Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2829

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Co jemy.

Co innego jest to, co byśmy chcieli jeść, albo myślimy że jemy, a co innego co faktycznie wkładamy do buzi. 
Amerykanie kochają normalizować to co jest do normalizowania, zabrali się też za produkty spożywcze. Robi to słynna FDA (Food and Drug Admin.), na którą wszyscy narzekają, ale naśladują we wielu krajach gdzie w ogóle mówi się o normach w tym zakresie.
FDA wychodzi z założenia bardzo realistycznego - jest rzeczą po prostu nieekonomiczną i wręcz niemożliwą uprawiać, zbierać i przetwarzać surowe produkty zupełnie pozbawione naturalnie występujących, niegroźnych zanieczyszczeń i wad.

W związku z tym dopuszczalne do handlu i spożycia są środki spożywcze w których jest mniej niż:
90 fragmentów owadów w 100 g czekolady lub wyrobów czekoladowych i mniej niż 3 włosy gryzoni;
5 owadów lub jaj muszki owocowej lub innych much na 250 ml soku cytrusów; 
3 procent filetów ryb zawierających pasożyty wraz z otorbieniem;
225 fragmentów owadów w 225 g makaronu lub 4,5 włosów gryzoni (średnia z 6 próbek);
30 fragmentów owadów lub 1 włos gryzoni na 100 g;
40 nadgryzionych ziaren na kilogram prażonej kukurydzy (popcorn), nie może być bobków mysich ani szczurzych;
75 fragmentów owadów na 50 g mąki pszennej... 
i wiele innych budujących norm...

FDA wydało książeczkę wyliczającą setki norm w zakresie 'naturalnych zanieczyszczeń środków spożywczych'.

Biorąc pod uwagę zakupy i spożycie środków spożywczych wyliczono, że przeciętny Amerykanin, chciał nie chciał, zjada rocznie pól kilograma lub kilogram owadów rocznie. Nie wiem jak to jest w  Polsce, ale pewnie nawet więcej pamiętając liczne doniesienia Sanepidu.   

Wychodzi więc na to, że owady jemy. Jest tylko kwestia ilościowa, a nie jakościowa. To tak jak z tą panienką co targowała się o cenę...

(perspektywy kulinarne patrz tu)

[QZE08::154];[QEP91::066]
w sieci 27.10.2011; nr 2829

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter