Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2862

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

O pewnej zaprzepaszczonej inicjatywie.

W związku z rocznicą wybuchu wojny polsko-jaruzelskiej warto przypomnieć o pewnej straconej szansie w zakresie nauk biologicznych.

Pod koniec lat siedemdziesiątych prof. Szczepan Pieniążek, Dyrektor Instytutu Sadownictwa w Skierniewicach wystąpił z inicjatywą rozbudowania Instytutu z myślą o podniesieniu rangi naukowej Skierniewic, a w dalszej perspektywie być może o powołaniu niezależnej placówki edukacyjno-naukowej w zakresie nauk ogrodniczych. Brano też pod uwagę obeznanie pracowników naukowych wyjezdżających na zagraniczny staż naukowy z nowoczesną metodyką badań, aby w nowym środowisku nie musieli zaczynać zupełnie od zera. Profesor Pieniążek trzymał na to zielone światło z Ministerstwa i Akademii, i oczywiście odpowiednich decydentów, była pełna akceptacja władz miejscowych, wtedy województwa skierniewickiego oraz zabezpieczenie finansowe. I sprawa ruszyła z miejsca. Zostałem powołany na kierowanie budową bardzo nowoczesnego gmachu i dalsze wyposażenie naukowego do nowoczesnych badań w zakresie biochemii i fizjologii roślin owocowych i kwiaciarskich. Profesor Pieniążek był zawsze nastawiony bardzo życzliwie do badań podstawowych, a do fizjologii roślin w szczególności.

Otrzymaliśmy na to fundusze, powstały plany architektoniczne nowoczesnego gmachu. Otrzymałem też fundusze na zapoznanie grupy inżynierów zajmujących się projektowaniem i budową gmachu z nowoczesnymi tendencjami w zakresie budownictwa laboratoryjnego. Dzięki kontaktom międzynarodowym i pomocy Ministerstwa udało mi się zorganizować grupie inżynierów wyjazdy zapoznawcze by obejrzeć dokłanie budowle laboratoryjne w Szwecji, Danii, Bułgarii i na Węgrzech. Pełni zapału i pomysłów przystąpiliśmy do pracy. 

Budynek w stanie surowym był gotowy w połowie roku 1981. Zaplanowany był do obsługi nowoczesnej aparatury analitycznej na potrzeby biochemii i fizjologii roślin z pracownią izotopową włącznie. Przewidziano pomieszczenia na potrzeby aparatury specjalnej, kulturę tkanek, hodowlę roslin w warunkach kontrolowanych, itp. Byliśmy już na etapie zbierania informacji o dostępnej aparaturze i organizacji wnętrz. 

I stało się. Wybuchła wojna. Ze smutnej rozmowy z prof. Pieniążkiem zapamiętałem jedno - 'nie czas żałować róż, gdy płoną lasy..' Nie pozostało nic innego, jak po prostu skapitulować. 

Potem, na ile dochodziły mnie wiadomości, było już tylko coraz gorzej. Przez jakiś czas budynek marniał bez opieki, na kontynuowanie inicjatywy szans nie było. Wreszcie trzeba było budynek sprzedać. Rozpoczęły się niemiłe rozgrywki personalne.  Wtedy już mnie w Polsce nie było. Słyszałem tylko, że wchodził bezskutecznie w rachubę miejscowy szpital, potem jeszcze jakieś kombinacje. Wreszcie, po kilkunastu latach, kiedy odwiedziłem Polskę, budynek zajęty był przez jakąś firmę handlującą meblami. Do wnętrza nie miałem serca zaglądać. Do Instytutu też nie. 

Tak skończyła się piękna inicjatywa, skończyła się szansa na poprowadzenie nowoczesnych badań i kształcenie kadry naukowej o najwyższym standardzie. Potem, o ile wiem, sytuacja się tylko pogarszała. Jak jest teraz? Nie mam podstaw, żeby zabierać głos na ten temat.

A ja dzięki temu przedsięwzięciu wiele nauczyłem się o budowaniu i organizacji laboratoriów, co mi się później przydało, został mi order 'Polonia Restituta' (kawalerski), no i możliwość popatrzenia na budynek z satelitarnej wysokości posługując się 'googlem'. 

[QZE08::187];ART43?
w sieci 16.12.2011; nr 2862

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter