Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2847

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

            

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Amerykanin o Polsce w latach trzydziestych XIX wieku,
podróż z Warszawy do Krakowa.

Nasz turysta, wybierając się do Krakowa, wynajął kolasę, otrzymał plan podróży co do dnia i na wszelki wypadek słownik najpotrzebniejszych dla podróżnika polskich słów. W podroży jego przewodnikiem miał być pewien chłop jako woźnica. Przy okazji taką przypomina sobie sytuację. W pewnym momencie zauważył, że chłopa nie ma i poczuł się bezradny przy swojej nieznajomości języka. Zaczął się zastanawiać nad sposobem zorganizowania jakiegoś sposobu porozumiewania się. Ale niepotrzebnie. Kiedy wrócił do hotelu znalazł swego chłopa śpiącego na chodniku. Sługa obudził go kopniakiem, na co ten wstał, przybiegł do mnie, ucałował rękę a potem upadł na ziemie i to samo zrobił z moim butem. Potem dodał, że będzie przestrzegał terminów jazdy i będzie moim niewolnikiem, jak mu dam dużo do picia.

Znów przeszedł procedurę uzyskania wizy wyjazdowej z Warszawy, po drodze opisuje zabawne scenki z zajazdu. Kiedy dotarł do Radomia, zaczęły się znów ceregiele paszportowe. Urzędnicy traktowali go po chamsku, przesyłano go po różnych urzędach, znaleziono wreszcie jakiegoś młodego człowieka dukajacego nieco po francusku. Przepytano go o wszelkie szczegóły, po co w Rosji, po co w Warszawie, potem sprawdzono wszystkie dane personalne a gapiący się urzędnicy patrzyli na niego denerwująco pogardliwie. Zrozumiał, że większość z nich to Polacy. Po początkowym zakłopotaniu przyszedł do siebie i im wygarnął. Powiedział tłumaczowi by im przekazał, "że będę pamiętał ich małe miasteczko przez całe życie, że podróżowałem z Anglii przez Francję, Włochy, Turcję i Rosję i nigdzie spotkałem się z taką bezsensowną gburowatością i znieważaniem przez urzędników, że nie sądziłem iż w jakimś europejskim urzędzie dwadzieścia urzędników będzie się ze mnie śmiać i szydzić z zakłopotania obcokrajowca, i żeby żaden z nich nie wykazał pomocy, żal mi, że taka sytuacja zaistniała w Polsce, że jestem pewien nie ma wśród nich prawdziwego Polaka, w przeciwnym razie oszczędzono by mi tych zniewag."
Tłumacz był speszony a urzędnicy z mściwymi twarzami bardzo się zezłościli. Przesłuchanie przerwano i kazano mu przyjść za parę godzin. Na mieście już huczało, że zaaresztowano Amerykańca, nawet w 'kukierni' nie traktowano go należycie, a woźnica martwił się o przyobiecane mu dziesięć rubli. Po różnych przykrościach dostał się wreszcie gubernatora. W trakcie czekania na coś tam jeszcze skarżył się adjutantowi na sposób traktowania. Na co ten, z całą szczerością wyklarował mu, że to wszyscy mali polscy urzędnicy a kraj przeżywa ciężki okres, francuscy emisariusze wędrują po kraju wzniecając niepokój, itd.
Jeszcze po kilku perypetiach ruszył w drogę przez Kielce do Miechowa gdzie miał zdać kolasę. Przy pomocy życzliwego mieszkańca, posługując się łaciną, zdobył pojazd do Krakowa. Tam skierował się do Hotelu pod Białą Różą i znów poczuł się jak w Europie. 
W Krakowie czuło się dawną świetność, ale w ruinie. Podziwia groby królewskie, opowiada anegdoty, też o ostatnim Jagiellonie i jego romansie z Barbe Radzewill (!).
W Krakowie spotkał Chłopickiego i opisuje jego dramatyczne losy. 
Następnego dnia udaje się do Wieliczki (Wielitska). I tu musiał pokonać kłopoty paszportowe. Najpierw musiał uzyskać policyjną zgodę na wyjazd z Krakowa, a potem pozwolenie na wjazd do Austrii, bo Kraków, jako wolne miasto miał odpowiednie wymagania formalne. Wizę od konsula austriackiego załatwił szybko po daniu  dolara łapówki. Łapówki pomocne były wszędzie, tak w Rosji jak i w Polsce,

Kopalnię zwiedza w towarzystwie napoleońskiego wiarusa. Opisuje technikę obsługi szybu i opisuje kopalnie gdzie pracuje dwa tysiące górników pod ziemią, gdzie jest tysiąc komór i ogromny labirynt tuneli. Po wielkim wrażeniem wyniesionym z Wieliczki wraca do Krakowa i tu żegna się z czytelnikami.

Książkę:
Incidents of Travel in Greece, Turkey, Russia, and Poland.
by John Lloyd Stephens. In Two Volumes. Vol. II. Seventh Edition.
New York: Harper & Brothers, Publishers. 1853.

można przeczytać i ściągnąć spod (ok 900 kb): http://www.gutenberg.org/files/37947/37947-h/37947-h.htm

(p. notka poprzednia)

[QZE08::168];[QCB40::070];[QEQ03::111]
w sieci 17.11.2011; nr 2847

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter