Organisms, Genetically Engineered Organisms). Przy tym zmiany na jakie kiedyś trzeba było czekać tysiąclecia zachodzą prawie natychmiast na naszych oczach. Jest to nic innego jak ujarzmienie ewolucji. W tym tkwią olbrzymie nadzieje i możliwości, ale też nieprzewidywalne i być może groźne skutki. Dokładnie tak wyszło z energią jądrową. Nie wiemy co okiełzana ewolucja, jakie niespodzianki trzyma dla nas w zanadrzu. A czas nagli. Jadła musimy produkować więcej już i natychmiast, bo inaczej przed ludzkością stanie widmo głodu. GMO pomaga. Dzięki nim wydajność rolnictwa wzrasta, chemia otrzymuje nowe cudowne preparaty, medycyna nowe, nieosiągalne przedtem sposoby i sztuczki dla oszukania ślepego losu. 

3. Problem jednak w tym, ze nie potrafimy przewidzieć wszystkich możliwych skutków popędzanej ewolucji. Natura po prostu jest zbyt złożona, i przy całej 'ludzkiej mądrości' nie mamy pojęcia jakie figle nam może spłatać. Dokładnie tak było i jest z energią jądrową. 

4. Ze spraw już przewidywalnych wymienić trzeba groźbę wymknięcia się GMO spod kontroli i opanowanie środowiska. Wigor niektórych GMO, nadanie im cech dotąd niespotykanych stwarza niebezpieczeństwo ingerencji w naturalne ekosystemy. A to zawsze jest ryzykowne.
Warto tu wspomnieć okrzyczany przykład kukurydzy odpornej na wszelkie herbicydy. Na pierwszy rzut oka brzmi to nonsensownie. Po co nam kukurydza odporna na herbicydy? Jest w tym jednak szatański chwyt. Pola kukurydzy, olbrzymie połacie monokulturowe można zalać morzem herbicydów, a kukurydza będzie sobie rosła doskonale, bez konkurencji, bo wszystkie chwasty szlak trafi. Brzmi pięknie, ale.. Kukurydza skąpana jest w herbicydach, których usunąć się nie da, pola są czyściutkie jak łono dziewicy, ale .. jak długo? Już tak zwykle jest, że chwasty są mądrzejsze od upraw szlachetnych, jak w życiu. Po kilku czy kilkunastu pokoleniach też przejmą genowy komplet odporności na herbicydy i wtedy zacznie się kołomyjka. Oczywiście kompanie chemiczne wymyślą na to sposób, uodpornią kukurydzę na jeszcze ostrzejsze herbicydy i tak dalej, ad mortem defecatam .. ile pokoleń? Z energią atomową też tak jest. Na promieniowanie radioaktywne wynaleziono osłony ołowiane i grobowce betonowe, ale nie wynaleziono sposobu ochrony elektrowni przed głupim tsunami, że nie wspomnę najmniejszego trzęsionka...
No, ale pewnie demonizuję. 

5. Co gorsza, cechy nadane GMO dzięki manipulacji genetycznej mogą przenieść się na organizmy 'dzikie' w wyniku niekontrolowanych krzyżówek i już jesteśmy w zakresie 'science fiction'. Powstają 'niezniszczalne bakterie', owady przenoszące choroby np HIV i nie reagujące na insektycydy. Scenariuszów takich można naprodukować mnóstwo i .. niektóre się już realizują. Mamy bakterie odporne na antybiotyki, komary przenoszące malarię i lekceważące wszelkie insektycydy, wręcz karmiące się nimi...

6. Ale to nie wszystko. I tu niespodzianie GMO styka się z ACTA. Wedle ustaleń , poczynionych pod dyktando ekonomicznych i technologicznych potentatów nowe formy życia, nowe odmiany roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych są w niektórych krajach patentowalne, w innych na to czekają. I w związku z tym powstała zupełnie nowa dziedzina przestępstw - piractwo genetyczne. Cechy niezwykle cenne dla rolnictwa czy medycyny trzeba skądś zdobyć. Sami tymczasem nie potrafimy produkować genów. Na szczęście. One wszystkie są w przyrodzie, tylko nie w tych organizmach, które chcemy uprawiać czy hodować. Wybiera się więc geny z najbardziej niespodziewanych źródeł, z roślin pustyń, owadów dżungli, bakterii kominów głębinowych i przenosi na znane pospolite bakterie, drożdże czy rośliny, czy np owady. Oczywiście nikt nie pyta o prawa patentowe posiadaczy tych zasobów genowych. Toż to 'dzikie ludzie' Sahary czy Amazonii, kto by ich pytał o prawa?

7. I właśnie w prawie patentowym dopatrzyć się można olbrzymiego zagrożenia. Obecnie działające kompanie farmaceutyczne  czy chemiczne oferują niezmiernie atrakcyjne odmiany roślin uprawnych, zbóż czy warzyw odznaczające się niezwykłą wydajnością. Rolnik zahipnotyzowany perspektywą zysków przejdzie na te uprawy i .. nie ma odwrotu. Powrót do starych odmian to strata forsy, trzymanie się nowych to korzyść ale i postępujące związanie się na stałe z producentem cudownych nasion czy patentowanych odmian. Jak na złość, najbardziej atrakcyjne odmiany zbóż i warzyw udało się tak zmanipulować genetycznie, że nie produkują żywotnych nasion, więc co roku trzeba od danej firmy kupić wszystko od początku. 

8. Ale to jeszcze nie wszystko. Najbardziej atrakcyjne cechy, drogą niekontrolowanych krzyżówek mogą przedostać się na sąsiednie pola np kukurydzy i, nie daj Boże, kompania chemiczna, właścicielka patentu tam je znajdzie. Od razu ma prawo oskarżyć rolnika o kradzież patentową i go odpowiednio załatwić. Znane są już takie przypadki z USA. 

9. Jest jednak pewna sprawa, którą jak dotąd, w dyskusji o skutkach zjadania pokarmów ze modyfikowanym systemem genetycznym nikt nie podnosił. Przynajmniej ja nie słyszałem, żeby ta sprawa była poruszana, może dlatego, że jest zupełnie nowa. Dotąd podręcznikowym pewnikiem jest założenie, że po to mamy skomplikowany system trawienny, żeby pokarmy rozłożyć na drobnocząsteczkowe fragmenty, cukry, aminokwasy, kwasy tłuszczowe, zasady nukleinowe, wyłuskać witaminy i pobierać je w tej postaci z jelita, a potem drogą bardzo skomplikowanej resyntezy robić z nich składniki naszego ciała, białka, tłuszcze i wszystko co potrzeba organizmowi do normalnego funkcjonowania. Teraz wychodzi na to, że to nie jest dokładnie tak. Okazuje się, że pewne stosunkowo duże cząsteczki, tzw oligonukleotydy, które wedle znanych zasad nie mają prawa przekraczać barier jelitowych, jednak są pobierane i rozprowadzane w organizmie, trafiają nawet do mózgu pokonując różne bariery molekularne. To tzw microRNA (miRNA) złożone aż z 17 do 24 nukleotydów. Co znamienne, są one różne w różnych pokarmach. Inne miRNA ma Chińczyk jedzący ryż, a inne Amerykanin jedzący kukurydzę. miRNA włączają się w procesach biochemicznych pomiędzy transkrypcję i translację, regulują w ten sposób produkcję i aktywność enzymów w komórce. A to już gruba sprawa. Wpływają więc w jakiś sposób na aktywność biochemiczną a także na reakcje immunologiczne. Tymczasem znamy kilkaset różnych miRNA, ale nie ma podstaw sądzić, że nie odkryjemy ich tysiące. Jednym słowem, jemy nie tylko to nam się wydaje, że jemy, ale zjadamy wraz z tym informację jak jeść, co jeść i jak się bronić przed inwazją. A to jeszcze grubsza poważniejsza sprawa. 
Wracając do GMO - można sądzić, że wraz z nowymi GMO pobierać będziemy nowe miRNA i ponosić tego konsekwencje. Nikt nie wie jakie. 
Powtarzam są to moje dywagacje, może demonizuję sprawę, ale że nie znamy mechanizmu dzięki któremu oligonukleotydy pokonują barierę pokarmową, oczekiwać możemy różnych niespodzianek. 

O miRNa pisałem niedawno tu i tu

[QZE09::050];[QEQ11::102]3,4,6;CUR2859,60
w sieci 27.2.2012; nr 2919

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter