Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XIII; No 2892

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Tragifarsy na temat 'wypadku smoleńskiego' ciąg dalszy.

W związku z odcyfrowaniem rozmów w samolocie prezydenckim warto sobie zdać dokładnie sprawę z tego, że kwestia tzw 'wypadku smoleńskiego' jest i była jasna od samego początku, była tylko zaciemniana i zamgławiana na wszelkie możliwe sposoby. I tak jest w dalszym ciągu. 
Przy tym mocno podkreślam, że nie wdaję sie w żadne konspiracje. Chodzi o zgodność orzeczeń z faktami. Oficjalna propaganda przykleja nalepkę spiskowości każdemu, kto stawia pytania. Oczywiście spiskowcami są tylko ci, co głoszą fałsz i zakłamanie, spiskują więc przeciwko prawu i sprawiedliwości, no i przeciw zdrowemu rozsądkowi. Ale o rozsądku to w polskiej polityce już dawno zapomniano.  Nie bądźmy więc spiskowcami, nie spiskujmy przeciw nikomu i niczemu, domagajmy się rzeczowego ustalenia faktów, nalepkę spisku przyklei się potem, po ustaleniu faktów. Wtedy dopiero można będzie ustalić kto spiskował, dlaczego spiskował i przeciwko czemu spiskował. 

     Samolot prezydencki został sprowadzony świadomie na złą ścieżkę i zły kurs z polecenia generała-majora Władimira Benediktowa, z którym kontaktował się Krasnokutski, któremu meldował, że wszystko jest włączone i dostał wyraźne polecenie sprowadzenia samolotu na lotnisko (szczegóły tu). Sposoby sprowadzania samolotów w ślepą uliczkę znane są od kilku lat i są stosowane zarówno w Rosji jak i w USA np do ochrony obiektów atomowych. Sztuczna mgła jest też czymś zwykłym i prostym dla techniki wojskowej, choć tu nie musiała być wcale stosowana. Hel to bzdura, rozklepywana właściwie nie wiadomo przez kogo.
     Samolot prezydencki pilotowany był poprawnie, zgodnie ze wszelkimi zasadami pilotażu, co potwierdza Komisja Millera.
     Wedle obu raportów ofiary poddane były ogromnemu przeciążeniu dochodzącemu do 100g. Raporty nie dają żadnego wyjaśnienia tej sprawy. Aby wywrzeć takie przeciążenie przy szybkości lotu 300 km/godz cały samolot musiałby zatrzymać się na przestrzeni około 1 m, czyli uderzyć w stalową ścianę o nieograniczonej grubości. Akurat pasuje to, wedle danych techników rosyjskich, do skutków bomby paliwowo-powietrznej. 
     Zupełnie nieoficjalne wiadomości ze Smoleńska i Moskwy pozwoliły Komorowskiemu na niekonstytucyjne, przedwczesne przejęcie władzy i siedziby Prezydenta (czemu i po co?).
     W Polsce, zanim jeszcze cokolwiek można było rzeczowo na ten temat powiedzieć, wszyscy już zostali powiadomieni, wyszły odpowiednie partyjne instrukcje propagandowe, że to wina pilotów, ale rzecz jest zdana we właściwe ręce. Premier zapewniał także, że nie ma tak otwartego i przejrzystego prowadzenia sprawy jak sprawa smoleńska, a Komorowski biadolił o arcybolesnej prawdzie. Skąd oni tak dobrze wiedzieli o winie pilotów? 
     Dowiedzieliśmy się też, że wszystko jest we właściwych rękach (Anodiny), rzecz jest klarowna, a domaganie się komisji międzynarodowej jest zdradą (czyją i kogo?). Nikt nie widział dokumentu ustaleń z Rosją co do prowadzenia sprawy, nikt nie widział konkretnej dokumentacji ułożenia szczątków samolotu, który rozpadł się w wyniku jakichś irracjonalnych przyczyn na tysiące kawałków, nikt nie widział dokumentacji ciał na polu wypadku. Minister Kopacz uczestniczyła w badaniu ciał i bezczelnie kłamała, za co została kopnięta w górę. 
     Minister Obrony Klich, któremu podlegał pułk lotniczy i BOR, za niedopełnienie obowiązków został przeniesiony na bezpieczne stanowisko, a dowódca BOR otrzymał awans na generała. Odznaczeni też zostali członkowie obstawy lotniska w Smoleńsku, choć wiadomo było, że okradali nieboszczyków, i ani teren ani wrak nie został zabezpieczony. Pocięto samolot, (za wiedzą i zgodą Komisji Millera, jak oświadczył ppłk Robert Benedict), wycięto drzewka z trasy i zostawiono wrak na ponad rok rdzewienia w innym miejscu. 
     Obrzydliwe informacje o pijanym generale, który zmusił załogę do lądowania obiegły świat i skwapliwie zostały przejęte przez polskie media. Także przez media światowe. No bo niby czemu nie, skoro sami Polacy... I to już jest nieodwracalne.
     Tusk był na urlopie i nie uważał za stosowne odpowiednio zareagować, a potem wszystko (z wyjątkiem pijaństwa) posłusznie powtórzyła za raportem MAK Komisja Millera. 
     Na wszelki wypadek ciała wróciły w zalutowanych trumnach i zgodnie z poleceniem rosyjskim prokuratura ucinała wszelkie próby ekshumacji jak tylko mogła. Robi to zresztą dalej choć wiadomo, że ekspertyza rosyjska jest fałszywa (casus Wassermann).
      Były jeszcze obłapanki, specjalnie zaaranżowana wizyta Miedwiediewa, który nie wyobrażał sobie, by polska ekspertyza mogła być inna niż ekspertyza MAK. I w zasadzie dobrze sobie wyobrażał. Była też pielgrzymka Komorowskiego pod 'pancerną brzozę'. Były też połajanki Ławrowa i Dumy.
     Od samego początku wiedziano, że 'pancerna brzoza' jest nonsensem. Wskazywali na to specjaliści i naukowcy, ale 'pancerna brzoza' do dziś jest świętą krową dla władz, mediów i Komisji Millera (a konkretnie rzecz sprowadza się do takiego absurdu: drzewko samo zostało przecięte i równocześnie na wskroś przecięło stalową konstrukcję skrzydła, to tak jakby sierp ściął trawę i sam przez trawę został przecięty i w sumie powstały cztery kawałki!). Na dodatek zderzenie nastąpiło kiedy samolot był 60 metrów za brzozą i ponad 20 metrów nad nią. To jest obowiązująca dla Rządu wersja wypadku.  
     Od dłuższego czasu media karmią ludzików 'animacją' wypadku, teraz nazywa się to 'wizualizacją', wykonaną na poziomie gier komputerowych sprzed dwudziestu lat. Wizualizacją czego? Tylko wyobrażeń członków Komisji Millera. 
     Sejmowy Zespół do Spraw Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej udostępnił rzeczową, naukową symulację wypadku, uczeni polscy też się wypowiedzieli, choć rzuca się im pod nogi wszelkie możliwe kłody. Jest rzeczą oczywistą, że 'wypadek smoleński' nie mógł przebiegać tak, jak przedstawia to MAK i Komisja Millera. Wydawałoby się, że nic prostszego jak poprosić Komisję Millera o odrzucenie argumentów Komisji Sejmowej przez proste udowodnienie swojej racji. Z Komisji tylko prof. Żylicz uznał to za logiczne (czasem warto być profesorem!). Wszyscy zabierający głos na ten temat plują jak tylko mogą na Sejmowy Zespół, ale nie padają żadne, dosłownie żadne merytoryczne uwagi. W sumie uważa się, także i Tusk tak uważa po naradzie z Komisją Millera, że żadna konfrontacja Komisji z faktami nie jest potrzebna. 
     Od czasy do czasu media pokazują, jak zajączka wyjętego z kapelusza, niejakiego inż. Hypkiego, który wypowiada się na temat wypadków lotniczych zawsze po linii i na kursie. Przedstawia się jako sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa, tylko że w żaden sposób nie można się dowiedzieć co to właściwie jest ta Rada. Sam Hypki napisał kilkanaście lat temu kilka książek technicznych o samolotach (ostatnia chyba jest z 1995) i jest prezesem firmy wydającej 'Skrzydlatą Polskę', ale za sterem nigdy nie siedział (wedle wikipedii). Teraz rzeczowych wypowiedzi na temat wypadku nie ma wcale, jakby zabrakło specjalistów. Czasami zaglądam, choć z obrzydzeniem, na wypowiedzi czytelników w tzw komentarzach do artykułów prasowych. Bywa ich czasem nawet kilkaset, ale nie zauważyłem żadnego rzeczowego argumentu potwierdzającego Raport Millera. Są tylko obelgi, plugawe insynuacje, a ostatnio modne stało się odsyłanie do 'psychiatryku'. Odnoszę też wrażenie, że na szeregu forach pojawiają się, wprawdzie pod różnymi pseudo, jakby wypowiedzi pisane na jedno kopyto i na dodatek straszliwą polszczyzną. Czy opłacanie przez partie krzykaczy internetowych na zamówienie, o czym donosiła prasa przed wyborami, trwa dalej? 

     Oczywiście współczesny naród nie może żyć w przeświadczeniu, że jest oszukiwany na skalę bezprecedensową w historii. Jasne, że domaganie się od Rosji konkretnych odpowiedzi na stawiane pytania przy obecnym układzie sił nie ma sensu. Niczego się nie dowiemy, upokarzające skamłanie o wrak, nawet gdyby wrócił do Polski, niczego nie zmieni, będzie nadawał się na żyletki. Nie zmienią też niczego zapisy z lotniska, których przez dwa lata nie było i nie wiadomo skąd się nagle wzięły. To już funkcjonowanie kraju jako 'konia trojańskiego' chyba będzie skuteczniejsze, bo mafie puszczą jakąś farbę i prędzej czy później przedostaną się przecieki. 

     W pewnym stopniu jednak odczytanie zapisu rozmów w samolocie, choć nie wniosło niczego nowego, przydało się. 

Jest sprawą zupełnie oczywistą, że prawdy trzeba szukać po stronie polskiej. Trzeba wyjawić kto stoi za niekończącymi się kłamstwami, kto i w jaki sposób trzyma media tak skutecznie w ryzach by zachowywały się jak trza. Jednym słowem 'cui bono?'.


Ale się narobiło w tym kraju zaraz po zwycięskich wyborach.
Wiele innych spraw się nazbierało po wejściu w siodło. A to bajzel w służbie zdrowia, a to nieudane samobójstwo i wielomilionowe przekręty w Armii (o czym wszyscy zapomnieli po wysłaniu Przybyła do 'psychiatryka'), a to wylany Pasionek, Woźniak poddający się w Prokuraturze, komiczny proces bohaterów Stanu Wojennego, a to miraż 300 miliardów przedwyborczych... itd itp. Okazuje się także, że protest na korupcję wyrażony pod siedzibą Tuska był w pełni uzasadniony. Rzecz przyschła i jest pięknie. 
Ale o tym wszystkim to już przy innej okazji...

QZE09::020];[QPL01::300]-386
w sieci: 18.1.2012; nr 2892

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter