Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2845

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

            

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Amerykanin o Rosji w latach trzydziestych XIX wieku.

W czasie zaborów Polska nie była zbyt atrakcyjnym krajem dokąd warto by się wybierać zagranicznym podróżnikom. Drogi były marne, hotele na prowincji nie istniały, w zajazdach panował brud i smród. Owszem, składali sobie wizyty arystokraci. Ale ci podróżowali z chmarą służby, zatrzymywali się w pałacach i kontakt ich z miejscową ludnością był żaden. Dlatego mało jest opisów stanu kraju tamtych czasów dokonanych przez obcokrajowców. 
Ostatnio na stronach internetowych 'Gutenberg' udostępniono ciekawy opis podróży Amerykanina Johna Lloyda Stephensa (1805-1832). Z wykształcenia był prawnikiem, ale zasłynął jako podróżnik. Wszedł do historii archeologii jako współodkrywca wspaniałej architektury Majów na Jukatanie, pięknie opisał kraje bliskowschodnie, ale dla nas przede wszystkim interesująca jest druga podróż, w którą wyruszył w roku 1835. Przewędrował wtedy Turcję, Grecję, kawał carskiej Rosji, i przez Polskę wrócił w swoje strony. Obserwacje opisał w dwutomowym dziele wydanym w 1838 w Nowym Jorku, potem było wiele wydań. Cały drugi tom poświęcony jest Rosji i Polsce pod rosyjskim zaborem. *)
Autor nie dysponował własnym pojazdem. Wynajmował lub kupował jakiś wóz czy kibitkę, jeśli nadarzała się okazja, brał współpasażera. Wymieniał konie na stacjach przeznaczonych głównie dla obsługi carskich kurierów, często z dużymi trudnościami, często z pomocą łapówek. Z noclegowni przy stacjach starał się nie korzystać, były brudne, zarobaczywione, a obsługa parszywa. Cały handel i usługi były w rękach żydowskich. Noce spędzał najczęściej w wozie. Autor nie znał ani rosyjskiego, ani polskiego, stąd bardzo frywolna pisownia nazw mijanych miejscowości. Czasem udawało mu się spotkać jakiegoś Anglika czy Niemca od których wyciągał informacje. Komicznie to teraz brzmi, ale kilka razy udało mu się nawiązać kontakt z miejscowymi przy pomocy szkolnej łaciny. 
Wyruszywszy z Odessy zatrzymał się na parę dni w Kijowie (Chioff!). Wieś i cały kraj pomiędzy Odessą a Kijowem był bardzo nieciekawy. Zresztą nie lepiej było potem w drodze do Moskwy i Petersburga.


wieś w Rosji

Na sprawy polskie był bardzo uczulony, a to głównie dzięki książce 'Thaddeus of Warsaw' wydanej w r. 1803, autorstwa Szkotki Jane Porter (1776-1850) p.t.  , którą pamiętał z młodości. (Jako ciekawostkę dodam, że w czasie mojej pierwszej wizyty w Nowej Zelandii w latach siedemdziesiątych widziałem tę książkę wystawioną w muzeum, ale umieszczona była w gablocie jako cenny starodruk i dojścia do niej było. Emigracja szkocka była tu bardzo liczna w XIX w., widocznie ktoś przywiózł ją ze sobą, ale szczegółów nie udało mi się zdobyć. Z książką tą można zapoznać się w sieci, o czym kiedyś osobno. Ostatnie wydane pochodzi z r. 2006).
W Kijowie dowiedział się o wojnach z Polską, powiedziano mu też, jak to Polacy zajęli Kijów za czasów Bolesława Śmiałego, ale wojsko po siedmiu latach wycofało się po alarmujących wiadomościach z Warszawy. Okazało się, że podczas kiedy wojacy zażywali przyjemności z kijowiankami, polskie żony też sobie nie żałowały i oferowały swoje wdzięki służbie, a nawet niewolnikom. Rozwścieczeni Polacy wrócili z Kijowa by spotkać z atakiem kochanków i pocieszycieli. Nawet same żony brały udział w walce przeciw nim. Autor nie pisze czym się to skończyło. Nie jest to wersja jaką znaleźć można w źródłach historycznych.. 
W Moskwie oglądał obraz namalowany przez samego św. Łukasza przedstawiający Dziewicę, widział też skrawek szaty Zbawiciela i skrawek szat Dziewicy, podziwiał i opisał szczegółowo wielki Dzwon. Skrzętnie zwracał uwagę na ślady polskie. W Moskwie oglądał, obok koron carów, także "koronę nieszczęśliwej Polski! Z polerowanego złota zwieńczoną, bez żadnych innych ozdób." Widział trony carów ozdobione tysiącami drogich kamieni, a także tron Polski. Pisze - "Zatrzymałem się przed tronem nieszczęśliwej Polski. Widziałem wielkie miasta opuszczone i w ruinach, wspaniałe świątynie pogrzebane w piaskach, miejsca kiedyś tętniące życiem obecnie opuszczone i milczące; ale żaden monument wielkości wzruszył mnie bardziej niż ten. Pokryty był niebieskim aksamitem i ozdobiony złotymi gwiazdami. Był to tron Kazimierza, i Sobieskiego, i Stanisława Augusta. Dzielni rycerze gromadzili się dokoła i przysięgali bronić go, i ginęli wierni przysiędze. Ich przysięga zapisana jest niebie, ich ciała leżą w krwawych grobach; Polska jest wymazana z listy narodów i jej tron, niesplamiony hańbą, błyszczący gwiazdami, wystawiony jest jako rosyjskie trofeum, przed którym najmężniejsi nie powinni się wstydzić łez w oczach."
W Petersburgu musiał postarać się o wizę, jako że żaden obcokrajowiec nie mógł tam przebywać bez pozwolenia. Znów przepytano go o "powód przybycia do Rosji, wiek, czas pobytu, dokąd się udaje, itd, i usatysfakcjonowani, że nie ma intencji głosić doktryn demokratycznych albo obalać rządu autokraty i otrzymał prawo pobytu przez dwa tygodnie." Musiał przekazać to pozwolenie gospodarzowi, a ten z kolei musiał to zgłosić na policji. Petersburga nie można było opuścić bez pozwolenia. Aby je otrzymać musiał ogłosić zamiar wyjazdu trzykrotnie w miejscowej prasie podając nazwisko, adres i przyczynę wyjazdu z imperium. Ponieważ Gazeta ukazywała się dwa razy w tygodniu, zajmowało to razem osiem dni. 
Był pełen podziwu dla Piotra Wielkiego, oglądał jego woskową figurę przedstawiającą go jak żywego, pokazywano mu różne pamiątki po carze, między innymi buty wykonane jego własną ręką, choć car nie był szewcem.
Przy okazji opisuje wiele szczegółów z historii i obyczajów rosyjskich. Tu dowiedziałem się, że car Aleksander, po klęsce Napoleona, zdjął najcenniejszy klejnot ze swojej korony i udekorował nim  sławnego Kutuzowa nadając mu tytuł księcia Smoleńska! 
W Rosji notuje się pewien postęp w obyczajowości. Już Dr. Collins, osobisty lekarz cara donosił w r. 1670, że powoli zapomina się o zwyczaju wiązania żon za włosy i traktowaniu je pejczem, zależy to jednak od przezorności rodziców, którzy w kontrakcie ślubnym powinni zawrzeć warunek, że córka nie będzie traktowana pejczem, ani bita czy kopana. Ale nawet przy tym postępie pewien człowiek oblał żonę spirytusem i ją podpalił, ale nie został za to ukarany, ponieważ w Rosji "nie było kary za zabicie żony lub niewolnika." Opisuje ciekawy obyczaj związany z ożenkiem. Pan młody w czasie zaślubin trzymał w jednej cholewie klejnot, w drugiej pejcz. Żona musiała wybierać. Jeśli wybrała klejnot, była szczęściarą, ale jak wybrała pejcz, to nim dostawała. Amerykaninowi nie chce się wręcz wierzyć, że mimo pewnego z łagodzenia barbarzyństwa, kobiety nie nosiły gorsetu aż do początku XIX w.! Zauważył też pewną ciekawostkę związaną ze sprawnością oficerów w posługiwaniu się szablą. Kiedy pewien wierny sługa miał kłopot z otwarciem butelki szampana, pułkownik, jego pan orzekł, że musi wrócić do swojej armijnej praktyki. Wyjął szablę i uciął szyjkę butelki bez poważniejszego uszkodzenia zawartości. A potem butelkę po butelce czekał ten sam los. 
Po zwiedzeniu atrakcji Petersburga, Carskiego Sioła, podziwianiu bursztynowej komnaty, autor udał się w dalszą podróż do Polski. (p. notka nast.)

Z książką Stephensa

Incidents of Travel in Greece, Turkey, Russia, and Poland.
by John Lloyd Stephens.
In Two Volumes.
Vol. II. Seventh Edition.
New York: Harper & Brothers, Publishers. 1853.

można zapoznać się pod adresem:
http://www.gutenberg.org/files/37947/37947-h/37947-h.htm
(ok 870 kb)

(notka. następna)

[QZE08::166];[QCB40::070];[QEQ03::111]
w sieci 15.11.2011; nr 2845

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter