Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XII; No 2828

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

.

Jedzmy owady...

Ewolucja tak nas ukształtowała, że musimy dostarczać organizmowi pewne ilości białka. Żyjemy w takich warunkach ekologicznych, że dostępne zasoby białka w otoczeniu maleją a liczba gąb przyrasta. Wrastają też wymagania i oczekiwania poszczególnych konsumentów. (p. notka poprzednia)
Co robić? - jak mawiał pewien klasyk. 
Nie można w nieskończoność zwiększać powierzchni ziemi uprawnej by płodami  skarmiać zwierzęta by je pożerać, należy więc postarać się o białko ekologicznie tańsze. Warto zauważyć, że na przestrzeni ostatnich kilkuset lat nasza dieta straszliwie się zawęziła gatunkowo. Żywienie całego świata bazuje na kilku zaledwie roślinach i kilku gatunkach zwierząt. Nie tak bywało dawniej. Spożywano kilka tysięcy gatunków roślin, z tego w uprawie było kilkadziesiąt. Podobnie było ze zwierzętami. I tu można się czegoś nauczyć z przeszłości i od mieszkańców tropików. 
W krajach o wielkich tradycjach kulinarnych, w Chinach, Ameryce Łacińskiej, dawnych Indochinach, owady i inne stawonogi od tysiącleci stanowiły ozdobę kuchni. Nazwano to entomofagią, ale jest to zjadanie nie tylko owadów, ale także innych stawonogów. Etnografowie naliczyli, że aż 1417 gatunków stawonogów je się w różnych krajach. Wymienić tu można rożne gatunki świerszczy, koniki polne, szarańczę, mrówki, pędraki różnych gatunków chrząszczy, najróżniejsze gąsienice, m.in. jedwabniki, tzw 'robaki' bambusów i agaw w Meksyku, mopani w Afryce, wreszcie tarantule i skorpiony. 
Entomofagia była i jest praktykowana przede wszystkim w krajach tropikalnych i tylko w nieznacznym stopniu polega na hodowli (np. jedwabników). W większości jest to zbieractwo okazyjne. Stąd przeniesienie entomofagii do krajów uprzemysłowionych napotyka na znaczne trudności. Druga trudność to nawyki kulinarne. Nabieramy je w dzieciństwie, często z mlekiem matki, a pewnie też i w późnym okresie przedporodowym, później zmieniają się tylko nieznacznie. Na tym polega popularność golonki czy flaków wśród Polonii różnych krajów, czy szkockich haggis wśród Szkotów. Przez ostatnie stulecie udało się tylko zmienić nastawienie do krewetek, ślimaków, ostryg, żab, i to tylko w niektórych krajach. 
Z tego względu, jeśli ludzkość zmuszona będzie do dokładniejszego kontrolowania spożycia, gdy zasada 'jedz, pij i popuszczaj pasa' nie będzie do zaakceptowania, potrzebne są dwie rzeczy. Wybranie optymalnego źródła białka, opanowanie jego produkcji, no i zmiana kulinarnych upodobań. To może być najtrudniejsze. 
Sprawa przeszła w ręce fachowców z Uniwersytetu Rolniczego w Wageningen
(gdzie miałem przyjemność nieco popracować, choć w innym dziale). Zespół Dr Dennisa Oonincx przeprowadził badania porównawcze nad ekologiczną efektywnością produkcji białka przez różne organizmy. Przebadano ilość ekwiwalwntów CO2 wydzielanego w czasie produkcji jednego grama biomasy różnych zwierząt, a także inne parametry. Najbardziej pouczające jest przeliczenie, ile CO2 wydziela się przy wzroście biomasy o jeden kilogram, co byłoby miarą efektywności ekologicznej produkcji zwierzęcej. Nie wchodząc w szczegóły, wynik zestawia poniższy wykres:

Widzimy tu ilość gazów szklarniowych w odpowiednikach CO2 w gramach wydzielanych na przyrost biomasy o jeden kilogram. Odnośnikiem jest świnia domowa, znacznie ekonomiczniejsza od bydła domowego i owiec. 
W odniesieniu do świni najlepiej prezentuje się świerszcz domowy, bardzo dobrze wychodzi też mącznik, nieźle przedstawia się też szarańcza wędrowna. Ze względów praktycznych, zawody wygrywa łatwy do hodowli w najprymitywniejszych warunkach mącznik Tenebrio molitor. Lepszy
jest świerszcz, ale trudno wyobrazić sobie jego hodowlę. Z mącznikiem zetknął się każdy student biologii i niejedna gospodyni domowa. daje się łatwo hodować na owsie, pełnej mące z dodatkiem skrawków ziemniaka czy marchwi, można dodać też skrawki jabłka i nieco wody. Forma larwalna trwa nawet dwa miesiące i wtedy nadaje się do przetwórstwa i konsumpcji. Wygląda jak obok. A masowo jak w tle. 
Tak więc szykujmy się na to, że prędzej czy później, raczyć się będziemy kanapkami w rodzaju (odpędzić muchy!):

Największych trudności należy się spodziewać przy pokonywaniu przesądów smakowych i estetycznych. O ile mi wiadomo, szereg przedsiębiorstw gastronomicznych w kraju i zagranicą (w Anglii) robiło przymiarki w tej sprawie ... z dosyć miernymi rezultatami.
Poczekamy, zobaczymy. Głód i kieszeń może okazać się bardzo przekonującym adwokatem zmiany gustów.

(co już jemy patrz tu)

[QEQ01::060];[QHB13::223];[QEP91::062]3;[QEP92::167];[QHB13::079]
w sieci 27.10.2011; nr 2828

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter