Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2852

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdębienie dziennie...

 

.

 

Jak to było z tym 'wypadkiem' smoleńskim.
(uzupelnione 4 i 5.12.2011) *)

Od samego początku, już w kilka godzin po 'wypadku' smoleńskim było rzeczą oczywistą, że nie był to zwykły wypadek lotniczy. 'Na zaś' przygotowane wyjaśnienia, 'arcybolesna prawda', sprzeczne doniesienia o przebiegu wypadku i skandaliczne zachowanie się władz rosyjskich i polskich świadczyło, że coś jest zasadniczo nie w porządku. Potem konsekwentne wygłuszanie wszelkich nieprawomyślnych informacji, 'trzymanie sztamy' elity rządzącej, wreszcie reakcja na raport MAK i niesamowita jego kopia w postaci raportu Millera nie dawał innej możliwości widzenia sprawy, jak tylko skandalu na skalę historyczną. Rząd 'w zaparte' wypowiadał się wielokrotnie o zamknięciu sprawy, o jednoznacznym przyznaniu racji oczywistym nonsensom samego raportu Millera podpisanego przez trzydziestu kilku ekspertów. Wszelkie próby powołania zespołu międzynarodowego okrzyczano jako coś ocierającego się o zdradę (czego i kogo?), a dostarczone Polsce dokumenty z USA po prostu zachachmęcono bez szukania winnych. Wreszcie sejmową komisję Macierewicza opluwano jak tylko się dało (*), utrudniano możliwość rzeczowego omówienia sprawy, przeszkadzały nawet poważne instytucje naukowe (nie podano dlaczego, ani nie podano z czyjego polecenia). Komisja Millera nie wyraziła chęci przedyskutowania sprawy z naukowcami. Oczywiście włodarzami tych instytucji kierował przede wszystkim strach, że za ‘nieprawomyślność' odpowiedni decydenci zabiorą im fundusze. Bardzo przykre, ale naukowcy nawet wzdragają się, póki co, przed podaniem swoich nazwisk. Trudno im się dziwić znając mechanizmy zarządzania nauką w Polsce, ale jakie to upokarzające dla naukowców i nauki polskiej… (p. casus prof. Krasnodębskiego).

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że tak łatwo społeczeństwo dało się otumanić propagandą oficjalną. Wydawałoby się, że powinniśmy, po latach prania mózgu w wydaniu PRL, być bardziej odporni na takie zabiegi. Niestety, tak nie jest i wielka to szkoda.

W każdym razie jest rzeczą oczywistą, że od samego początku sprawie nadano fałszywy tok. Oczywiście jednoznaczne orzeczenie tego stanu rzeczy nie może kończyć sprawy. Wyjaśnienia wymaga co to za trzecia ręka brała w tym udział (a może trzecia ręka nie była potrzebna i dwie wystarczyły?).
Wyjaśnienia też wymaga, kto jest odpowiedzialny personalnie za ten tok nadania sprawie, kto stoi za tym, że przez cały czas, już przez ponad półtora roku, ciągle okłamuje się społeczeństwo a Rosja gra nam na nosie.

Strona rosyjska, pod bezpośrednim kierownictwem gen. Benediktowa, bez wąpienia winna jest sprowadzenia samolotu na 'odpowiedni' kurs i jego skutki (p. ostatni artykuł).
Z obradami zespołu naukowców polskich i amerykńskich można zapoznać się tu
Do wyjaśnienia pozostaje udział strony polskiej.


(*) Nie mogę wtrzymać się przed zacytowabie wypowiedzi z ostatnich dni:
"Im dłużej pan Macierewicz zajmuje się katastrofą (smolenską), tym mniej liczą się fakty. (...) Odlot pana posła poniekąd nie dziwi. Dziwi, że są tacy, którzy lecą z nim - pisze na swoim blogu w Onecie były senator PO Władysław Sidorowicz komentując w ten sposób ostatnie wypowiedzi polityka PiS na temat katastrofy smoleńskiej."
(prasa)
Podobnych wymądrzeń można cytować dziesiątki. I dziesiątki takich światłych politków. Pan Sidorowicz był swego czasu ministrem zdrowia..

*)   5.12.2011 prasa (na krótko w wp):
"W programie "Kawa na ławę" w TVN24 z 27 listopada Krzysztof Kwiatkowski uznał, że "ciągłe odświeżanie tego tematu jest niegodziwe" (mając na myśli teorie "zamachowe"), Ryszard Kalisz zawyrokował, że "sposób, w jaki sprawę katastrofy wyjaśnia Macierewicz, jest nie do przyjęcia", a Janusz Palikot z charakterystyczną dla niego elegancją stwierdził, ze "Macierewicz zasługuje na badania psychiatryczne".
Identyczne komentarze towarzyszyły tzw. białej księdze katastrofy opublikowanej przed kilkoma miesiącami. Nie dyskutowano z faktami w niej zawartymi, a oczerniano jej autora. Teraz też nie ma próby choćby dotknięcia meritum tematu, a jedynie wysyła się na badania Macierewicza. Problem w tym, że zamiast posłowi badania potrzebne serwowanym nam od 20 już miesięcy "prawdom" o katastrofie. .....
Ani MAK, ani komisja Jerzego Millera nie dokonały analiz podobnych do zaprezentowanych przez parlamentarny zespól. Nie przeprowadzono symulacji rozpadania się samolotu, nie sprawdzono, jak powinno zachować się skrzydło po zderzeniu z drzewem, nie zbadano wpływu ewentualnego zderzenia na tor lotu Tu-154M, nie ma nawet śladu ekspertyzy samego drzewa, nie pobrano żadnych próbek. Wystarczyło domniemanie.O tym, jak wyglądała droga tupolewa na ostatnich kilkuset metrach, zdecydował… fotograf amator ze Smoleńska, niejaki Siergiej Amielin.  ....
...Może warto, aby wreszcie ktoś przeprowadz oficjalne, rzetelne badania, których państwowa komisja się nie podjęła. Cóż stoi na przeszkodzie, by naukowcy - zwolennicy teorii MAK-owsko-millerowskiej - obalili hipotezy ekspertów parlamentarnego zespołu? Dobrze byłoby to zrobić skutecznie i fachowo, bo chyba wszyscy wolelibyśmy mieć pewność, ze opisane przez nich wydarzenia nie miały miejsca, a 10 kwietnia w Smoleńsku rzeczywiście doszło do niecodziennej, ale jednak katastrofy."

Tyle prasa. 
A mnie ciągle nurtuje pytanie, kto za tym stoi? Co to za niewidzialne moce sprawcze każą tak idiotycznie zachowywać się polskim politykom. 


uzupełnienie 4.12.2011:

Pod źródłowymi artykyłami na ten temat:

Do katastrofy nie mogło dojść bez udziału osób trzecich.

Wizualizacja zaprezentowana 25 listopada w Sejmie podczas wideokonferencji zorganizowanej przez Zespól Parlamentarny Antoniego Macierewicza.

Tu 154M został rozerwany.

znajduje się krótka notatka:

Komentarze są zablokowane.

[QZE08::173];[QPL01::306]7,10,12,14
w sieci 1.12.2011; nr 2852

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter