Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 2915

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Energia atomowa nie jest panaceum.

Tak się wydawało na początku ery atomowej, że wystarczy okiełzać nieograniczoną moc tkwiącą w reakcji jądrowej, by zapanowała szczęśliwość powszechna. Zajaśniała perspektywa energii za darmo, a jak zaświtała perspektywa 'zimnej fuzji', optymizmu nie było końca. Wprawdzie szybko pojawiły się problemy skażenia, wypadków na skalę dotąd niespotykaną, bo niszczących ludzi zupełnie niezaangażowanych w jej produkcję, wypadki na skalę wybuchów wulkanicznych. Pocieszano się jednak, że to tylko sprawa opanowania techniki i zapewnienia BHP. 

Tymczasem jednak wścibscy uczeni, w związku z hałasem wywołanym rozpadem Arktyki i topnieniem Antarktydy oraz zmianami klimatycznymi, wywęszyli zupełnie inny problem, dotąd ignorowany, a z którym zupełnie nie wiadomo co zrobić. 

Chodzi o to, że cała równowaga termiczna ziemi opiera się na prostej zasadzie - energia otrzymana przez ziemię od słońca musi z niej wyjść. Zatrzymanie większej ilości energii niż możliwość jej wydalenia, to niekontrolowany skok temperatury globalnej, wypromieniowanie większej ilości niż jej dochodzi w danym czasie, to niekontrolowane obniżenie się temperatury. Pewnym buforem, dosyć ograniczonym, jest lokata energii w roślinach zagrzebanych głęboko w ziemi przekształconych w kopaliny.

Ziemia otrzymuje od słońca codziennie 120.000 TW energii (1 TW - terawat to 1012 wat) i tą samą ilość energii musi dziennie wypromieniować. Cała działalność przyrody i gospodarki ludzkiej polega na włączeniu się w ten strumień przepływu, włączeniu się pomiędzy absorpcję energii słonecznej i jej wypromieniowanie w kosmos, zwykle w innym zakresie widma. Tymczasem korzystamy głównie z energii kopalin, przepuszczamy w ten sposób 16 TW, ale jest to energia zakumulowana miliony lat temu.. Wszystkie organiczne kopaliny w skorupie ziemskiej to wynik zatrzymania pewnej ilości energii w materiale biologicznym. Cała działalność ludzi to przepuszczanie owych 16 TW, a więc uwięzionej setki milionów lat temu i zwracanie jej w kosmos. Oczywiście owe 16 TW zwiększa pulę energii którą trzeba wypromieniować ponad te 120.000 TW. Wydaje się jednak, że to mała rzecz, ale są dwie sprawy wymagające uwzględnienia. Ten odzysk starej energii pociąga za sobą nie tylko pewne zachwianie bilansu energetycznego, ale ma skutki uboczne w postaci CO2. A CO2 to zmniejszenie przepustowości atmosfery w zakresie częstotliwości termicznej (efekt szklarniowy). I mamy tu groźne sprzężenie zwrotne - im więcej spalania kopalin, tym więcej CO2 w atmosferze, tym mniej energii wypromieniowanej w kosmos, tym większy efekt klimatyczny. 

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że energia atomowa może być tu rozwiązaniem. Oferuje zysk energetyczny bez skutków efektu szklarniowego. Tymczasem, kiedy łączny udział gospodarki człowieka w strumieniu energetycznym jest nieznaczny, tak może być. Ale zapotrzebowanie na energię rośnie lawinowo i nie tylko jest to związane ze wzrostem liczby ludności (obecnie 7 miliardow), ale przede wszystkim z indywidualnymi zapotrzebowaniami każdego człowieka. Coraz więc środków transportu, coraz więcej elektrowni, maszyn, sprzętu domowego, komputerów na głowę mieszkańca pozwala sądzić, że za kilkanaście lat stopień włączenia się w strumień energetyczny zacznie być znaczący, a dalsza perspektywa przedstawia się groźnie. Wylicza się, że za 300 lat użycie energii wzrośnie ponad 2300 razy w stosunku do obecnego i osiągnie 5.000 TW. Oczywiście na zasoby kopalniane nie można liczyć. A 5.000 TW to już poważny wkład w energetyczny w bilans ziemi. Tę energię trzeba będzie wyprodukować i wypromieniować, albo ... nie produkować. 

W tej sytuacji energia atomowa nie jest rozwiązaniem. Nie jest też rozwiązaniem energia geotermalna, bo używanie jej oznacza uwalnianie energii uwięzionej w głębi ziemi i skoro tylko pojawi się w biosferze, też musi być wypromieniowana.

Jedynym rozwiązaniem jest większe włączenie się w strumień energetyczny słońce - ziemia - kosmos. Pozostaje więc efekt fotowoltaiczny - wyłapywanie energii słońca, przepuszczenie przez ludzkie urządzenia w postaci energii elektrycznej i wypuszczenie w kosmos, także energia wiatru, i tak uruchamianego przez słońce, no i energia przypływów. Wszystkie te rozwiązania stawiają nas przed olbrzymimi zadaniami technicznymi. Ale po to są uczeni żeby zadania takie rozwiązywać. 

Oczywiście w międzyczasie mogą pojawić się rozwiązania czy trudności o których dotychczas nie mamy pojęcia. Ale jak nie mamy pojęcia, to i nie mamy sposobu...

Warto może jeszcze dodać, że być może martwiąc się przyrostem CO2 martwimy się w sumie o rzecz nieistotną, bo wszystko może zależeć od absolutnie niekontrolowanych czynników astronomicznych. Ale na to też nic nie wymyślimy. 

[QZE09::039];[QEQ10::160]
w sieci 18.2.2012; nr 2915

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane do publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter