Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2859

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Jesteśmy tym, co jemy. (1)
(cz. 2 tu)

Jako fizjolog roślin, muszę się przyznać, że przez ostatnie kilkanaście lat czułem się przygnieciony, żeby nie powiedzieć, sterroryzowany biologią molekularną. Z atmosfery panującej koło kolejnych informacji o dekodowaniu genotypów coraz to nowych gatunków bakterii, a potem roślin i zwierząt wynikało, że wszystko jest w genach, że jesteśmy kryminalistami, bo tak każą geny, że homoseksualizm jest w genach, nie mówiąc o wszelkich choróbskach czy zboczeniach psychicznych. Jeśli od szympansa dzieli nas tylko trzy procent genetycznej informacji, to wszystkiego można się spodziewać. 

To wszystko prawda. Każdy z nas nosi w każdziutkiej komórce informacji tyle, że spisana na ludzki sposób zajęłaby kilkadziesiąt tomów ‘Britanniki’ i na dodatek z każdy tom byłby zdublowany z nielicznymi zmianami. Tymczasem istota rzeczy nie polega na ilości informacji mierzonej w czteroliterowym alfabecie DNA zawartej w genomie, ale na informacji z której korzystamy w czasie rozwoju i dalszego życia. To tak jak z uczniami. Ten co to chodzi do szkoły z tornistrem ważącym kilkanaście kilogramów wcale nie musi być lepszym uczniem od tego, co ma kilka porządnie opracowanych zeszycików. Informacja użyteczna i używana jest ważna, nie jej absolutna ilość. Jak dokładnie popatrzeć, nietrudno spostrzec, że mamy wiele genów takich samych jak bakterie czy rośliny, nie mówiąc nawet o podobieństwach z całym światem zwierząt, a jednak nikt z nas nie marzy by zamieszkać w jelitach hipopotama czy słonia jako np nicień. 

Jednym słowem istotne jest nie to co nosimy w tornistrze, ale to co używamy. I trzeba zauważyć, że genetyka, ta molekularna, prawie w całości zasłania nam rozumienie rozwoju - epigenezę organizmu. A korzystanie z materiału genetycznego regulowane jest bardzo skomplikowanymi, wielostopniowymi mechanizmami kontrolnymi i tylko okrelony mechanizm pozwala wyłuskać z bardzo podobnych ksiąg to co jest specyficzne dla człowieka, a osobno to, co jest niezbędne szympansowi czy krowie. 

O różnych mechanizmach regulujących ujawnianie się cech zawartych w genomie wiemy już dosyć dużo, ale olbrzymia złożoność przedmiotu badań połączona z absolutnym bałaganem w zakresie genowej nomenklatury nie ułatwia otrzymania jakiegoś jasnego wglądu w sprawę. 

Ostatnio przybył jednak pewien czynnik, który każe od nowa spojrzeć na związek między genotypem a fenotypem, między konkretnym osobnikiem a ujawnianiem się jego cech genetycznych, pozwala na nowe podejście do fascynującego zagadnienia, co jest ważniejsze, genotyp czy pokarm i środowisko. Skrótowo nazywa się to 'nature or nurture' - natura (tkwiąca w genach), czy środowisko przejawiające się w pokarmie dostarczanym organizmowi. Chodzi o tzw microRNA - miRNA. 

Oligonukleotydy tej grupy odkryto dopiero w r. 1993, a ich rolę rozpoznano kilka lat temu. Są to nukleoty niekodujące złożone z 17 do 24 zasad i w komórce włączają się między transkrypcję a translację regulując w ten sposób syntezę różnych enzymów. Obecnie znamy około 200 miRNA, ale jest ich pewno znacznie więcej.  

do podjęcia tematu zachęcił i pomógł M. Kleciak
[QZE08::140];[QEQ01::215]199,320;[QEQ02::244]271;[QEQ03::152]
w sieci 12.12.2011; nr 2859

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter